Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Narodziny kłamstwa

Narodziny kłamstwa

17.03.2010
Czyta się kilka minut
Od października 1943 do stycznia 1944 funkcjonariusze NKWD wykonali szereg prac, mających ukryć prawdę o zbrodni i wykreować fałszywą wersję, z Niemcami jako sprawcami. Fundamenty pod "kłamstwo katyńskie" kładli ludzie, którzy w 1940 r. bezpośrednio uczestniczyli w tym mordzie.
W

Wiosną 1943 r., po sygnałach od miejscowej ludności, Niemcy zaczęli poszukiwania w Lesie Katyńskim i odkryli ciała polskich oficerów. Zainteresowany po Stalingradzie podkopaniem wiarygodności ZSRR, Joseph Goebbels zaczął akcję propagandową. 13 kwietnia 1943 r. Radio Berlin ogłosiło informację o odnalezieniu grobów polskich oficerów, co odbiło się dużym echem w świecie. Niemcy ściągnęli na miejsce delegacje z okupowanych i neutralnych krajów, w tym dziennikarzy, a także alianckich oficerów z oflagów i lekarzy medycyny sądowej. Potwierdzili oni prawdę o zbrodni NKWD.

W odpowiedzi moskiewskie radio ogłosiło 15 kwietnia komunikat "Sowinformbiura", zarzucający Niemcom oszczerstwo. Już pierwszy akapit zawierał tezę o niemieckiej prowokacji: "Oszczercy goebbelsowscy rozpowszechniają od ostatnich 2-3 dni wymysły o masowym rozstrzelaniu przez organy sowieckie w rejonie Smoleńska polskich oficerów, co jakoby miało miejsce wiosną 1940 r. Niemieckie zbiry faszystowskie nie cofają się w tej swojej nowej potwornej bredni przed najbardziej łajdackim i podłym kłamstwem, za pomocą którego usiłują ukryć niesłychane zbrodnie, popełnione, jak to widać teraz jasno, przez nich samych".

Warto zwrócić uwagę na drugi akapit komunikatu, opublikowanego również w prasie. Widać w nim ogólny zarys oszukańczej wersji, rozwijanej następnie przez ZSRR i jego komunistycznych sojuszników. Sowieci oświadczyli: "Faszystowskie komunikaty niemieckie w tej sprawie nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do tragicznego losu dawnych polskich jeńców wojennych, którzy znajdowali się w 1941 r. w rejonach położonych na zachód od Smoleńska na robotach budowlanych i wraz z wieloma ludźmi sowieckimi, mieszkańcami obwodu smoleńskiego, wpadli w ręce niemieckich katów faszystowskich w lecie 1941 r., po wycofaniu się wojsk sowieckich z rejonu Smoleńska".

Rodziło się "kłamstwo katyńskie".

Żądania Stalina, naciski Churchilla

Ogłoszenie przez Niemców informacji o grobach w Katyniu skłoniło rząd RP - mający już wcześniej dane pozwalające wysnuć wnioski co do losu oficerów - do zwrócenia się do instytucji międzynarodowych. 17 kwietnia rząd wydał oświadczenie (nieprzesądzające o niczyjej winie) i zwrócił się do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Bernie o zbadanie sprawy. Nawet w tym momencie mocniej zaatakowano wyciąganie przez niemiecką propagandę korzyści ze sprawy niż sowieckich zbrodniarzy.

19 kwietnia sowiecka "Prawda" zaatakowała Polskę za zwrócenie się do MCK. W kolejnych dniach rząd polski wycofał wniosek z MCK (pod naciskiem Churchilla, któremu wtórował Roosevelt; stanowiło to zapowiedź anglosaskiej polityki wobec Katynia w kolejnych latach, polegającej na odsuwaniu problemu i zatajaniu prawdy). Ale 25 kwietnia rząd ZSRR, pod pretekstem polskiego udziału w niemieckiej prowokacji, zerwał stosunki z rządem RP.

W kolejnych miesiącach Sowieci zaczęli otwarte już przygotowania do zainstalowania w Polsce reżimu komunistycznego - i rozwinęli złożoną konstrukcję fałszerstw, mających w oczach świata legitymizować "kłamstwo katyńskie", czyli "legendę" o dokonaniu zbrodni na Polakach przez Niemców, po ich wkroczeniu latem 1941 r. na Smoleńszczyznę.

Mechanizm konstruowania kłamstwa znamy dziś dzięki dokumentom zgromadzonym w Państwowym Archiwum Federacji Rosyjskiej (GARF) i w mniejszym stopniu w Rosyjskim Państwowym Archiwum Historii Społeczno-Politycznej (RGASPI), do których dotarli rosyjscy badacze, a które najszerzej omówili Natalia S. Lebiediewa i Wojciech Materski. Także autor tego tekstu miał w Moskwie dostęp do wspomnianych dokumentów.

Pod kontrolą NKWD

Do konstruowania kontr-dowodów, mających "potwierdzać" niemiecką winę, Sowieci wykorzystali odzyskanie we wrześniu 1943 r. z rąk niemieckich terenu Lasu Katyńskiego.

Gdy Armia Czerwona znajdowała się ­"30-35 km od Katynia", 22 września, szef Zarządu Propagandy i Agitacji KC WKP(b) Gieorgij Aleksandrow wystosował pismo do sekretarza KC Andrieja Szczerbakowa, sygnalizując konieczność podjęcia "kroków przygotowawczych w celu zdemaskowania niemieckiej prowokacji" i proponując powołanie komisji, składającej się z przedstawicieli działającej od 2 listopada 1942 r. "Nadzwyczajnej Komisji Państwowej do Ustalenia i Badania Zbrodni Niemiecko-Faszystowskich i ich Wspólników oraz Strat Wyrządzonych Obywatelom, Kołchozom, Organizacjom Społecznym, Przedsiębiorstwom Państwowym i Instytucjom ZSRR" oraz organów śledczych (przez co należało rozumieć NKWD i wydzielone z jego struktur NKGB).

Schemat działania proponowany przez Aleksandrowa został następnie - decyzją władz ZSRR (Biura Politycznego), której wypracowaniu korespondencja służyła - wdrożony w życie. Zastosowano jednak modyfikację: w pierwszej fazie prac ograniczono się do utajnionych przed opinią zewnętrzną działań służb specjalnych, do których dopiero później przyłączyły się inne instytucje. Udział NKWD w kształtowaniu "kłamstwa katyńskiego" był więc kluczowy.

Choć członek wspomnianej "Nadzwyczajnej Komisji" Nikołaj Burdenko zwrócił się już 27 września - dwa dni po odbiciu Smoleńska przez Armię Czerwoną - do Wiaczesława Mołotowa o zgodę na podjęcie prac w Katyniu jeszcze przed końcem miesiąca, to w ostateczności on sam i jego słynna potem komisja pojawili się tam wiele tygodni później.

Zadanie zapanowania nad początkowo słabo (jak na warunki sowieckie) skoordynowanymi działaniami wokół Katynia przypadło NKWD. Wahania co do taktyki - bo nie strategii - postępowania mogły wynikać z wyjątkowego, nawet jak na warunki sowieckie, charakteru zbrodni, popełnionej na obywatelach innego państwa, o której zdecydowali osobiście decydenci z Politbiura WKP(b), wśród nich Stalin i Mołotow.

Funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa, który wykonali w 1940 r. ich decyzję, byli teraz zobligowani do wykonania wtórnego kamuflażu zbrodni.

Rajchman, Mierkułow i inni

Na przełomie września i października 1943 r. do Katynia przybyli funkcjonariusze NKWD i NKGB [wywiadu i kontrwywiadu, w 1941 r. wydzielonych z NKWD - red.] z centrali w Moskwie i z Zarządu NKWD Obwodu Smoleńskiego, czyli ludzie, którzy wiedzieli o mordzie najwięcej.

Działaniami operacyjnymi dowodził naczelnik wydziału kontrwywiadu NKGB Leonid Rajchman - ten, którego w sprawie zaginionych oficerów bezskutecznie indagował w 1942 r. rotmistrz Józef Czapski. Całością prac kierowali, nadzorując je z Moskwy i inspekcjonując na miejscu, zastępca komisarza ludowego spraw wewnętrznych Siergiej N. Krugłow i komisarz ludowy bezpieczeństwa państwowego Wsiewołod N. Mierkułow (członek tzw. trójki NKWD, wyznaczonej w postanowieniu "katyńskim" Politbiura z 5 marca 1940 r. do jego wykonania).

Od października 1943 r. do stycznia 1944 r. funkcjonariusze NKWD i NKGB wykonali szereg prac mających za cel ukrycie prawdy o zbrodni i wykreowanie fałszywego obrazu losu polskich jeńców. Działania funkcjonariuszy podlegających Mierkułowowi i Krugłowowi polegały m.in. na zabezpieczeniu terenu i ukryciu ciał przed penetracją z zewnątrz oraz przygotowywaniu dołów śmierci tak, aby późniejsze "ekshumacje" służyły wyciągnięciu wniosków o winie Niemców. To drugie wiązało się z fabrykowaniem dokumentów z drugiej połowy 1940 r. i z pierwszej połowy 1941 r., mających świadczyć, że jeńcy w tym czasie żyli. Podkładano je do zwłok, tak aby potem mogły zostać "odkryte".

Świadkowie: "odwracanie" lub likwidacja

Zadaniem zespołu Mierkułowa i Krugłowa była też "obróbka" ludzi: tak aby zebrać zeznania na piśmie i przygotować świadków, którzy potwierdzą winę Niemców, oraz wyeliminować (uwięzić lub/i zabić) świadków, którzy się nie ugną i mogliby mówić prawdę. Metodą tu stosowaną było zastraszenie i szantaż, w tym perspektywa odpowiedzialności za współpracę z Niemcami w czasie okupacji. Wykorzystano np. wyniki dochodzeń kontrwywiadu wojskowego "Smiersz", prowadzonych w rejonie Katynia wobec obywateli ZSRR, a dotyczących oskarżeń o kolaborację. A trzeba pamiętać, że obywatele sowieccy zagrożeni takim oskarżeniem byli często skłonni wychodzić naprzeciw oczekiwaniom funkcjonariuszy.

Śledczy gromadzili więc zeznania. Dominowały "rozwiązania siłowe", co można wiązać z koncentracją na osobach, które były wcześniej świadkami niemieckimi i komisji międzynarodowej, a teraz miały być zmuszone do zmiany zeznań. NKWD-NKGB cel ten osiągnęło wobec ogółu osób, zastanych w rejonie zbrodni po wycofaniu się Niemców. W arsenale stosowanych środków terroru ważna rola przypadła izolacji: poddani jej ludzie bądź szybko ulegali, bądź - nieskruszeni - byli po prostu izolowani od świata aż do skutku, czyli złamania ich lub fizycznej likwidacji.

Równolegle ze zbieraniem zeznań funkcjonariusze przygotowywali wybrane osoby do wystąpień "na żywo" w przyszłości. Przykładem sukcesu NKWD-NKGB było zmuszenie do całkowitej zmiany zeznań ważnego świadka Parfiena G. Kisieliowa, który 22 stycznia 1944 r. w obecności zagranicznych dziennikarzy odwołał swe zeznanie z wiosny 1943 r., stając się sztandarowym "odwróconym" świadkiem strony sowieckiej. Przykładem świadka starannie - wraz ze złożoną "legendą" o jego związku ze sprawą Katynia - przygotowanego przez ekipę Mierkułowa był astronom Boris Bazylewski, wiceburmistrz Smoleńska w czasie okupacji.

Wersja NKWD - wersją państwa

Rezultaty prac zespołu Mierkułowa-Krugłowa zostały podsumowane w "Informacji o rezultatach wstępnego śledztwa w tzw. sprawie katyńskiej", podpisanej przez nich obu. We wnioskach końcowych Mierkułow i Krugłow stwierdzili, że "jeńcy wojenni Polacy" przebywali na zachód od Smoleńska "na robotach przy budowie dróg" od wiosny 1940 r. do czerwca 1941 r. (czyli początku wojny sowiecko-niemieckiej); że dostali się do niewoli niemieckiej i zostali przez Niemców rozstrzelani pod koniec sierpnia i we wrześniu 1941 r.; że rozstrzelania w Lesie Katyńskim dokonała "nieznana niemiecka instytucja wojskowa" ("Kierował tą instytucją oberstlejtnant Arnes, jego najbliższymi współpracownikami i pomocnikami w tej krwawej zbrodni byli: obertlejtnant Rekst i lejtnant Hott"); potem zaś, z polecenia Berlina, przygotowano antysowiecką prowokację.

W ten sposób sowiecka mistyfikacja w sprawie Katynia przyoblekła się - za sprawą NKWD i NKGB - w konkretne kształty. One stanowiły odtąd państwową wykładnię "kłamstwa katyńskiego".

W przyszłości korekty stworzonej na przełomie 1943 i 1944 r. przez ekipę podległą Mierkułowowi i Krugłowowi "rekonstrukcji wydarzeń" następowały tylko w kosmetycznym zakresie i w sytuacjach wyjątkowych, wymuszonych przez okoliczności - gdy podtrzymywanie jakiegoś szczegółu zbyt jawnie szkodziło spójności całego fałszerstwa. Zrezygnowano np. z podawania "końca sierpnia i września 1941 r." jako możliwego okresu popełnienia zbrodni, pozostając przy określeniu "jesień 1941 r.".

Sporządzenie raportu z działań operacyjnych Mierkułowa i Krugłowa nie później niż 12 stycznia 1944 r. było nieprzypadkowe - i logicznie umiejscowione w ramach chronologii konstruowania "kłamstwa katyńskiego". Od tego momentu informacje i materiały zgromadzone przez aparat bezpieczeństwa miały nie tylko służyć oficjalnej państwowej komisji ds. Katynia, ale miały stanowić dla niej wytyczne. Komisję tę powołano 12 stycznia 1944 r. w Moskwie; do historii przeszła ona jako "komisja Burdenki".

Nadszedł czas na przejście od machinacji zakulisowych do działań prowadzonych w świetle reflektorów, na potrzeby propagandy.

W kolejnych miesiącach, a potem latach i dekadach kluczowym elementem w propagowaniu "kłamstwa katyńskiego" byli Polacy. Polscy komuniści bezwarunkowo zaakceptowali sowiecką wersję wydarzeń. Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski i zainstalowaniu tam powolnego Moskwie rządu polskich komunistów, "kłamstwo katyńskie" stało się obowiązującą wykładnią na następnych kilkadziesiąt lat. Wobec ludzi występujących w obronie prawdy o Katyniu lub zachowujących o niej pamięć stosowano represje aż do schyłku PRL.

Dr WITOLD WASILEWSKI (ur. 1972) jest historykiem, pracownikiem naukowym w Biurze Edukacji Publicznej IPN. Autor książek (m.in. "Marian Zdziechowski wobec myśli rosyjskiej XIX i XX wieku") oraz szeregu artykułów dotyczących dziejów sprawy katyńskiej. Tekst jest skróconą wersją szkicu o historii "kłamstwa katyńskiego" z antologii, która ukaże się w kwietniu nakładem IPN, pt. "Zbrodnia Katyńska. W kręgu kłamstwa i prawdy".

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]