O co chodzi w „lex Czarnek”

Zmiany firmowane przez szefa resortu edukacji i nauki to powrót ze szkoły publicznej do państwowej.

17.01.2022

Czyta się kilka minut

 / ARKADIUSZ HAPKA DLA „TP"
/ ARKADIUSZ HAPKA DLA „TP"

GIMNAZJÓW BARDZIEJ ZLIKWIDOWAĆ SIĘ NIE DA, ale zawsze można zlikwidować szkolną autonomię – mówi Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, pytany, po co zawiadowcy polskiej edukacji tak zasadnicze zmiany w ustawie Prawo oświatowe.

W tym sensie „lex Czarnek” zawdzięcza istnienie żelaznej zasadzie sprawowania władzy nad oświatą: niemal każda kolejna ekipa musi przybić swoją pieczęć na systemie. A że w obecnej ekipie honor ten przypadł już likwidatorce gimnazjów Annie Zalewskiej, to ambitny Czarnek zapragnął stworzyć własną reformę. O co w niej chodzi?

– Dyrektorzy albo się zmienią, albo ich się zmieni – mówi Pleśniar o pakiecie zmian przyjętych przez Sejm. – Istotą tej nowelizacji jest zarządzanie strachem. Ludzie odpowiedzialni, kreatywni, albo odchodzą, albo zapowiadają, że wkrótce odejdą. Niektórzy się dostosowują, inni trwają, przechodząc ciężkie kryzysy, odwiedzając psychiatrów. Na naszych forach dyrektorzy wymieniają się nazwiskami lekarzy i nazwami leków.

Skąd te reakcje? W narracji resortu „lex Czarnek” to zmiany wręcz niewinne. „Ustawa daje tylko [kuratorom] podobne uprawnienia do tych, jakie miały organy samorządu terytorialnego, by reagować na nieprawidłowości, które mogą pojawić się w szkołach” – mówił w Sejmie wiceminister Dariusz Piontkowski. Krytycy twierdzą co innego – to powrót do szkolnego ustroju z czasów słusznie minionych, zamiana szkoły publicznej na państwową. Bo to kuratoria dostaną kilka narzędzi pozwalających im sprawować nad dyrektorami niepodzielną kontrolę.

Narzędzie pierwsze: kurator będzie mógł wnioskować do organu prowadzącego o odwołanie (bez wypowiedzenia) dyrektora, jeśli ten nie zrealizuje pokontrolnych zaleceń.

Marek Pleśniar prorokuje: – W praktyce może być tak. Przychodzi do szkoły wizytator, załóżmy, że jest to szkoła dowodzona przez dyrektora nielubianego przez nadzór. Przybywa z tezą, że „u was źle się dzieje”, ubraną w pytanie, np. czy uczniowie są traktowani właściwie, albo czy jest zrównoważony plan lekcji. Potem wydaje zalecenia, których nie da się w pełni wykonać, zwłaszcza w dobie pandemii i przepełnionych szkół. To już wystarczy do odwołania.

TO JEDNAK WCALE NIE NAJCIĘŻSZE ARMATY wymierzone w dyrektorów. Większy postrach budzi nieprzyjęta jeszcze przez Sejm nowelizacja zwana „lex Wójcik” (od byłego wiceministra sprawiedliwości Michała Wójcika), wprowadzająca możliwość „odpowiedzialności karnej za przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków w zakresie opieki lub nadzoru nad małoletnim, powodujących szkodę”.

– W praktyce może to oznaczać, że jak dziewczyna z chłopakiem dokonają w toalecie „innych czynności seksualnych”, albo zdarzy się nieszczęście na wycieczce, to do więzienia pójdzie dyrektor – komentuje Pleśniar.

Nawet jeśli ten radykalny przepis nie wejdzie w życie, jest jeszcze rymujący się z nim element „lex Czarnek”: kurator będzie mógł zawiesić dyrektora szkoły „w sprawach niecierpiących zwłoki związanych z zagrożeniem bezpieczeństwa uczniów”. „Trudno nam znaleźć powody, dla których w ramach nadzoru pedagogicznego mogłyby zachodzić »sprawy niecierpiące zwłoki« inne niż niezgodność poglądów kuratora i dyrektora na wybrane działania szkoły” – komentowało zgryźliwie zapis OSKKO.

Wreszcie narzędzie ostatnie, propagandowo najmocniejsze. Refren niemal każdej wypowiedzi ministra Czarnka, święcie przekonanego o szkodliwości wielu – w wyobrażeniu polityków PiS – organizacji pozarządowych. W ujęciu krytyków zmian – wyraz obsesji szefa resortu edukacji i nauki, zafiksowanego na obronie szkół przed edukacją seksualną.


WSZYSTKIE HISTORIE MINISTRA CZARNKA: CZYTAJ WIĘCEJ W SERWISIE SPECJALNYM >>>


– Zgodnie z aktualnym stanem prawnym na zajęcia prowadzone przez organizację pozarządową musi wyrazić zgodę rada rodziców – mówi Marek Pleśniar. – Podam przykład, choć z oczywistych powodów nie przytoczę ani szkoły, ani lokalizacji. Otóż grupa rodziców uczniów z klas 6, 7 i 8 poprosiła dyrektora o organizację w szkole dodatkowej, prowadzonej przez organizację, edukacji seksualnej. I tak się stało. Po zmianach nie będzie o podobnych sytuacjach mowy. Teraz będzie istniał obowiązek przedłożenia w kuratorium na dwa miesiące przed terminem zajęć ich programu oraz materiałów, które zostaną wykorzystane.

– To oczywiście nic innego jak cenzura bądź wymuszanie autocenzury, bo wielu dyrektorom nie będzie się chciało kopać z koniem i np. zapraszać przedstawicieli WOŚP, by prowadzili w szkole kurs pierwszej pomocy, co czynili już w tysiącach placówek – dodaje działacz OSKKO. – Albo inną organizację, która mogłaby przeprowadzić zajęcia psychologiczne, będące prewencją samobójstw, których w Polsce wśród młodych ludzi jest rekordowo dużo.

CO MOGĄ STRACIĆ DYREKTORZY, a w konsekwencji też uczniowie, opowiada Izabela Leśniewska, która ze swojej 26-letniej praktyki dyrektorskiej w Publicznej Szkole Podstawowej nr 23 w Radomiu zapamiętała kilka ważnych wizyt organizacji pozarządowych.

– Pierwsza odbyła się kilkanaście lat temu, gdy mieliśmy dziewczynkę zakażoną wirusem HIV – opowiada Leśniewska. – Chodziło o nauczenie tego dziecka i pozostałych, jak w tej sytuacji bezpiecznie funkcjonować. Druga historia: w rejonie szkoły otwarto ośrodek dla uchodźców. Dzieci stamtąd, pochodzące z Czeczenii, Dagestanu, Inguszetii, zaczęły chodzić do naszej placówki, pojawiły się napięcia i konflikty. Bardzo nam wtedy pomogło wsparcie Polskiej Akcji Humanitarnej. Były też w naszej szkole dzieci romskie, a w ślad za nimi działalność Centralnej Rady Romów, organizującej w naszej placówce zajęcia z wielokulturowości. Miewaliśmy też uczniów deklarujących się jako osoby transpłciowe czy homoseksualne, uczniów w kryzysach psychicznych. Wszystkie te historie łączy jedno: reagować trzeba było tu i teraz, a nie za dwa miesiące. Gdy wejdzie w życie „lex Czarnek”, taka reakcja będzie już w zasadzie niemożliwa. ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem – nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Trzykrotny laureat… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 4/2022