Reklama

TP Historia - 85.Boniecki

Ostatnia bitwa marszałka

Ostatnia bitwa marszałka

w cyklu STRONA ŚWIATA
02.07.2019
Czyta się kilka minut
Chalifa Haftar, samozwańczy przywódca wschodnio-libijskiej Cyrenajki grozi wojną Turcji, która powstrzymała jego natarcie na Tripoli. Turcja, członkini Sojuszu Północnoatlantyckiego, grozi Haftarowi ekspedycją karną.
Obłoki dymu na południe od Tripoli po ataku lotniczym sił Chalifa Haftar, 29 czerwca 2019 r. / FOT. MAHMUD TURKIA/AFP/East News
Obłoki dymu na południe od Tripoli po ataku lotniczym sił Chalifa Haftar, 29 czerwca 2019 r. / FOT. MAHMUD TURKIA/AFP/East News
G

Gdyby tureccy żołnierze, zgodnie z pogróżkami prezydenta Erdoğana, rzeczywiście wylądowali pod Tripoli czy Benghazi, byłaby to już druga w ciągu niespełna dziesięciu lat interwencja zbrojna wojsk NATO w Libii. W 2011 roku naloty lotnictwa NATO przyczyniły się do upadku i śmierci libijskiego dyktatora, pułkownika Muammara Kaddafiego. Arabska Wiosna w Libii przerodziła się w powstanie przeciwko Kaddafiemu, ale gdyby nie wsparcie lotnicze i morskie NATO i wprowadzona przez Sojusz blokada Libii, kto wie, czy rebeliantom w ogóle udałoby się pokonać rządową armię i przejąć władzę.

Obalenie Kaddafiego nie przyniosło jednak Libii spokoju. Bezkrólewie sprawiło, że ten ogromny, jeden z największych w Afryce i niemal bezludny kraj przepoczwarzył się w państwo upadłe, zawłaszczone przez lokalnych, udzielnych możnowładców i watażków, piratów i przemytników, toczących między sobą wojny o łupy. Wojenny i powojenny chaos sprawił, że na śródziemnomorskim wybrzeżu Libii swoje przyczółki założyło Państwo Islamskie i próbowało tam przenieść rozgromiony nad Eufratem i Tygrysem kalifat.

Niekoronowany król Cyrenajki

Libijskie wojny i spory spowodowały, że kraj rozpadł się na dwoje, a w Tripoli (dawnej Tripolitanii) i Benghazi (dawnej Cyrenajce) sprawują władzę konkurujące ze sobą rządy. Ten z Tripoli uznawany jest przez ONZ i wspólnotę międzynarodową za jedyny prawowity. Rząd z Benghazi twierdzi, że premier z Tripoli, były bogaty kupiec Fajez Mustafa al Sarradż jest tylko figurantem, a faktyczną władzę w libijskich stolicy sprawują utrzymujący go przemytnicy i dżihadyści. I właśnie koniecznością walki z tymi ostatnimi i terroryzmem tłumaczył swoją wyprawę wojenną na Tripoli marszałek polny Chalifa Haftar, dowódca wschodnio-libijskiej armii i niekoronowany król Cyrenajki.

Uznawane przez ONZ władze z Tripoli twierdzą, że Haftar kłamie, a rzekoma wojna z terroryzmem jest dla niego tylko wygodną wymówką, bo tak naprawdę interesują go tylko dyktatorskie rządy, które zamierza narzucić Libii, jak niegdyś Kaddafi. Haftar służył zresztą wiernie Kaddafiemu, a ich drogi rozeszły się dopiero gdy podczas wojny z Czadem w latach 80., dzisiejszy marszałek polny wytracił wojsko i dostał się do niewoli. Jako prominentny jeniec, bez szans na powrót do łask Kaddafiego, dał się namówić do współpracy Amerykanom z Centralnej Agencji Wywiadowczej, wyjechał do USA, otrzymał amerykańskie obywatelstwo. Do Libii wrócił dopiero za Arabskiej Wiosny, gdy w kraju wybuchło powstanie przeciwko Kaddafiemu. Nie udało mu się jednak przejąć przywództwa powstania, ani nawet włączyć się rebelii – Libijczycy nie zapomnieli mu zarówno służby u Kaddafiego, jak współpracy z CIA. Rozczarowany znów wyjechał do USA.

Niespodziewanie pojawił się w Libii trzy lata później. Objawił się w Benghazi jako mąż opatrznościowy i wezwał Libijczyków, by szli pod jego komendę na wojnę z winnymi bezprawiu. Obiecał, że ogniem i mieczem rozprawi się ze wszystkimi warchołami i watażkami, ale także z rządem z Tripoli, który legitymizował według niego bezprawie i rozdawał ministerialne posady dżihadystom. Haftar zebrał pod swoje skrzydła żołnierzy z dawnej armii Kaddafiego, a mając wsparcie Egiptu, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a także Francji, Rosji i USA, ruszył na wojnę.

Ale sukcesy przyszły dopiero w tym roku. W styczniu opanował Fezzan, libijskie południe, a wraz z nastaniem kwietnia ruszył do szturmu na Tripoli. Zanosiło się na błyskawiczną, zwycięską wojnę, bo żołnierze Haftara stanęli na południowych przedmieściach stolicy i zajęli znajdujące się tam nieczynne lotnisko międzynarodowe.


CZYTAJ TAKŻE: Chalifa Haftar, którego partyzanci oblegają Tripoli, nie ukrywa, że widzi siebie w roli nowego przywódcy i zbawcy libijskiego państwa.


Zamiast jednak ostatecznego triumfu, wojska Haftara ugrzęzły na przedmieściach, a ich natarcie przerodziło się w przewlekłą, miejską wojnę. Minęło sto dni, zginęło tysiąc ludzi, a sto tysięcy stało się uchodźcami, ale linie frontów pozostają niezmienne, żołnierze Haftara stracili impet.

Na rogatkach Tripoli powstrzymali ich przybyli na odsiecz stolicy partyzanci z portowej Misraty, którzy osiem lat temu najbardziej przyczynili się do obalenia Kaddafiego. Zaprawieni w bojach i wrogo nastawieni do Haftara nie pozwolili mu wkroczyć do miasta. Skazani tylko na własne siły, nie daliby pewnie Haftarowi rady, jak niegdyś nie dawali rady w pojedynkę Kaddafiemu. Wtedy z pomocą przyszło im NATO, dziś – członkini Północnoatlantyckiego Sojuszu, Turcja.

Wielka gra

Iran, Turcja i Arabia Saudyjska są głównymi rywalami w toczącej się na Bliskim Wschodzie i w Afryce „wielkiej grze” o wpływy i pierwszeństwo, a Turcy popierają tych, których Saudowie uważają za wrogów. W Libii Saudowie i ich sprzymierzeńcy z Dubaju, Abu Zabi i Kairu zbroją i opłacają armię Haftara. Turcy postanowili więc udzielić pomocy rządowi z Tripoli. Wysłali mu bezzałogowe samoloty wraz z instruktorami (instruktorów do pomocy otrzymuje wraz bronią także Haftar, bo i jego żołnierze nie potrafią posługiwać się najnowocześniejszym sprzętem wojskowym), pojazdy opancerzone, ciężarówki i samochody terenowe, na których ochotnicy z Misraty montują wielokalibrowe karabiny maszynowe i przerabiają na bojowe rydwany.

Według dowódców Haftara właśnie turecka pomoc i tureckie lotnictwo zatrzymało ich na przedmieściach Tripoli. W zeszłym tygodniu zaś, mając wsparcie Turków, rozochoceni partyzanci z Misraty przypuścili niespodziewany kontratak i wyparli wojska Haftara z ćwierćmilionowego miasta Gharjan, z którego dowodził natarciem na odległe o 100 kilometrów Tripoli i z którego zaopatrywał szturmujące oddziały w broń i amunicję. W Gharjan znajdował się też jego główny szpital polowy i lądowisko dla śmigłowców. Partyzanci z Misraty wzięli 150 żołnierzy Haftara do niewoli, zdobyli kwaterę dowództwa i arsenały, w których znaleźli m.in. cztery amerykańskie nowoczesne wyrzutnie rakiet przeciwczołgowych Javelin. Amerykanie sprzedają je tylko swoim najpewniejszym sojusznikom. Wyrzutnie z Gharjan były własnością szejków Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Amerykanie sprzedali je im w 2008 roku.


CZYTAJ WIĘCEJ:

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne bezpłatnie. CZYTAJ TUTAJ →


Szejkowie z Dubaju i Abu Zabi od dawna wspierają zbrojnie Haftara i nie pierwszy raz przekazywali mu kupioną od Amerykanów broń. Póki w USA rządził Barack Obama, Pentagon robił szejkom awantury, ilekroć zrzucali na Libię amerykańskie bomby, ale wciąż przekazywali swoim libijskim faworytom kupioną u Amerykanów broń. Odkąd jednak w Waszyngtonie rządzi Donald Trump, szejkowie nie muszą obawiać się nawet wymówek. Koronni książęta Mohammed ibn Zajjed ze Zjednoczonych Emiratów i Mohammed ibn Salman z Arabii Saudyjskiej cieszą się przyjaźnią i pełnym zaufaniem Trumpa.

Klęska w Gharjan rozsierdziła Haftara. Ogłosił, że skoro Turcy wydali mu wojnę, odpłaci im tym samym. Zaraz potem jego piloci zniszczyli turecki samolot bezzałogowy na lotnisku Mitiga, jedynym czynnym lotnisku w Tripoli. Haftar rozkazał zestrzeliwać wszystkie samoloty lecące z Turcji i do Turcji, zatapiać tureckie okręty i statki. „Erdoğan słono mi za to zapłaci” – zapowiedział Haftar i kazał swoim urzędnikom i dowódcom szkodzić jak mogą tureckim firmom, a policjantom – aresztować każdego Turka, który wpadnie im w ręce. Swoim poddanym z Cyrenajki przykazał zaś, by donosili władzom o każdym Turku, o którym wiedzą. Tego samego dnia restauracje w Benghazi zaczęły zmieniać kojarzące się z Turcją nazwy i usuwać tureckie potrawy z jadłospisów.

Kiedy w Benghazi ogłoszono, że tamtejsze władze aresztowały dwóch Turków, turecki minister obrony Hulusi Akar zagroził, że jeśli nie zostaną oni natychmiast uwolnieni, Haftar gorzko tego pożałuje, władze Turcji uznają jego armię i rząd z Benghazi za „prawnie uzasadniony cel” do zbrojnego ataku. A tureckie ministerstwo dyplomacji oświadczyło, że w niewoli Haftara znajduje się nie dwóch, ale sześciu Turków.

Wiara w szczęśliwą gwiazdę

Strata Gharjanu była dla Haftara nie tylko bolesną porażką wojskową, także osobistym upokorzeniem, przypominającym fatalną wyprawę wojenną do Czadu sprzed lat. Jeśli jego wojska nie odbiją szybko Gharjanu, wątpliwe, by zdobyły Tripoli. A gdyby jeszcze ochotnikom z Misraty udało się wyprzeć Haftara z Tarhouny, jego drugiej bazy do natarcia na libijską stolicę, mogłoby się okazać, że oblężenie Tripoli było ostatnią bitwą marszałka polnego.

Haftar wie, że nie ma wiele czasu. Osiemdziesiątka na karku i kłopoty ze zdrowiem są tylko częścią problemów. Fiasko wyprawy wojennej na Tripoli może zachwiać wiarę jego rodaków i żołnierzy w jego szczęśliwą gwiazdę. Co gorsza dla niego, przez swoją nieskuteczność może stracić bezgraniczne zaufanie, jakim cieszył się dotąd u sojuszników z Kairu, Rijadu, Abu Zabi i Dubaju. Trump, który za radą swoich młodych przyjaciół, koronnych książąt, wychwalał dotąd Haftara za jego rzekome zasługi w wojnie z terroryzmem, teraz może stracić cierpliwość dla Libijczyka i jego niedyskretnych szejków-dobrodziejów.

Postscriptum

We wtorek turecki MSZ poinformował, że sześciu zatrzymanych w Libii Turków marynarzy zostało uwolnionych. Haftar ogłosił zaś, że wyczerpawszy wszystkie możliwe „konwencjonalne sposoby wojny”, aby „wyzwolić” Tripoli, będzie musiał zaatakować je z powietrza. Wezwał też mieszkańców stolicy, by trzymali się z daleka od wszystkich budynków, które mogą posłużyć za cele wojskowe.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"...czy rebeliantom w ogóle udałoby się pokonać rządową armię i przejąć władzę." Niby kto przejal wladze w Libii w wyniku interwencji NATO? Chyba nikt, jesli zauwazyc, ze w nastepnym akapicie pisze Pan o bezkrolewiu. Opis wydarzen w Libii w zachodnch mediach podlega pewnemu schematowi. Oto dzieki interwencji krajow NATO zwyciezyly sily "demokratyczne", czyli pelen sukces. Pozniejszy chaos i atomizacja panstwa i spoleczenstwa sa przedstawiane jako swoisty wybryk natury , ktory zaskoczyl wszyskich. Rzeczywistosc zas jest taka, ze zadne sily demokratyczne w Libii nie zwyciezyly i zadnej wladzy nie przejely, zas upadek i dewastacja zamoznego panstwa to efekt wlasnie nielegalnych dzialan NATO. Za te i podobne interwnecje przywodcy panstw winni stanac przed odnosnymi trybunalami i w efekcie spedzic czesc zycia w izolacji. Tak sie nie stalo i nie stanie, gdyz o wiele latwiej jest ganiac pomniejszych watazkow w odleglych, "egzotycznych" krajach. Pozdrawiam
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]