Nigel Kennedy, Jacek Kaspszyk i Polska Orkiestra Kameralna, „Polish Spirit"

Nigel Kennedy nie rozpieszcza melomanów. Jakkolwiek muzykę klasyczną nagrywa nierzadko, to najczęściej koncentruje się na repertuarze dobrze znanym. Świetny warsztat, niebywała muzykalność, interpretacyjna odwaga, a nade wszystko marka artysty łamiącego filharmoniczne konwenanse szybko windują jego płyty na pierwsze miejsca fonograficznych przebojów. Dobrze więc się stało, że najnowszy krążek DVD skrzypek poświęcił muzyce polskiej. Daje to gwarancję zauważenia rodzimej twórczości przez mecenasów kultury i światową jej dystrybucję.
Czyta się kilka minut
 /
/

Przed kilkoma laty zakochany w Polce i Polsce Kennedy otrzymał partyturę Koncertu skrzypcowego A-dur op. 8 Mieczysława Karłowicza. Zrazu rzecz odłożył, by dopiero teraz odkryć piękno tej muzyki, jej melodyczną fantazję i przejmujący późnoromantyczny liryzm. Idąc za ciosem, sięgnął jeszcze po II Koncert skrzypcowy D-dur op. 6 Emila Młynarskiego - niegdyś obowiązkowy utwór dla adeptów gry na skrzypcach, dziś nieco zapomniany. Efekt okazał się znakomity, a spotkanie z Polską Orkiestrą Kameralną pod batutą Jacka Kaspszyka zaowocowało niebanalnym odczytaniem obu partytur.

Karłowicza potraktował Kennedy jak rasowego romantyka, np. ukochanego Elgara, którego Koncert skrzypcowy przywrócił niegdyś światowym scenom. W Allegro moderato snuł narrację podniosłą, lecz bynajmniej nie patetyczną. Ciemna, nasycona barwa jego Guarneriego z XVIII w. doskonale sprawdziła się w refleksyjnej Romanzy, a dialog solisty z sekcją instrumentów dętych blaszanych fascynował subtelnością kolorystycznych odcieni. Niekiedy figlarne finałowe rondo, już to przeplatane frazami skupionymi, już to motywami o zadziornej rytmice, u Kennedy'ego stało się pełnym blasku fajerwerkiem muzycznym. Miejscami może tylko drażnić zbyt sucha barwa skrzypiec i drobne potknięcia intonacyjne.

Ciekawie wypadł Młynarski. Utwór wyraźnie wirtuozowski, mimo nawiązania do klasycznych wzorców formalnych, niełatwo konsekwentnie przeprowadzić. Mnogość elementów, niejednokrotnie skrajnie wyrazowo odmiennych, musi nastręczać soliście trudności. Specjalizujący się jednak w muzyce przełomu XIX i XX w. Jacek Kaspszyk poskromił szalonego solistę i nadał dziełu kształt spójny. I znowu najbardziej zachwyciła część środkowa - Quasi Notturno. Andante skrojone zostało elegancko, bez zbytniej emfazy, choć dojmująco melancholijnie. Z kolei w wieńczącym utwór Allegro Vivace, błyskotliwym fresku o rysie ludowym, Kennedy bawi się pysznie, beztrosko i frywolnie.

Wyrastając z dala od szumu trącanych wiatrem płaczących wierzb i modnej dawniej folklorystycznej propagandy, Brytyjczyk z dystansem podszedł do polskiej muzyki. Szczęśliwie odrzucił tym samym interpretacyjny bagaż, którego rodzimi skrzypkowie często nie potrafią się pozbyć. Płyta jest ponadto świadectwem dojrzałości artysty: Kennedy zdaje się odrzucać puste gesty muzyczne i niewiele znaczące ornamenty, by skupić się na dźwiękach. Bez wątpienia pomocą służył mu w tym wytrawny dyrygent i Polska Orkiestra Kameralna, której brzmieniu - ach, te dęte! - trudno się oprzeć.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2007