Nasza Prowansja

W antykwariacie z meblami zobaczyłem biały wieszak.
Czyta się kilka minut

Był to mebel, jakich wiele stoi w poczekalniach gabinetów lekarskich. Ich biel przykuwa uwagę niektórych badaczy, sygnalizuje ona bezpardonową wojnę z zarazkami. Nieoficjalne, a może właśnie oficjalne wskazówki malowania na biało nie podlegają dyskusji: malujcie na biało, na białym widać nieumycie. A jednak biel owego wieszaka wynikała z czegoś - jak się okazało - zupełnie innego. Była nie z tego świata. Świadczyła o tym przyczepiona karteczka. Otóż był to wieszak PROWANSALSKI. Jego biel była zatem nie teoretycznie higieniczna, a praktycznie symboliczna. Trzeba dziś sporo zapłacić, by mieć w domu wieszak, który nigdy w Prowansji nie był, który przestał swe życie jako świadek krakowskich dramatów, dajmy na to dermatologicznych, i na którym przez dziesięciolecia wisiały owe wilgotne palta o zapachu, jakiego w Prowansji nigdzie nie ma. Nigdzie, nawet w prowansalskiej piwnicy, choć pękła tam rura, gdy Fryderyk Mistral odbierał Nobla.

Prowansja, jak tu wiedzą wszyscy, to miejsce skrajnie romantyczne. MAGICZNE. Dlatego wieszak stamtąd jest bardzo drogi. Jak Prowansja długa i szeroka, meble są tam białe właśnie, kwiecie liliowe, wino różowe, a mydło lawendowe. Wszystko w Prowansji jest szalenie ziołowe, oliwne, winne i kozie, nad kuchniami opalanymi drewnem wiszą miedziane naczynia i olśniewająco suche bukiety, wszystko, co prowansalskie, jest do granic gliniane, kamienne, rozmarynowe, zdrowe, pachnące, a na dodatek przepiękne. Zwykły wieszak wymalowany na biało, stojący w Krakowie, jest zatem świadectwem tutejszej przeogromnej tęsknoty. Prócz Toskanii, Prowansja jest drugim równie słodkim miejscem na Ziemi. Jest liliowym pępkiem Wszechświata.

Dowodem na te wszystkie wyobrażenia jest nie tylko pomysłowe pomalowanie wieszaka białym lakierem i tego koloru najdalej idąca interpretacja. Dowodem są przede wszystkim półki w księgarniach, pełne książek o tej krainie. To może znaczyć i znaczy, że prowansalskim marzeniem ludzie żyją wszędzie, nie tylko nad Wisłą, gdzie w grudniu słońce ma kolor szczupakowo-zielony.

Książki owe napisali głównie zdegustowani milionerzy bądź rozczarowane zamożnością milionerki. Autorzy zniszczeni przez okrucieństwo życia w luksusie, okaleczeni odrażającymi wygodami i prymitywizmem partnerów biznesowych. Przenieśli się oto z mroku do Prowansji i była to - co często zaznaczają we wstępach - ostatnia próba polepszenia doli przed samobójstwem. Prowansja - z tego wynika - jest miejscem, gdzie czerń doczesności przeradza się w jej biel. W jasność. Prowansja obudziła w autorach, o czym świadczą książki, chęć życia. Tamże, w warunkach szalenie prostych, jedząc prosto, pijąc prosto i pachnąc prosto, piszą bardzo prosto. Piszą o tym, jak jest pięknie i jak jest zdrowo, czym wywołują w nas wszystkich pragnienie nie tyle ucieczki na południe, ile natychmiastową potrzebę pomalowania bądź kupienia sobie wieszaka. Na dowolny kolor, za dowolną cenę. Wśród tych produkcji ciężko szukać i znaleźć cokolwiek różnego od odcisku ziemniaczanej pieczęci, powielającej te same przeżycia i refleksje, podobnych im nudziarzy. A jednak cuda się zdarzają.

Patrząc w księgarni na "Notatki z Prowansji" Adama Wodnickiego, wydane przez Austerię, pomyśleć w pierwszej chwili można, że oto krakowski profesor znalazł się w trudnej sytuacji. Że zgnębiony bogactwem, rozbił drogocenne flakony z pachnidłami, oddał księdzu Stryczkowi wszystkie limuzyny, a wory dolarów celnie zainwestował. Że doinwestowany, ale znużony, znudzony i zniesmaczony pojechał sobie do Prowansji, by tam notować na liliowo. Można by pomyśleć, że Wodnicki i wydawnictwo Austeria chcą, byśmy uzupełnili naszą liliową bibliotekę. Byłaby to jednak straszna omyłka. Niewybaczalna, wiodąca nad przepaść, bowiem profesor Wodnicki chyżo wiedzie nas przez ten kraj, opowiadając o wszystkim, czego nie wiedzieliśmy i czego nie wiedząc się nie wstydziliśmy, choć powinniśmy. "Notatki z Prowansji" łagodnie nas o tym przekonują. Piorunująca wiadomość, że profesor Wodnicki włada biegle językiem oksytańskim, czy jak kto woli prowansalskim, podana jest bardzo spokojnie, bez czynienia z tego sensacji. Jego Prowansja jest w istocie krainą bajeczną, ale - co chyba najważniejsze - ów autor wie, dlaczego. Wie, czemu białe jest białe - to wiele wnosi do świata daltonistów.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 51/2011