Osamotnieni

Niby wszyscy wiemy, że od szkół i nauczycieli zależy przyszłość narodu, ale edukacja cierpi u nas na chroniczny brak pieniędzy.

Reklama

Osamotnieni

Osamotnieni

01.04.2019
Czyta się kilka minut
Niby wszyscy wiemy, że od szkół i nauczycieli zależy przyszłość narodu, ale edukacja cierpi u nas na chroniczny brak pieniędzy.
GRAŻYNA MAKARA
W

W mojej ulubionej książce, „Rekreacjach Mikołajka” René Goscinny’ego i Jeana-Jacques’a Sempégo, jest opowiadanie pt. „Wizytacja”. W szkole Mikołajka zjawia się inspektor. Wchodzi do klasy, w której panuje niezły zamęt. Inspektor chce pokazać nauczycielce, jak się postępuje z rozbrykanymi dzieciakami. Kompletnie mu się to nie udaje. Bezradny, umazany atramentem, przed opuszczeniem klasy ściska rękę nauczycielki i w podniosłych słowach wyraża podziw dla jej pracy i powołania nauczycielskiego.

To komiczny opis tego, jak odległa bywa teoria różnych „wizytatorów” od realnej sytuacji w konkretnej szkole. Opowiadała mi zaprzyjaźniona nauczycielka z niewielkiego miasta, jak to jest, kiedy musi opanować grupę dwudziestu kilku dzieciaków, wśród których kilkoro ma ADHD, kilkoro pochodzi z rodzin dysfunkcyjnych czy z innymi trudnościami i często są niezdolne do skupienia uwagi, i kiedy...

4393

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Niby wszyscy wiemy, że od szkół i nauczycieli zależy przyszłość narodu, ale edukacja cierpi u nas na chroniczny brak pieniędzy..." Nie przewartościowujmy roli pieniądza w realizowaniu (wspólnego-społecznego) dobra. Owszem, w warunkach liberalnego układu społecznego, gdzie prawo wolności osobistej jest w jakimś stopniu respektowe(bo nigdy nie będzie to idealny układ wolnościowo-równościowy), to pieniądz jest środkiem wymiany owych "niezaleznych" realacji społecznych. Ale do realizacji uniwersalnego dobra potrzeba przede wszystkim motywacji "uniwersalistycznej"-obecności uniwersalnego aksjomatu, który przekracza indywidualny partykularyzm "samorealizacji"-za pomocą pieniądza jako "środka nabywczego". Autor wspomina o "timor reverentalis"-szacunku, jaki uczniowe jego generacji żywili do niektórych nauczycieli. To szacunek dla Judymów i Siłaczek, którzy swoje życie rozumieją jako społeczną misję, którą realizują poprzez pracę zawodową. W takim nastawieniu, to owa siła nabywcza pensji jest odniesiona do podstawowych potrzeb ciała: dachu nad głową i codziennej strawy-jak to ujął najgorliwszy misjonarz Kościoła-św. Paweł Apostoł, który "zawodowo" szył namioty, a jego "hobby" to był właśnie Kościół,dzięki któremu rodzaj ludzki przetrwał do dnia dzisiejszego w przesłaniu istotnej wspólnoty wszystkich ludzi jako dzieci Boga. I dzięki temu Kościołowi(jego "amatorskim" misjonarzom), ludzkość ma jakąś perspektywę na przyszłość-pomimo kryzysu Kościoła...

ten mianowicie, który w Słupsku pokazano - jacy nauczyciele zarabiają tam najwięcej? tak, katecheci - jak jest w całej Polsce, łatwo się domyślić

..."Najlepsi albo się nie garną do uczenia w szkole, albo odchodzą. Ci, którzy zostają, są coraz bardziej sfrustrowani" I to jest chyba największe nieszczęście, większość nauczycieli jest hmmm, nie najlepszych, płaćmy krocie tym najlepszym może przyciągniemy do zawodu dobrych studentów, absolwentów? Tak jest ponoć w Finlandii, ale u nas prawdziwej reformy edukacji nie było nigdy, a teraz marnujemy kolejne pokolenie, dzieci też cierpią, te statystyki o zaburzeniach psych0-emocjonalnych raczej nie kłamią...

Stańmy po stronie nauczycieli, bardzo nas teraz potrzebują. Reagujmy właściwie na szczucie na szykujących się do strajku. Nie bądźmy obłudni powtarzając(jak politycy w TV), że mało zarabiają, ale tak musi być, bo nie ma pieniędzy.

Tak naprawdę w Polsce reforma oświaty trwa permanentnie. Już w PRL, po Jabłońskim, co nowy minister to nowe rozporządzenia. Główny dylemat czy wychowywać (i jak) czy edukować. Za wolności nie inaczej. Min. Giertych miał swoją wizję (np. wprowadzając mundurki), potem następni postawieni „na oświacie” kolejne wizje. W systemie liberalnym poniekąd ofiarą stał się sam nauczyciel (przez dziesięciolecia to miejsce zarezerwowane było dla ucznia :). Stoi między roszczeniowymi często rodzicami a słabą, dbającą głównie o wizerunek szkoły dyrekcją. Słabą nie wobec podwładnego nauczyciela tylko wobec sprostania rzeczywistym problemom. Wychowanie już dawno odpuszczono pozostawiając tę chwalebną a niewdzięczną (żeby nie powiedzieć beznadziejną) sprawę wyłącznie rodzicom. Druga sprawa to ocena pracy nauczyciela. Wiadomo, iż są zapaleni, naznaczeni charyzmą nauczyciele, chętnie kształcący się oraz przeciętni, którym ta „niewdzięczna praca” ciąży… Przy okazji, ocena pracy nauczyciela powinna być wypadkową oceny dyrekcji, ale także rodziców i nade wszystko samych podmiotów kształcenia - uczniów. To szerszy problem nie wiem czy tylko polski. Zbyt często ocena przełożonych jest diametralnie różna od opinii osób, które podlegają bezpośrednio działaniu ocenianej osoby (dot. to zresztą w równej mierze nauczycieli co pielęgniarek, urzędników - tych wszystkich którzy bezpośrednio stykają się z petentem, pacjentem czy uczniem). Niemniej, to są prawdziwe problemy oświaty, a nie kwota pensum nauczyciela.

Tak już u nas jest, że bez politycznego nacisku nikt podwyżki nie dostanie. Nasze szkoły wcale nie są krytycznie niedofinansowane tyle, że porównać je można do kołchozu, Edukacja nasza tkwi w głębokim socjalizmie, aczkolwiek z kościelnym namaszczeniem. Nauczyciele, jak zresztą większość inteligencji, uwielbia kolaborować z władzą, szkoła jest miejscem politycznej indoktrynacji, nadal ponad rzetelną edukację stawia się schlebianie pomysłom władzy. Ciągle się szkolę reformuje, a konkretnych mentalnych zmian nie widać. Prestiż zawodu jest żaden, wiec do jego wykonywania nie garną się mężczyźni. Największym jednak problemem szkoły jest to, że wymyśla się ją dla nauczyciela, uczeń jest tam tylko upierdliwym dodatkiem. Rząd będzie musiał się ugiąć, ale dla szkoły i tak nic z tego nie wyniknie pozytywnego. Mnie tam nauczycieli żal nie jest, spotkałem w życiu może kilku z powołaniem, cała reszta odwalała sztampę. Władza może jakieś wnioski z tego strajku wyciągnie, bo nie funduje się ludziom kolejnych reform, fajerwerków bez ponoszenia konsekwencji.

chciałbym zapytać księdza Redaktora jak to naprawdę jest z tą krakowską "Kłótliwą Paczką?"... gorszące cyrki, jakie według medialnych doniesień się tam odbywają, muszą mieć podłoże głębsze, niż różnice charakterów zaangażowanych w nie osób - ciemny lud w takich przypadkach domyśla się, że chodzi pewnie o pieniądze, i to niemałe - ksiądz myślę z grona tych dobrze poinformowanych, może warto wyłożyć temat w całej jego paskudnej okazałości na stół i zakończyć to żenujące widowisko, odbywające się - bez dwóch zdań - ze szkodą dla potencjalnych obdarowywanych?

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]