Reklama

Obcy z Sochaczewa

Obcy z Sochaczewa

18.01.2008
Czyta się kilka minut
Ojzer Warszawski urodzony w Sochaczewie, zamordowany w 1944 r. w Oświęcimiu, powieściopisarz żydowski. Znany i ceniony we Francji, w Polsce pozostaje nieznany i obcy.
Niemieccy oficerowie w żydowskiej dzielnicy Mławy, rok 1914. Kartka pocztowa wydana przez Kunstanstalt J. Themal w Poznaniu
K

Kiedy uczyłem się czytać, bawiło mnie rozszyfrowywanie napisów na grzbietach książek w bibliotece mego ojca. Wiele z nich miało dziwne i intrygujące tytuły, np. "Deutsche Literatur" (co literowałem D-e-u-t-s-c-h-e...) czy "Dzienniki gwiazdowe" - dlaczego nie gwiezdne? Pamiętam też wrażenie, jakie zrobił na mnie grzbiet książki, na którym odczytałem: "Obcy Dżuma Upadek". Te trzy słowa układały się w logiczną całość - musiała być to opowieść o tajemniczym przybyszu, która kończy się źle, upadkiem właśnie. Zapewne śmiercią obcego - domyślałem się, że z powodu tytułowej dżumy.

Wymyślona przeze mnie powieść "Obcy Dżuma Upadek" przetrwała w mej pamięci przez 40 lat. Niespodzianka przyszła tego lata. Odnalazłem powieść, której zarówno treść, jak również losy autora pasują jak ulał do wspomnianego tytułu. Co ciekawe, podobnie jak w przypadku książek Camusa chodzi o trylogię. Napisane w jidysz "Wielkie żniwa" Ojzera Warszawskiego wydano właśnie po raz pierwszy w komplecie po francusku. Tłumaczenia polskiego - jak sądzę na podstawie bezowocnych poszukiwań w Internecie - dotąd nie ma.

Obcy

Zacznijmy od "obcego". Ojzer Warszawski urodził się w 1898 r. w Sochaczewie w rodzinie żydowskich sklepikarzy. Jego ojciec był równocześnie nauczycielem w chederze. Sochaczew był wówczas typowym sztetlem z Kongresówki; Żydzi stanowili około 70 proc. populacji. W wieku trzech lat Ojzer poszedł do chederu. Okazał się niezwykle zdolny i już po kilku latach zarabiał korepetycjami.

W wieku 17 lat zaczyna pisać teksty literackie w jidysz. Interesuje się też fotografią. Jeździ z przyjacielem od sztetla do sztetla i fotografuje. Po wybuchu

I wojny światowej rodzina Warszawskich chroni się w stolicy. W 1920 r. Ojzer wydaje pierwszą powieść, "Szmuglerów"; debiut pozostanie jego najbardziej znanym dziełem. Dwa lata później wspólnie ze starszym bratem przyszłego noblisty Isaaka Bashewisa Singera - Joszuą redaguje literackie pismo "Khaliastra". Bierze udział w życiu żydowskiej awangardy. Jednak w stolicy wolnej już Polski początku lat 20. nie czuje się w pełni u siebie. Jak bohaterowie jego powieści, jest ciągle obcym. W roku 1923 wyjeżdża więc do Berlina, stamtąd do Londynu, a w 1924 r. do Paryża.

Paryż, a właściwie Montparnasse, okazuje się jego żywiołem. Zaprzyjaźnia się z Chagallem (poświęci mu książkę "Marc Chagall - sztetl i magik"), Lipszycem, Soutinem, Kislingiem, Weisbergiem i innymi artystami żydowsko-polskimi lub żydowsko-rosyjskimi. Pomieszkuje na rue Jacob, rue de Seine, rue Delambre, Boulevard Arago, jest bywalcem w La Rotonde, Le Dôme, Le Select. Spotyka się z Erenburgiem i Majakowskim... Wie, że żyje, choć ciągle groszem nie śmierdzi. W roku 1926 wydaje "Di literarysze Revi", gdzie publikuje fragmenty drugiej części trylogii. Swoje życie opisze w "L’Arri?re--Montparnasse", książce po wielekroć wznawianej we Francji.

Na trylogię "Wielkie żniwa" składają się trzy powieści: "Szmuglerzy", "Żniwa" i "Mundur". Łączy je temat pierwszej wojny światowej. Akcja "Szmuglerów" i "Żniw" dzieje się w sztetlach Kongresówki, "Munduru" - w Berlinie. Warszawski opisuje świat żydowskiego miasteczka w obliczu Wielkiej Wojny. Konfrontacja losów polskich Żydów z losem berlińczyka Benedykta i jego rodziny nadaje całości ogólnoludzki wymiar.

Dżuma

Akcja "Szmuglerów" rozgrywa się pod koniec I wojny. Narracja prowadzona jest w czasie teraźniejszym, który dzisiaj, gdy często nie ma już nawet śladu po żydowskich mieszkańcach tamtej Polski, przybiera niezwykłą formę czasu teraźniejszego dokonanego. Zarówno w "Szmuglerach", jak i w "Żniwach" występuje właściwie bohater zbiorowy - mieszkańcy opisywanych sztetli. Jak u Singerów, przez karty obu powieści przesuwają się dziesiątki postaci, tragicznych, śmiesznych, sympatycznych i ohydnych. Wojna jest tu potworem pochłaniającym Bogu ducha winnych ludzi. Jej koniec i klęska Niemców przekształca się w prozie Warszawskiego w apokalipsę.

Warszawski cytuje smętną pieśń żydowską opowiadającą o cierpieniach młodego Żyda w czasie wojny. W fonetycznym zapisie jedna ze zwrotek brzmi tak: "Szwarcy fojgel fly geszwind, oj wej, oj wej! / Szwarcy fojgel fly geszwind, / Und sig main eltern ik bin gezind, oj wej, oj wej! / Sig main eltern ik bin gezind, oj wej, oj wej, oj wej!". Co na polski tłumaczy się mniej więcej: "Czarny ptaku leć szybko, o jo joj! / Czarny ptaku leć szybko, / I powiedz moim rodzicom, że jestem zdrów, o jo joj! / Powiedz moim rodzicom, że jestem zdrów, o jo jo jo joj!". W kolejnych zwrotkach okazuje się, że śpiewający młodzieniec już nie żyje... Pieśń ta, jak pisze autor, zrobiła zawrotną karierę wśród polskich Żydów w czasie wojny. Od siebie dodam, że kariera ta była większa, niż sądził sam Warszawski. Słyszałem bowiem tę pieśń jako kołysankę jeszcze w latach 60. XX wieku z ust babki, która sama nie będąc Żydówką, znała ją z dzieciństwa spędzonego przy warszawskiej ulicy Krochmalnej.

Groza miesza się w "Szmuglerach" z humorem. Przykładem dialog Polaka Szczesława Lizińskiego z Żydem Chmelkiem na temat nawracania Żydów i obiektywizmu carskiej prasy. Chmelek, owszem, wierzy Lizińskiemu, ale tylko w połowie. Jezus nakarmił trzynastu głodnych jednym kawałkiem chleba? To możliwe, bo, jak mówi, i jemu się to zdarza, nie wierzy natomiast, że biesiadnicy mogli być nasyceni. Z prasą tak samo: kiedy donosi ona, że zabito żydowską rodzinę wraz z dziećmi, to wierzy, kiedy jednak czyta, że zabito ich, bo szpiegowali - wierzyć przestaje.

"Żniwa" to obraz miasteczka Górany tuż przed wojną i podczas niej: pobór do armii carskiej i jej przemarsze przez miasteczko, obłędne poszukiwanie szpiegów, jakby z definicji właśnie wśród Żydów, akcje Ochrany siejące największy strach wśród ludności żydowskiej. Ale dopiero wkroczenie Niemców okaże się dla górańskich Żydów prawdziwym piekłem.

Warszawski potrafi wyłuskać z gąszczu postaci te pierwszoplanowe, z maestrią panuje nad strukturą i dramaturgią powieści. Zakończenie każdej z części jest mimo prostoty zdumiewającym literackim majstersztykiem.

Upadek

W czasie swego pobytu w Berlinie doskonale przeczuł tragiczną przyszłość, której kulminacją stanie się Zagłada Żydów i hańba Niemiec. Ostatnia część trylogii, "Mundur", to prawdziwa historia upadku, zarówno moralnego, jak i fizycznego oraz materialnego. Warszawski groteskowo portretuje niemiecki patriotyzm, bezkrytyczne uwielbienie dla Cesarza i munduru, pokazuje rodzące się demony.

Pod koniec wojny poczucie frustracji, niesprawiedliwości dziejowej i upokorzenia dochodzi wśród Niemców do zenitu i jest wprost proporcjonalne do dumy i wiary w zwycięstwo, jaką żywili w roku 1914, ruszając na wojnę. Myślami i gestami Benedykta zaczyna rządzić zwykła ksenofobia. Jego świat, tak jak światek szteli z Kongresówki, również rozsypuje się w pył na oczach czytelnika. Ginie nie tylko Cesarstwo, ale również uczucia, a wśród nich miłość, duma i właśnie patriotyzm. Rozpadają się więzy społeczne, a zasady moralne przestają obowiązywać. Za kartkę żywnościową można sprzedać własną córkę.

Powieściowy upadek okazał się jedynie preludium do prawdziwego piekła, które historia zgotowała autorowi. W "Mundurze" Warszawski przepowiedział nie tylko nadejście Hitlera i Zagładę europejskich Żydów, ale też swój tragiczny koniec.

Okupacja hitlerowska zaskakuje go w Paryżu. Wyjeżdża na południe Francji, przez jakiś czas ukrywa się w domu Chagalla. Hitlerowcy depczą mu po piętach, ucieka więc do Rzymu i tam przychodzą po niego włoscy faszyści. Deportowany, trafia do Auschwitz. Tak zamyka się życiowe koło pisarza - wraca na polską ziemię. Ginie z rąk SS-manów w trakcie buntu więźniów KL Auschwitz 10 października 1944 roku.

We Francji książki Ojzera (Osera) Warszawskiego wydawane są dość regularnie. Po opublikowaniu trylogii "Wielkie żniwa" z nowym tłumaczeniem środkowej części chyba wszystkie jego utwory dostępne są francuskiemu czytelnikowi. W Sochaczewie pozostaje obcym i nieznanym.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]