Reklama

Organ przetrwalnikowy

Organ przetrwalnikowy

19.09.2017
Czyta się kilka minut
W „Przeżyć: metodzie Houellebecqa” liczy się artystyczny gest, który sprawia, że szaleństwo będące następstwem bezbrzeżnego cierpienia przestaje mówić mową nieartykułowaną i zamienia się w indywidualny język – malarstwa, poezji czy muzyki.
Iggy Pop w filmie „Przeżyć: metoda Houellebecqa” AGAINST GRAVITY
M

Martwy poeta nie pisze. Dlatego tak ważne jest, by pozostać żywym” – tymi słowami dwóch legendarnych, lecz ciągle żywych twórców, Michel Houellebecq i Iggy Pop, opowiada o swojej sztuce przetrwania. A sztuka to w ich przypadku niełatwa, często zahaczająca o rozmaite „zjazdy”, porażki czy nawet szpitale psychiatryczne. Na tyle jednak skuteczna, że pragną podzielić się nią ze zwykłymi śmiertelnikami. Tworzywem filmu „Przeżyć: metoda Houelle­becqa” jest esej pisarza z 1991 r., któremu dokumentaliści Erik Lieshout, Arno Hagers i Reinier van Brummelen nadają wizualny kształt. Efekt tej adaptacji bywa momentami pretensjonalny, czasem zabawny, ostatecznie jednak poruszający.

Ktoś powie: no tak, ale nie każdy przecież, kto na co dzień zmaga się z problemami psychicznymi, może zostać sławnym pisarzem czy charyzmatycznym muzykiem. Te przymiotniki w „Metodzie Houellebecqa” tracą jednak znaczenie. Liczy się sam artystyczny gest, który sprawia, że szaleństwo będące następstwem bezbrzeżnego cierpienia przestaje mówić mową nieartykułowaną i zamienia się w indywidualny język – malarstwa, poezji czy muzyki. By uwiarygodnić ten koncept, scenarzyści filmu, Lieshout i Houellebecq, zapraszają przed kamerę zarówno artystów znanych (na przykład francuskiego malarza ekspresjonistycznego Roberta Combasa), jak i anonimowych. Wśród tych ostatnich są cierpiący na paranoidalne lęki były biznesmen w średnim wieku czy młoda recepcjonistka, która w niemowlęctwie straciła swą bliźniaczą siostrę i dziś zmaga się z chorobą afektywną dwubiegunową. Na ile są tutaj sobą? Na ile grają? Eseistyczna forma filmu unieważnia takie pytania.

Mądrości na temat sztuki, która rodzi się z głęboko przeżywanego nieszczęścia, trącą oczywiście czerstwym banałem. Kiedy jednak wypowiadają je takie indywidua jak Iggy Pop (w podartym podkoszulku, utykający na prawą nogę, eksponujący przed obiektywem swoją twarz-opowieść) czy sam Houellebecq (który gra tym razem nie siebie, lecz znanego niegdyś, a dziś szalonego rzeźbiarza) wyświechtane maksymy nabierają siły zgoła proroczej. Nie można, rzecz jasna, traktować tego filmu niczym psychoterapeutycznego poradnika. Padające z ekranu wskazówki „tak trzeba żyć” czy „nie bój się cierpienia” w ustach francuskiego pisarza i innych pokrewnych mu nadwrażliwców brzmią bowiem zbyt metaforycznie, chwilami nazbyt mętnie, ale mają w sobie pewną zasadniczą uczciwość. Nie tylko dlatego, że zostały głęboko przeżyte przez wszystkich bohaterów filmu. Również dlatego, że pozostawiają nas bez usypiających złudzeń. Starają się uświadomić, że w życiu jesteśmy na pozycji z góry przegranej. To zdanie również usłyszymy podczas seansu w rozmaitych wariantach, lecz nie będziemy z nim pozostawieni całkiem samopas.

Autorzy „Przeżyć: metoda Houelle­becqa­” szczerze wierzą, że piosenka, wiersz czy obraz, które karmią się cierpieniem, ale i znajdują dlań pewną strukturę, mogą stanowić dla skołatanej psyche swego rodzaju organ przetrwalnikowy, pomagający organizmom żywym przetrwać w najbardziej niekorzystnych warunkach. Sam dokument również dba o to, by nie stać się bezładnym strumieniem świadomości, przez co przeniesiony na ekran manifest Houellebecqa grzeszy od czasu do czasu kaligraficznym nadmiarem, zarówno w obrazie, jak i w jego muzycznej ilustracji (pośród najbardziej depresyjnych klasyków nie mogło zabraknąć „Adagio for Strings” Samuela Barbera i „Winterreise” Franza Schuberta). Na szczęście anarchistyczny duch twórcy „Lust for Life” i aktorska dezynwoltura francuskiego pisarza potrafią rozbroić tę sztuczność. Dowodem niechaj będzie zainscenizowane w finale ich niezwykłe spotkanie. Pozostawia nas z nadzieją, że tych wszystkich galerników wrażliwości, którzy kiedykolwiek ośmielili się wypowiedzieć swój ból, oraz tych, którzy zdołali otworzyć się na ich dzieła, może połączyć coś więcej niż tylko demony. ©

PRZEŻYĆ: METODA HOUELLEBECQA („To Stay Alive: A Method”) – reż. Erik Lieshout, Arno Hagers, Reinier van Brummelen. Prod. Holandia 2016. Dystryb. Against Gravity. W kinach od 22 września.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Anita Piotrowska / FOT. GRAŻYNA MAKARA
Krytyczka filmowa „Tygodnika Powszechnego”. Pisuje także do pisma „EKRANy”, „Kino” i miesięcznika psychologicznego „Charaktery”. Jest współautorką takich publikacji, jak: „Panorama kina...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]