Dla porządku jeszcze uwaga w nawiasie: tych parę refleksji wywołał oczywiście kalendarz (felieton powstaje na kilka dni przed datą druku). Ale odnoszę je do doświadczeń z różnych czasów i miejsc, do różnych etykietek i szyldów, o nazwiskach już nie wspominając. Także do czasu przyszłego, jeżeli nic się tu nie zmieni.
Owszem, w wizerunku wiele rzeczy ma znaczenie. Na przykład wrażenia estetyczne, gdy odnoszą się do symboli. Dlatego zgromadzenie ideowców byle jak śpiewających hymn państwowy musi odstręczać, i zaangażowanie w tym celu nawet nagłośnionego nagrania na wysokim poziomie uznać należy za roztropność. Tylko tyle jednak. Bo już pokładanie nadziei na zaangażowanie ideowe ludzi w tym, że przywódca zmienił fryzurę, szewca czy magazyn z garniturami, jest w gruncie rzeczy dla tychże (niby pozyskiwanych?) pogardliwe, a więc upokarzające. I osobiście nie wierzę, by było skuteczne.
Można przytoczyć wiele przykładów dowodzących, że ludziom podoba się działanie przez atak, że akceptują złośliwość, że im odpowiada temperatura oburzenia uznanego za słuszne, ba, że skłonni są, byle im podsunąć okazję, osądzać i doznawać satysfakcji z dintojry, której są widzami. Dlaczego jednak jeszcze więcej razy potwierdza się, że ta sama opinia publiczna tak długo umie przechować pamięć o fałszywych oskarżeniach wysuwanych przez zgorszonych moralistów i nie uchodzą uwagi nawet najbardziej patetyczne słowa, którym czyny zaprzeczą?
Słusznie, wizerunek to także słowa właśnie. Tysiąc razy ważniejsze niż opracowanie kosmetyczne i ćwiczone ruchy rąk. Byle jakie mamrotanie byle jakiej polszczyzny to sygnał bardzo zły, świadectwo własnego ubóstwa duchowego i pogardy dla odbiorców. Ale przecież tym samym, choć w inny sposób, będzie zbyt gładki frazes i zbyt wysoki diapazon brany bez skrupułów i zawahania. I tu dotykamy najwrażliwszego zjawiska w całym problemie wiarygodności wizerunku, mającego przekonać do idei. Jak to się dzieje, że tylu ludzi nie daje się zwieść, że mają ucho bezbłędnie wychwytujące ton czysty i ostrzegające przed jego brakiem. I że dlatego możemy nie bać się nadmiernie, nawet otoczeni tłumem specjalistów od "nowych twarzy" i ich produktami.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















