Reklama

Nowa twarz birmańskiej transformacji

Nowa twarz birmańskiej transformacji

19.03.2016
Czyta się kilka minut
Po 50 latach wojskowego reżimu Birma ma cywilnego prezydenta: 15 marca parlament wybrał Htin Kyaw na głowę państwa, które po okresie rządów brutalnej junty przeżywa demokratyczną transformację.
Htin Kyaw, 15.03.2016 r. / Fot. Gemunu Amarasinghe/AP/FOTOLINK/EASTNEWS
H

Htin Kyaw (czytaj: Tin Dzio) to bliski współpracownik pokojowej noblistki Aung San Suu Kyi, której Narodowa Liga na Rzecz Demokracji odniosła historyczne zwycięstwo w wyborach do parlamentu w listopadzie 2015 r. Sama „The Lady” czy „Mother Suu”, jak zwą ją Birmańczycy, nie może być prezydentem – zabrania jej tego skonstruowana przez wojskowych konstytucja, która zakazuje objęcia urzędu przez osobę, której krewni są cudzoziemcami (jej mąż był Brytyjczykiem, a dwóch synów ma brytyjskie paszporty). Ale nikt nie ma wątpliwości, że to ona ma podejmować główne decyzje. Przed wyborami mówiła, iż będzie „wyżej od prezydenta”, stąd media lokalne i światowe spekulowały, kogo wybierze na „prezydenta-pełnomocnika”. Kandydaturę Htin Kyaw poparło ponad 50 proc. posłów – w parlamencie, gdzie jedna czwarta miejsc konstytucyjnie zarezerwowana jest dla armii.

Podczas aresztu domowego, w którym Suu Kyi znajdowała się prawie 15 lat, Htin Kyaw był jej łącznikiem ze światem. Już w pierwszych słowach po ogłoszeniu nominacji powiedział, że to „zwycięstwo ludu i Suu Kyi”. 69-letni prezydent-elekt jest absolwentem ekonomii i synem narodowego birmańskiego poety, którego wiersze do dziś recytowane są tu w szkołach.

– Dla społeczności międzynarodowej trudny do zrozumienia może być fakt, że z góry wiadomo, iż to nie prezydent będzie decydować – mówi „Tygodnikowi” Khun Aung, działacz obywatelski reprezentujący jedną z ponad stu mniejszości etnicznych. – Ale my wszyscy wybraliśmy Suu Kyi. Ona nie może zostać prezydentem tylko dlatego, że zabrania tego skierowany specjalnie przeciw niej zapis konstytucji.

Htin Kyaw postrzegany jest jako polityk dążący do porozumienia między różnymi grupami. – Nawet wojskowi w parlamencie go poparli, bo nie mogli znaleźć nic, co mogliby mu zarzucić – mówi „Tygodnikowi” Mon Mon Myat, dziennikarka i reżyserka, współtwórczyni filmowego festiwalu praw człowieka. – Nasz kraj wiele przeżył, ale po raz pierwszy od lat naprawdę zaczynamy wierzyć w zmiany.  ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]