Reklama

Oślepieni blaskiem władzy

Oślepieni blaskiem władzy

01.03.2021
Czyta się kilka minut
Niechęć rządzących do kontroli przez wyborców nie ma barw partyjnych. Każda próba podważenia prawa dostępu do informacji publicznej jest równie niebezpieczna.
Małgorzata Manowska, pierwsza prezes Sądu Najwyższego po pierwszej konferencji prasowej. Warszawa, 26 maja 2020 r. Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta
F

Filtry ideologicznych sympatii uła­twiają codzienną obserwację politycznych zapasów, ale często wiodą też widzów na światopoglądowe manowce. Podobnie rzecz ma się z najnowszą inicjatywą Małgorzaty Manowskiej, kojarzonej z obozem władzy pierwszej prezes Sądu Najwyższego, która wystąpiła o zbadanie konstytucyjności przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej. Wnioskiem zajmie się teraz Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej, ciało o proweniencji budzącej poważne zastrzeżenia natury prawnej, a do tego obsadzone aktualnie przez sędziów, których nie można posądzić o nadmierny krytycyzm wobec poczynań partii rządzącej.

Wszystko to każe wielu obserwatorom uznać los ustawy o dostępie do informacji publicznej za przesądzony. A jednocześnie może skłaniać do podejrzeń, że działaniami sędzi Manowskiej sterowały makiaweliczne umysły polityków PiS, którym najbardziej opłaca się zesłać uciążliwe przepisy do trybunalskiego czyścca. W komentarzach, które pojawiły się po ujawnieniu wniosku, słychać już głosy niepokoju, że wielu instytucjom sama wątpliwość co do rzekomej niekonstytucyjności przepisów wystarczy teraz za podstawę do nieudzielania odpowiedzi na pytania obywateli. Trybunał zaś nie musi się spieszyć z sentencją i w ten sposób stworzy de facto nowy stan prawny bez ingerencji w treść i ducha samej ustawy.

Odłóżmy na chwilę oficjalne powody, dla których Manowska wystąpiła ze swoim wnioskiem. Argumenty o niedodefiniowaniu takich pojęć, jak „władza publiczna”, „osoby pełniące funkcje publiczne” czy „związek z pełnieniem funkcji publicznej”, brzmią nieprawniczemu uchu na tyle abstrakcyjnie, by – w zależności od politycznych preferencji – dopatrywać się w nich sensu lub przeciwnie: znamion sztafażu kryjącego rzeczywiste intencje. Argumentem na rzecz pierwszej interpretacji może wydawać się fakt, że z podobnym wnioskiem wystąpiła (choć w mniejszym zakresie) także poprzedniczka Manowskiej. Warto jednak pamiętać, że również Małgorzata Gersdorf próby nieuzasadnionej ingerencji w prywatność dopatrzyła się wtedy w pytaniach o własne wydatki służbowe.

„Rząd się sam wyżywi” – rzucił swego czasu na konferencji prasowej jego ówczesny rzecznik Jerzy Urban. I choć żyjemy dziś w zupełnie innym państwie, polityczny cynizm zawarty w tamtej wypowiedzi nie stracił na aktualności. Forum Obywatelskiego Rozwoju, przejrzawszy dokumenty rządowe wysyłane do Brukseli, oszacowało niedawno, że poza kontrolą parlamentarną znajduje się obecnie już 6,6 proc. polskiego PKB – czyli ok. 150 mld zł w skali roku. To pieniądze, które rząd może wydawać zgodnie z własnym widzimisię – i to właśnie one (plus majątek spółek Skarbu Państwa) stanowią kapitał, z którego środowisko polityczne PiS-u może korzystać praktycznie bez ograniczeń do budowania poparcia czy nawet dyskredytowania oponentów.

Ustawa o dostępie do informacji publicznej oczywiście w tym nie przeszkodzi. Dopóki jednak obowiązuje, dopóty politycy żadnej opcji nie mogą zakładać, że obywatele oślepną od samego blasku ich władzy.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dawniej cenzura, dzisiaj powoływanie się na "ustawę o dostępie do informacji publicznej". A znając konstruowanie przepisów w III RP pewnie każdy paragraf mało jasny i daje wiele możliwości interpretacyjnych. Od kolejny paradoks demokracji.

To jest próba zawłaszczenia państwa poprzez ogłupianie społeczeństwa. Coraz gorzej wykształcone społeczeństwo jest zaślepiane za pomocą propagandy szczującej na dawnych konkurentów politycznych za pośrednictwem tub kurskiego i rydzyka. Obajtek stał się mężem opatrznościowym ślepego społeczeństwa, któremu wystarczy co miesiąc 500+, co rok 2 marne emerytury oraz parę innych ochłapów. Po co nam były te zrywy solidarnościowe lat 80-tych? Po co zaciskanie pasa w latach 90-tych? Za chwilę będziemy mieć PRL bis, z którego już nie wyjdziemy, bo Świat nam już nie pomoże. Nikt nam nie uwierzy, że chcemy być wolni. Ot kolejny paradoks nieuctwa. Demokracja nie ma paradoksów.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]