Reklama

Nauczyciel oddychania

Nauczyciel oddychania

16.07.2015
Czyta się kilka minut
Michał Okoński wspomina zmarłego Sławomira Gołaszewskiego, filozofa, muzyka i dziennikarza, nestora polskiego reggae.
Sławomir Gołaszewski. Fot: Anna KOWALSKA/EastNews
M

Mówił trochę za trudnym językiem, ale dla nas, licealistów, było to bardzo dobre: ciągnął słuchaczy w górę, przy okazji muzycznych wtajemniczeń wzbogacając także ich zasób słów. Na tym powinna polegać misja radia publicznego, czyż nie? Choć może lepiej kwestii misyjności przy tej okazji nie wyciągać. Po pierwsze, wówczas wszystkie radia były „publiczne”, po drugie z powodu jego audycji o mało nie wyrzucono mnie ze szkoły: żeby zdążyć do domu na 15.10, kiedy się rozpoczynały, musiałem we wtorki wagarować z przypadającej o tej porze lekcji niemieckiego. I wtedy, i dzisiaj uważam, że było warto.

W wieku 61 lat zmarł Sławomir Gołaszewski, jeden z symboli polskiej sceny niezależnej lat 80., dziennikarz, muzyk i poeta. Z wykształcenia był filozofem, współpracował z Teatrem Źródeł Grotowskiego, pracował w Instytucie Aktora – Teatrze Laboratorium we Wrocławiu, Drugim Studio Wrocławskim i w Centrum Animacji Kultury w Warszawie, komponował dla Teatru Adekwatnego, ale zostanie zapamiętany przede wszystkim jako radiowiec. W 1985 roku wyprodukował składankę „Fala”, wydaną na czarnej płycie przez Polton, i zawierającą utwory legendarnych później zespołów grających reggae i punka: Dezertera, Siekiery, Tiltu, Kryzysu i Izraela, ale także ludowego multiinstrumentalisty Józefa Brody. Jakiż to był wtedy i jaki jest dzisiaj rarytas...

Bez Gołaszewskiego reggae nad Wisłą nie stałaby się tak popularna. W swoich audycjach (nazywały się „Pieśni wędrowców”) nie tylko prezentował nieobecne w peerelowskich sklepach muzycznych płyty z piosenkami Boba Marleya, Petera Tosha, Burning Speara i wielu, wielu innych artystów z Jamajki: tłumaczył ich teksty, a przede wszystkim przybliżał ideologię rastafarian w sposób, który z naszej perspektywy wydawał się łatwy do pogodzenia z chrześcijaństwem i pozwalał żyć nadzieją w beznadziejnej szarości. W tym, co mówił, nie było wprawdzie otwartego zanegowania rzeczywistości schyłkowego komunizmu w Polsce, ale było przeniesienie idei, którymi wówczas żyliśmy: buntu, rewolucji, wolności, na głębszy, duchowy poziom. Gołaszewski uczył oddychania pełną piersią, świadomie, z otwarciem na medytację i trans. Z dzisiejszej perspektywy – internetu, w którym wszystko stało się dostępne po jednym kliknięciu – wydaje się to nieprawdopodobne, ale wtedy nie ja jeden nagrywałem jego audycje od otwierających je dźwięków „Ethiopian rapsody” zespołu Aswad, przez cały czas trwania – tak by nie uronić nie tylko pulsowania basu czy wibracji bębnów, ale i komentujących je słów prowadzącego.

Ci, którzy mieli szczęście poznać go osobiście, mówią, że odszedł świetny, ciepły, ciekawy facet, ojcujący całym generacjom polskich muzyków. We mnie zostanie wspomnienie koncertu Izraela z krakowskiej Rotundy, bodajże z 1986 roku, w którym akompaniował Robertowi Brylewskiemu i Darkowi Malejonkowi na saksofonie. Zostaną też teksty: z czarno-białego „Non-Stopu”, miesięcznika redagowanego wówczas przez Wojciecha Manna, i półpowielaczowo wydanej książeczki „Reggae Rastafari”.

A jeśli przyjąć, że to u Sławomira Gołaszewskiego po raz pierwszy usłyszałem o „Opowieściach chasydów” Martina Bubera („Pośród niebiańskich sal – najniższa i najmniejsza jest sala muzyki, ale kto pragnie zbliżyć się do Boga, musi przestąpić próg tej sali”...), zostanie też wdzięczność, że jego „Pieśni wędrowców” poprowadziły mnie także drogą do „Tygodnika”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

jak słowa nabierają mocy...I jak tu nie wierzyć w przypadki, a może ktoś nad tym pracuje? A ja tu, przed momentem, skarżę się na oschłość duchowych braci, a tu taka niespodzianka. Na każdej drodze możesz spotkać ludzi, którzy poprowadzą cię do miejsc, spotkań o których nawet nie ćwierkały wróble.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Wojciech Bonowicz, Piotr Matywiecki, Marian Stala, Dariusz Sośnicki, Andrzej Franaszek
Jan Błoński, Marek Edelman, Czesław Miłosz, Jerzy Turowicz, Joanna Gromek-Illg
Robert Zakrzewski, Piotr Kosiewski

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]