Ostatnia bitwa Václava Klausa

Kiedyś uważane za środkowoeuropejskiego „prymusa”, Czechy coraz częściej zaskakują: w kraju mnożą się skandale korupcyjne i polityczne. Teraz jako jedyne państwo Unii – obok Wielkiej Brytanii – nie przystąpiły do paktu fiskalnego.

06.02.2012

Czyta się kilka minut

Decyzja premiera Petra Nečasa, aby Czechy nie podpisywały paktu fiskalnego – jego tekst przyjęto na brukselskim szczycie w minionym tygodniu – wzbudziła w kraju wrzenie: krytykuje ją nie tylko opozycja, co zrozumiałe, ale także część koalicji rządzącej. W tym minister spraw zagranicznych Karel Schwarzenberg: Stanowisko premiera szkodzi interesom państwa – oznajmił minister i nie czekał długo na odpowiedź. – To wypowiedzi Schwarzenberga szkodzą państwu, a pakt fiskalny jest tragicznym błędem – ripostował prezydent Václav Klaus, zdeklarowany przeciwnik nowego europejskiego traktatu.

Premier Nečas wyjaśniał potem, że nawet gdyby zgłosił swój akces do paktu, nic by to nie zmieniło, bo do jego ratyfikacji potrzebny jest podpis prezydenta, a ten już z góry zapowiedział, że niczego takiego nie podpisze. A ponadto, uważa premier, z podpisania dokumentu nie wynikałyby dla Czech żadne korzyści.

„To jest wbrew interesom państwa. Niemożliwy będzie rozwój, zostajemy sami” – ripostuje Schwarzenberg. Minister uważa, że postępowanie premiera wynika ze strachu przed tzw. narodowym skrzydłem w Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), macierzystej formacji zarówno Nečasa, jak i Klausa, oraz że jest skalkulowane na użytek polityki wewnątrz kraju.

Również minister finansów Miroslav Kalousek, jeszcze niedawno ostrożny wobec idei paktu fiskalnego, teraz nie kryje zdumienia. „Nie widzę ani jednego powodu, dla którego nie mielibyśmy podpisać tego paktu” – mówi. Zarówno Kalousek, jak i Schwarzenberg uważają, że w Europie pojawią się teraz dwie izolowane wyspy: Wielka Brytania i Czechy. Tyle że Londyn jest światowym centrum finansowym, podczas gdy Czechy tak wygodnej pozycji nie mają. Taką ocenę sytuacji podziela część opozycji. „Ta decyzja odsuwa nas na peryferia” – mówi socjaldemokrata Jan Hamáček. „Nie będzie miało nawet żadnego sensu jeździć na unijne szczyty. Argumenty Nečasa są niezrozumiałe i absurdalne” – dodaje przewodniczący partii socjaldemokratycznej Lubomír Zaorálek.

Stanowisko premiera popiera za to jedna z partii koalicji rządzącej: Sprawy Publiczne (Věci veřejné, VV) – ta sama, która wywołała w styczniu kryzys rządowy w związku z wycofaniem się z poparcia ustawy o restytucji majątku kościelnego (patrz „TP” nr 4/2012). Zrozumieniem wykazali się również opozycyjni komuniści.

Biznes zwany polityką

Schwarzenberg na pewno w jednym ma rację: na zachowanie premiera – podobnie zresztą jak w przypadku szefa brytyjskiego rządu Davida Camerona – bez wątpienia wpływ ma sytuacja w kraju. Jesienią 2012 r. Czesi idą do wyborów samorządowych i będzie to sprawdzian popularności. Jak wypadną partie rządowe? Z sondaży wynika, że wygraną niemal na pewno mają w kieszeni opozycyjni socjaldemokraci.

Jednym z powodów, dla których czescy wyborcy są rozczarowani rządem, jest fakt, iż współrządzące dziś ugrupowania wygrały kiedyś wybory m.in. pod hasłem walki z korupcją. Tymczasem teraz niemal co tydzień gazety rozpisują się o kolejnych skandalach i podejrzanych transakcjach. Dotyczy to również wysoko postawionych polityków – np. w sprawie Víta Bárty, jednego z liderów partii Věci veřejné, która do parlamentu wkraczała, prezentując się jako ugrupowanie nastawione na obywatela i zwalczające nieuczciwość. Teraz wobec Bárty wszczęto śledztwo w sprawie dawania łapówek posłom „za lojalność”. On sam twierdzi, że tysiące koron w kopertach były tylko pożyczkami. Do historii przeszła już konferencja prasowa ministra przemysłu Martina Kocourka, który – dukając – starał się wyjaśnić, w jaki sposób na koncie jego matki emerytki znalazło się 16 mln koron (ok. 2,5 mln złotych – red.).

Miliarder w roli odnowiciela

Czasem bywa i tak, że wszystko jest zgodne z prawem, ale kłóci się z odczuciami opinii publicznej. Na przykład, gdy w styczniu ujawniono wysokość premii i dodatków, jakie otrzymuje szefowa kancelarii premiera Jana Nagyova. Przykładowo, za marzec ubiegłego roku dostała w sumie wypłatę w wysokości 270 tys. koron, z czego jedynie 30 tys. było pensją. „Ona pracuje po 12 godzin dziennie” – bronił jej premier. Ale dla wielu Czechów, także ciężko pracujących, takie wynagrodzenie jest niewyobrażalne.

Nic dziwnego, że w takiej sytuacji narasta rozczarowanie polityką, a obywatele coraz częściej postrzegają partie jako narzędzia służące grupie uprzywilejowanych do robienia własnych interesów. – Ludzie myślą, że politycy nic dla nich nie robią – mówi czeski publicysta Alexandr Mitrofanov. – Coś jest w powietrzu, pragnienie jakiejś zmiany, a że ludzie zawsze oczekują, że bedzie idealnie, to nie wiadomo, jaka ta zmiana miałaby być.

Odpowiedzią na społeczne zapotrzebowanie na nową jakość w polityce chciałby być Andrej Babiš – miliarder słowackiego pochodzenia i właściciel firmy Agrofert, kontrolującej czeski rynek rolny. W ubiegłym roku powołał do życia, jak mówi, „projekt” pod nazwą „ANO 2011” i chce wejść do parlamentu pod hasłami walki z korupcją. Jednak inne szczegóły jego programu politycznego nie są znane.

– Trudno ocenić motywy Babiša. Możliwe, że idzie do polityki, aby chronić rynek dla swojej firmy. Możliwe są też jednak powody emocjonalne, jak potrzeba akceptacji ze strony wielkiego świata. Pieniądze już ma, a teraz chce mieć jeszcze uznanie i szacunek. On sam zmienia się, po pierwszych ostrych wypowiedziach w mediach, stara się być bardziej wyważony – opowiada Jaroslav Spurný, dziennikarz tygodnika „Respekt” i autor wielu artykułów o miliarderze. – Babiš ma nieodgadniony potencjał koalicyjny: może się sprzymierzyć z każdym i z nikim. Testem na jego popularność będą jesienne wybory samorządowe.

Babiš nie mówi, jak zamierza osiągnąć swój cel: państwo bez korupcji. Zapowiada natomiast, że będzie nim zarządzał jak swoją firmą. Rzecz w tym, że o jego drodze do miliardów wiadomo niewiele – szczególnie o początku jego podboju świata biznesu.

Jak to widzą inni

Niepokojący obraz Republiki Czeskiej jako kraju korupcyjnych skandali i politycznych uwikłań potwierdzają zewnętrzne badania. W grudniu 2011 r., już po raz trzeci z rzędu, Czechy spadły w rankingu Transparency International – międzynarodowej organizacji oceniającej stopień korupcji w różnych krajach. W 2010 r. Czechy były na 53. miejscu (na 178 państw), obecnie są na 58. Głównym problemem wydaje się korupcja w sferze biznesu – aż 60 proc. przedsiębiorców jest przekonanych, że bez łapówki nie da się w Republice Czeskiej prowadzić interesów – oraz przenikanie się biznesu z polityką, m.in. z powodu nieprzejrzystego systemu finansowania partii. W badaniach Transparency International funkcjonowanie partii politycznych oceniono jedynie na 47 proc. (100 proc. – to funkcjonowanie idealne). Niewiele lepiej wypadają przedsiębiorcy (51 proc.) czy media (54 proc.). Najgorzej – policja (43 proc.) i administracja państwowa (40 proc.).

Niegdyś przyciągające zagranicznych inwestorów dobrym położeniem geograficznym i infrastrukturą, Czechy ujawniają teraz także swoje wady. W badaniach prowadzonych w 2011 r. przez niemieckie izby gospodarcze Czechy są nadal najbardziej atrakcyjnym krajem do inwestycji w Europie Środkowej i Wschodniej (zaraz za nimi uplasowała się Polska), ale jednocześnie – jeśli chodzi o przejrzystość przy zamówieniach publicznych – gorsza od nich jest jedynie... Albania. Kiepsko Czesi wypadli też, jeśli chodzi o korupcję i przestępczość; w porównaniu z rokiem poprzednim ten niekorzystny trend pogłębia się.

– Na krótką metę przypadki korupcji są bez większego znaczenia dla inwestorów, ale systemowo może to być postrzegane jako poważny problem – ocenia ekonomista i doradca inwestycyjny Vladimir Dlouhý. – Jednak myślę, że to nie jest tak, iż dzisiaj w Czechach jest więcej korupcji. Po prostu gazety więcej o tym piszą. Jednocześnie powstają liczne inicjatywy pragnące z tym walczyć, jak „Fundacja przeciwko korupcji” (Nadační fond proti korupci).

Tymczasem mimo kryzysu czeska gospodarka wciąż ma szansę na niewielki, ale wzrost: według ministerstwa finansów w 2012 r. ma on wynieść 0,8 proc., zaś w 2013 r. – ok. 2 proc.

Ostatnia rozgrywka

Na politycznej szachownicy w Czechach jedną z głównych figur pozostaje prezydent Václav Klaus – kontrowersyjny w niektórych poglądach, ale jednak jeden z niewielu obecnie czeskich polityków wielkiego formatu. Jego kadencja, druga i ostatnia, dobiega końca w marcu przyszłego roku – i już teraz mnożą się spekulacje, co 70-letni Klaus zamierza dalej robić. – Co będzie potem, za rok i dwa miesiące? Naprawdę o tym nie mówimy. To nie jest tak, że nie mamy co robić, siedzimy i planujemy coś na odległą przyszłość. Nie mamy na to czasu – mówi Ladislav Jakl, wieloletni sekretarz Klausa.

Choć nie wiadomo, jak Klaus widzi swoją przyszłość po roku 2013, to jego poglądy na teraźniejszość są jasne. W noworocznym przemówieniu prezydent mówił, że „najwyraźniej dwunasty rok XXI wieku do najlżejszych należeć nie będzie”. I ostrzegał: „Jeśli nie zostanie rozwiązany kryzys w strefie euro, a sprawa długów państw europejskich będzie się stale oddalać od rozwiązania, jest prawdopodobne, że i nasz kraj znajdzie się w recesji”.

Z punktu widzenia Klausa kryzys w strefie euro jest potwierdzeniem jego – wyrażanych od zawsze – obaw związanych z integracją europejską. Utrzymanie Czech poza grupą państw związanych paktem fiskalnym byłoby mocnym akcentem na koniec jego kadencji.

W praskich kuluarach mówi się, że premier Nečas pakt w końcu jednak podpisze; podobnie jak inni europejscy przywódcy, ma na to czas do końca marca. A czy potem podpisze go prezydent? Szanse na to, że Václav Klaus zmieni zdanie, są niewielkie.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach dokumentalnych (np. „Zdobyć miasto” o Powstaniu Warszawskim). Autorka… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 07/2012