Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Obok siebie, razem

Obok siebie, razem

16.09.2013
Czyta się kilka minut
U Kierca znajdziemy i niezwykle śmiałą, nietypową metaforykę, i język poetycki rozpięty między przyziemnością a wzniosłością, i wreszcie fantastyczne zupełnie rymy.
W

W kwietniu w Porcie Wrocław na scenie usiedli obok siebie dwaj jubilaci: Ryszard Krynicki i Bogusław Kierc. Obaj ukończyli w tym roku siedemdziesiątkę, obaj debiutowali książkowo na przełomie lat 60. i 70., obaj wreszcie stanowią głosy w poezji polskiej osobne (mimo że jeden wyrastał z pokolenia Nowej Fali, a drugi – z powodów przyjaźni i opiekowania się spuścizną – łączony jest często z Wojaczkiem). Tyle że Krynicki jest już, najzupełniej słusznie zresztą, klasykiem, a Kierc, mam wrażenie, nadal czeka na odkrycie. Odkrycie, dodam, nietrudne – od debiutu wydaje wiersze regularnie, „Manatki” to 22. jego tomik; jako aktor, reżyser, krytyk literacki jest od lat obecny w obiegu. A mimo to jakoś nie wiadomo, jak do Kierca podejść, jak go ugryźć, czym jeść i do czego podpiąć.
Można o nim powiedzieć – podobnie jak o równie nieoczywistym, ale na szczęście odkrytym wreszcie i docenionym powszechnie Eugeniuszu Tkaczyszynie-Dyckim – że od lat pisze wciąż ten sam tomik, a może nawet ten sam wiersz. „Manatki” nie są więc książką zaskakującą czy wymagającą szczególnego polecania tym, którzy tego poetę już poznali – jeśli zachwycił ich (jak mnie) już wcześniej, mogą oczekiwać po lekturze zachwytów kolejnych.
Mamy tu do czynienia i z niezwykle śmiałą, nietypową metaforyką, i z językiem poetyckim rozpiętym między przyziemnością a wzniosłością, czerpiącym i z Biblii, i z barokowych poetów (te przerzutnie! te koncepty!) z Baką na czele („Koniku chłopczyku, / Czemu rżysz? // Aj, pryku grzeszniku, / widzisz krzyż?”), i z polszczyzny potocznej, i wreszcie z fantastycznymi zupełnie rymami: nieoczywistymi, niepostrzeżenie wplecionymi w wartkie frazy. Z taką maestrią w Polsce rymuje dziś chyba tylko Tomasz Różycki.
Czemu Bogusław Kierc nie został – jeszcze – klasykiem? To, że wiersze składa do rymu i do rytmu, nie jest już przeszkodą, choć przez wiele lat było, zwłaszcza w mieście Różewicza i Wojaczka. Że pisze teksty religijne? I tacy poeci zyskują sławę. Że nasycone erotyką? I to się zdarza. Że ta erotyka jest nie tylko, jak Pan Bóg przykazał, rzetelnie heteroseksualna – też nie odstrasza, że znów przywołam Tkaczyszyna-Dyckiego. Problem w tym, że wszystko to jest w wierszach Kierca naraz, obok siebie, i tworzy spójną całość.
Nie wezmą go na sztandary specjaliści od poezji gejowskiej, bo mimo męsko-męskiego seksualnego napięcia („Czułem na karku przez płótno koszuli / ciepło łagodnie przyłożonej dłoni. / Nie odwracałem głowy i nie śmiałem // dotknąć tych palców, chociaż tak przytulić / rękę do jego ręki chciałem”) są tu piękne (i nie mniej jurne) wiersze miłosne do żony („Pięknie mnie ugościłaś, w twoich sztolniach było / przyjemnie ciasno-ciemno, jak być może krwi, / gdy sunie przez naczynia krwionośne do dzielnic // znanych ledwo z atlasu anatomii”). A tym to kłopotliwsze, że pożądanie między dorosłymi nakłada się na pożądanie pomiędzy dziećmi, reminiscencje dawno temu przechorowanych w jednym łóżku szkarlatyn i ekscytacji. Jeśli pojawia się tu Bóg, to jest – jak u wielu mistyków – i Panem, i Oblubieńcem zarazem; nawet ten, kto toleruje orgazmiczną „Ekstazę św. Teresy” Berniniego, może się wzdrygnąć na Młodego Pana ze snu, który uwodzi dorosłego mężczyznę o ciele dziecka („i wtedy przyszedł do mnie po wodzie ten Młody / Pan; zdjął ślubną koszulę i powiedział chodź!”). I dla ateistów, rzadko ceniących poezję religijną, i dla czytelników dewocyjnych Kierc będzie najpewniej nie do przyjęcia.
Ale nikt nie pokazuje jak on, że niebywała rozmaitość świata jest w swej najgłębszej istocie spoista i ciągła: Bóg jest blisko seksu, dziecko blisko starca, kobiecość – męskości. I że wszystko to się ze sobą znakomicie rymuje.

JACEK DEHNEL (ur. 1980) jest poetą, prozaikiem i tłumaczem, laureatem Nagrody Kościelskich oraz Paszportu Polityki. Ostatnio opublikował tom wierszy „Rubryki strat i zysków”, zbiór szkiców „Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu” oraz przekład „Wielkiego Gatsby’ego” Francisa Scotta Fitzgeralda.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]