Reklama

Ładowanie...

Narodziny literatury z ducha melancholii

Narodziny literatury z ducha melancholii

23.08.2021
Czyta się kilka minut
Gdzie indziej niż na Kaszubach, krainie sosnowego wiatru i jeziornych mgieł, mógł zamieszkać Smętek, demon melancholii?
Spotkanie z Jakubem Małeckim wokół książki Saturnin. Plac Grunwaldzki, Gdynia. 24 sierpnia 2020 r. ANNA REZULAK / MATERIAŁY PRASOWE FESTIWALU MIASTO SŁOWA
C

Choć w tej kategorii trudno o jednoznaczne rozstrzygnięcia, literatura kaszubska bywa nazywana najmniejszą pośród słowiańskich, przez co nieustannie musi walczyć o swój byt. Ferdinand Neureiter, austriacki językoznawca i jeden z najwybitniejszych historyków kaszubskiego piśmiennictwa, swoją monumentalną monografię kończy dość ponurym stwierdzeniem: „Być może właśnie do literatury kaszubskiej odnosi się stwierdzenie, że ci, których ogłoszono przedwcześnie za zmarłych, żyją szczególnie długo”.

Na usprawiedliwienie posępnego tonu badacza należy dodać, że pisał to w roku 1978, gdy przelewała się kolejna, tym razem peerelowska fala antykaszubizmu, która faktycznie mogła wydawać się ostatnią. Kaszubskość bliska była ostatecznemu zamknięciu w folklorystycznym skansenie, który odwiedza się tylko, gdy nie ma się innego pomysłu na zapewnienie atrakcji dzieciom podczas brzydkiej pogody.

Klimat na szczęście się zmienił i w ostatnich dekadach kaszubskość zyskała nie tylko bezprecedensową w swojej historii swobodę rozwoju, ale również pomoc w zachowaniu i poszerzaniu swojego dziedzictwa. Niektórzy jednak twierdzą, że stało się to zbyt późno, bo pokoleniowa wyrwa jest już nie do przeskoczenia. Inni natomiast nie składają broni: wydają kolejne książki, dokonują przekładów, zakładają instytucje edukacyjne i kulturalne – słowem, robią wszystko, żeby uratować literaturę kaszubską przed folklorystycznym zwapnieniem. Kciuki od lat mam już zdrętwiałe od zaciskania.

Czym jest literatura kaszubska? Aby odpowiedzieć na to pytanie, wpierw ­należy wyminąć grząski grunt „kaszubskiej tożsamości” (kto to jest Kaszuba i ilu ich właściwie jest?) – jeśli ktoś pragnie wyprawić się w ten gęsty, tożsamościowy matecznik, niech za przewodnika weźmie sobie Tomasza Słomczyńskiego i jego świeżo wydaną książkę „Kaszëbë”. Z ostrożności więc potraktuję tu kaszubskość możliwie szeroko – jako tożsamość zarówno kompatybilną (na różne sposoby) z polskością, jak i odrębną (ten wybór też ma wiele odcieni). Jako Kaszuba mniemany i raczej sezonowy, skupię się też wyłącznie na perspektywie historycznej. Dzisiejszy ożywczy ruch literacki, który da się dostrzec w wielu miejscach, jest jeszcze wciąż zbyt świeży, abym był w stanie go rzetelnie zrelacjonować – ale dzieje się i oby dziać się nie przestał.

Ekscentryczny doktor

A wszystko zaczęło się, podobnie jak w przypadku wielu innych małych literatur Europy, w połowie XIX wieku, gdy na fali entuzjazmu wzbudzonego Wiosną Ludów jak grzyby po deszczu zaczęli wyrastać budziciele lokalnych tożsamości. W przypadku Pomorza był to Florian Ceynowa – z zawodu lekarz, z powołania działacz społeczny, publicysta i badacz folkloru.


Florian Ceynowa / WIKIPEDIA / DOMENA PUBLICZNA

Gdyby był bohaterem powieści ze swojej epoki, określono by go zapewne jako „niespokojnego ducha”. Gdy studiował we Wrocławiu, zetknął się z legendarnym czeskim badaczem Janem Evangelistą Purkyneˇm, od którego zaraził się ideą panslawizmu. Z jej wariantu prorosyjskiego wyleczył się szybko, ale ogólna idea została. Na jej fundamentach wykrystalizowała się wizja narodu kaszubskiego, bratniego wobec Polski, ale jednak odrębnego. Jak wszyscy ówcześni panslawiści, Ceynowa zakładał inherentną wyższość Słowian nad zepsutymi ludami Zachodu, szczególnie germańskimi. Miał być nawet dowódcą w niedoszłym powstaniu przeciwko Prusakom, za co trafił do więzienia, a przed katowskim toporem uratowała go cesarska amnestia.

Kolejne pokolenia kaszubskich aktywistów wykorzystywały później legendę Ceynowy do najróżniejszych politycznych celów, za co przez wielu Polaków okrzyknięty został groźnym separatystą, rozbijającym narodowowyzwoleńczą jedność. Był to jednak zarzut o tyle nietrafiony, że ekscentryczny lekarz-społecznik i domorosły etnograf nigdy nie miał agendy ściśle politycznej. Zarośnięty, z długą, siwą brodą, objeżdżał kaszubskie wsie na rozpadającym się wozie, lecząc chłopów i rozdając im leki własnej produkcji (często za darmo), w zamian zbierając lokalne pieśni, baśnie i legendy. Jego celem było romantyczne z ducha sięganie do rezerwuaru kultury ludowej, idealistyczne marzenia o nowej, lepszej wspólnocie zbudowanej na kaszubskim duchu narodowym. Późniejsze spory – których echa słychać do dziś – o kaszubską autonomię nie znalazłyby miejsca w jego wyobraźni.

Aby kulturze swoich pobratymców nadać trwałą formę i zabezpieczyć ją przed rozpłynięciem się w żywiole germańskim (polskim też, ale w mniejszym stopniu), stworzył alfabet zdolny udźwignąć fonetyczną specyfikę kaszubszczyzny – z pewnymi modyfikacjami obowiązuje on do dziś. Ceynowa, choć stworzył fundamenty leksykalne, sam nie miał ani talentu, ani specjalnych ciągot literackich – skupiał się przede wszystkim na żarliwej publicystyce. Jego ekscentryczny charakter nie sprzyjał także budowaniu środowiska literackiego.

Na szczęście jego misję podjął podobny mu oryginał, Hieronim Derdowski, najbardziej znany ze swojego poematu heroikomicznego „O Panu Czorlińścim co do Pucka po sece jachoł”. Derdowski nie miał jednak w sobie tego wzniosłego ognia, który był znakiem rozpoznawczym ojca-prawodawcy kaszubszczyzny. W jego twórczości, jakkolwiek ciekawej i rzemieślniczo bardzo sprawnej, dominuje ton rubasznej ludowości, gdzie najróżniejsze wątki mitologiczne mieszają się ze scenkami rodzajowymi, a wszystko doprawione jest pieprznym humorem. Być może dlatego tak długo musiał czekać na uznanie u swoich pobratymców, którzy wręcz podejrzewali go o celowe ośmieszanie kaszubszczyzny (zwłaszcza że w sporach politycznych zawsze stał bardzo blisko polskości).

Młodzi Kaszubi

W 1885 r. Derdowski wyemigrował na stałe do USA i literatura kaszubska musiała czekać całe pokolenie na kolejny zastrzyk energii. Zaaplikowali go pisarze urodzeni w latach 70. i 80. XIX wieku, a nazywani zbiorczo Młodokaszubami, między innymi: Jan Karnowski, ks. Leon Heyke oraz najważniejszy z nich, Aleksander Majkowski, twórca Towarzystwa Młodokaszubów (1912), skupiającego lokalną inteligencję i aktywistów politycznych, działającego w kontrze do otwarcie proniemieckiego Kaszubskiego Towarzystwa Ludoznawczego.

Majkowski, podobnie jak Ceynowa, zdobył rozległe wykształcenie w Niemczech, tam też nasiąknął niemieckim romantyzmem, dlatego w jego twórczości łatwo wychwycić echa Goethego czy Schillera, ale też Fritza Reutera, który swoją poezją stworzył literacki język dolnoniemiecki, wcześniej uważany za pośredni dialekt meklembursko-przedniopomorski. Majkowski odegrał podobną rolę w ewolucji kaszubskiego – udowodnił, że w języku tym można nie tylko spisywać barwne historyjki i inne etnograficzne artefakty, ale również tworzyć literaturę wysokooktanową – zakorzenioną w kaszubszczyźnie, ale uniwersalną w treści i ideach.

Takim arcydziełem, kaszubską epopeją narodową, jest powieść „Życie i przygody Remusa” („Żëcé i przigòdë Remùsa”), w języku oryginalnym wydana w 1938 r. (polski przekład Lecha Bądkowskiego ukazał się dopiero w 1966 r.). Tytułowy bohater jest ubogim sierotą, parobkiem żyjącym gdzieś na krańcach kaszubskiej krainy, do tego noszącym piętno „skażonej mowy”, przez co nikt poza mieszkańcami jego maleńkiej wioski nie potrafi go zrozumieć. A mimo tego właśnie jemu zostaje powierzona misja przywrócenia światu „skry Ormuzdowej”, dzięki której Aryman, jego odwieczny przeciwnik, ma zostać wypędzony z jezior i lasów sosnowych. Tak więc już na starcie stawki są wysokie, jako że to właśnie Kaszubie, imiennikowi współzałożyciela Rzymu, przypada zaszczyt stoczenia kolejnego boju w prastarej, bo jeszcze zaratustriańskiej kosmogonii.

Remus jednak nie jest zwykłym herosem. Gdy go poznajemy, jest już człowiekiem starym i zniszczonym przez trudy życia, a miesiące i lata upływają mu na nieustannej wędrówce po wsiach i miasteczkach kaszubskich, gdzie sprzedaje stare książki. Obdarty i mamroczący bez sensu włóczęga, pchający przed sobą taczkę wyładowaną najróżniejszą literaturą, przez wielu uważany jest wyłącznie za niegroźnego szaleńca. Lecz on, podobnie jak jego duchowy przodek z La Manchy, ma misję do zrealizowania – szuka swojego następcy, młodzieńca o czystym sercu, który kontynuować będzie odwieczną walkę ze złem (wychodzi na to, że jest nim sam Majkowski, a przynajmniej narrator jego powieści).

Kolejne rozdziały epopei to rekapitulacja heroicznego żywota Remusa – wędrówki, którą odbył przez całe Kaszuby w pogoni za złem lub ucieczce przed nim. Czasem na swojej drodze spotyka pomniejsze chochliki, czarownice czy inne stwory z pomorsko-słowiańskiego bestiariusza, częściej jednak zwykłych chłopów, mieszczan i, szczególnie mu nieprzychylnych, pruskich żandarmów. Ten nakreślony z epickim rozmachem fresk zbiera w sobie całe ówczesne i historyczne imaginarium kaszubskie, podlane politycznym sosem przepychanek publicystycznych dwudziestolecia, w których Majkowski jednoznacznie opowiadał się za polskością swojej małej ojczyzny.

Niestety, wątki polityczne w literaturze rzadko kiedy dobrze się starzeją, czego dobrym przykładem jest jedna z personifikacji arcyzłego Arymana. W drugiej części powieści pojawia się on pod postacią cynicznego notariusza Czernika, który namawia poczciwych, ale zagubionych Kaszubów do odsprzedawania ojcowizny pozbawionym wszelkich cnót Niemcom...

Zło przyjmuje też u Majkowskiego postać Smętka, demona o najprawdopodobniej pogańskiej jeszcze genezie, który pojawia się już w najstarszych pieśniach i podaniach kaszubskich. Majkowski niestety dokonuje tu spłaszczenia, przebierając go w chrześcijańsko-narodowy kontekst, ale nawet wtedy nie zatraca on całkowicie swojego wyjątkowego charakteru.

Duch melancholii

Smętek bowiem to demon niezwykły – gdy pozwoli mu się rozwinąć skrzydła, jak to robi choćby Lech Bądkowski w swoim „Sądzie nieostatecznym”, przemienia się nieokiełznany żywioł melancholii, którego żaden francuski flaner by się nie powstydził. Choć pochodzi z piekła, czuje wstręt do tego miejsca i chce przed nim uchronić ludzi. Rozdarty, bo niezdolny do czynienia zła (czyli działania zgodnie ze swoją naturą), odkrywa w sobie nieskończone pokłady empatii.

Tylko co taki Smętek może z nią zrobić? Kosmiczny porządek świata uniemożliwia mu czynne pomaganie ludziom, może jedynie biernie przyjmować ich smutek i cierpienie. Gest nieskończenie szlachetny w swojej bezcelowości, a wręcz kontrskuteczności – melancholia odbita w jego duszy rozlewa się bowiem po świecie jeszcze szerszym strumieniem.

Każdy, kto odwiedził Kaszuby jesienią lub zimą, gdy dzień jest wyjątkowo krótki, a blade słońce rzadko wygląda zza sinych chmur, instynktownie zrozumie, że Smętek w istocie jest prawdziwym duchem tej krainy. Bo gdzie indziej niż w krainie sosnowego wiatru i jeziornych mgieł mógł narodzić się demon rozsiewający czarną żółć?

I to właśnie z nim, o ile przymkniemy tu i ówdzie oko na publicystyczne ciągoty Majkowskiego, tak naprawdę walczy Remus. A bój to, i piszę to bez cienia ironii, iście godny mitu. Odwieczny, niezrozumiały dla ludzi postronnych, toczony na odległych i bezludnych pagórkach wyobraźni – do tego z góry skazany nawet nie tyle na porażkę, co na permanentne zawieszenie w nierozstrzygalności. Do tego heros, który walczy z obezwładniającą melancholią uzbrojony jedynie w taczkę pełną książek. Czy można wyobrazić sobie lepszego patrona literatury? ©℗

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]