Reklama

Ładowanie...

Nowa "zimna wojna"?

Nowa "zimna wojna"?

10.08.2003
Czyta się kilka minut
Czy między Polską a Niemcami szykuje się w najbliższych miesiącach i latach coś w rodzaju “zimnej wojny" - o historię najnowszą? Niestety, wszystko na to wskazuje.
W

W Niemczech po raz kolejny wraca projekt “Centrum przeciw Wypędzeniom", lansowany przez przewodniczącą Związku Wypędzonych Erikę Steinbach. “Centrum" - choć przeciw niemu, zwłaszcza zaś przeciw jego lokalizacji w Berlinie, ostro protestuje wiele osób, także w Polsce i Czechach - prędzej czy później zapewne powstanie. Jeśli nie za rok, to za lat kilka, gdy do władzy w Berlinie wróci prawica chadecka, dość zgodnie popierająca ideę pani Steinbach. Jaki będzie miało charakter i w jaki sposób potraktowana będzie tam Polska - trudno mieć wątpliwości.

Dlaczego sprawa jest poważna? Nie tylko z uwagi na charakter tego miejsca i fakt, że będzie to jeden z dwóch (obok Miejsca Pamięci o Holocauście) największych pomników i muzeów zarazem w centrum Berlina, i że wedle wyznaczonych przez Centrum paradygmatów niemiecka młodzież będzie uczyć się wkrótce historii. Co więcej, idea “Centrum przeciw Wypędzeniom" nie jest zjawiskiem izolowanym, lecz wpisuje się w proces społeczny, który toczy się w ostatnich latach za naszą zachodnią granicą: oto Niemcy chcą dziś widzieć siebie jako ofiary II wojny światowej. Zjawisko to dostrzec można nie tylko w publikacjach historycznych i powieściach (“Idąc rakiem" Grassa), ale i w mediach. A także w polityce, by wspomnieć nieustający spór między Niemcami a Czechami o “dekrety Beneša", ubiegłoroczne żądania Edmunda Stoibera (wtedy kandydata CDU/CSU na kanclerza), by Polska “anulowała dekrety Bieruta", albo ujawniony niedawno list Joschki Fischera, w którym “zielony" szef MSZ - jako pierwszy niemiecki polityk od kilkudziesięciu lat - poparł ideę wypłacenia “najciężej poszkodowanym" wysiedleńcom z Czech zadośćuczynienia z czesko-niemieckiego Funduszu Przyszłości (to odpowiednik polsko-niemieckiej Fundacji Pojednanie, z jedną zasadniczą różnicą: na fundusz ten składają się pieniądze i niemieckie, i czeskie - wprawdzie w proporcji 5:1, ale jednak).

Kto chce zrozumieć te spory oraz ich wagę, musi sięgnąć po wydaną właśnie antologię “Pamięć wypędzonych. Grass, Beneš i środkowoeuropejskie rozrachunki". Gromadzi ona około setki tekstów, które ukazały się w ciągu minionych kilkunastu miesięcy w Polsce, Czechach i Niemczech i prezentują różne punkty widzenia. Obraz, jaki rysuje się po tej lekturze, jest przygnębiający: wbrew temu, co (pozytywnego) działo się po 1989 r., w najbliższym czasie stosunki polsko-niemieckie mogą się tylko pogorszyć - a kością niezgody będzie historia najnowsza, czy też raczej sposób, w jaki wielu Niemców (z Eriką Steinbach na czele) chciałoby dziś o niej pamiętać i rola, jaką widzą tu dla Polaków.

A może, zamiast koncentrować się na sporze o “Centrum" berlińskie, zbudować w Polsce “Centrum" własne? Ale nie takie, które dotyczyłoby jedynie niemieckich czy polskich “wypędzonych", ani też nie “Centrum Martyrologii Narodu Polskiego" (jak chciałaby Liga Polskich Rodzin), tylko miejsce pamięci dla wszystkich ofiar XX wieku, centrum ponadnarodowe i niosące naprawdę uniwersalne przesłanie?

“Czy nie jest to dobry moment, by wykroczyć poza horyzont »naprawiania« pomysłu Eriki Steinbach i rozpocząć dyskusję na temat koncepcji utworzenia europejskiego ośrodka, który byłby muzeum, centrum dokumentacji i badania totalitarnych dyktatur? Jest to przecież najważniejsze doświadczenie Europy w XX wieku" - pisał historyk Paweł Machcewicz w “Rzeczpospolitej" z 1 sierpnia. I dalej: “Czy nie nadszedł czas, by powołać Europejskie Centrum Ofiar Totalitaryzmów XX wieku? Jego miejscem mogłaby być Warszawa, miasto bardziej doświadczone przez historię niż jakiekolwiek inne w Europie. To przecież tutaj odbyło się najbardziej masowe, długotrwałe, okupione największymi ofiarami powstanie przeciw totalitaryzmowi".

To pomysł wart podjęcia. Także dlatego, że dzięki niemu Polska - w sporze o berlińskie “Centrum" zepchnięta do politycznej defensywy i skazana jedynie na reagowanie (czyli nieskuteczne protesty, głównie publicystów i historyków) - mogłaby wreszcie przejąć inicjatywę.

Autor artykułu

Dziennikarz, kierownik działów Świat i Historia. Ur. 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]