Reklama

Na granicznym szlabanie

Na granicznym szlabanie

25.01.2004
Czyta się kilka minut
Autobiografia sir Ralfa Dahrendorfa, wybitnego socjologa i polityka, znajduje się na razie w zamrażalniku. Wydane teraz wspomnienia nazwał patchworkiem albo z niemiecka Flickenteppich, szmaciakiem zszytym z kawałków. Na studium epoki autorstwa jednego z ważnych jej uczestników musimy jeszcze poczekać.
D

Dahrendorf szczerze przyznaje, że niektóre sprawy potraktował oględnie ze względu na współczesnych, “na których życzliwości widać zależało mi bardziej niż na prawdzie". Z “zamrożonej" autobiografii wybrał więc tylko niektóre wątki, tworząc z nich nową książkę, możliwą do zaakceptowania przez żyjących jeszcze bohaterów. Próżno więc szukać np. opisu słynnej dyskusji z Rudim Dutschkem, jednym z przywódców rewolty studenckiej lat 60. w Niemczech, na dachu samochodu przed aulą uniwersytetu we Fryburgu, czy kulis działalności Dahrendorfa jako komisarza Wspólnoty Europejskiej.

Życiorys uczonego takiej miary staje się świadectwem epoki nie tylko dzięki opublikowanym książkom i zdobytym tytułom naukowym. Zawodowe zainteresowania sir Ralfa Dahrendorfa kształtowane były przecież w równym stopniu przez spotkania ze znakomitymi nauczycielami, co przez dzieciństwo spędzone w nazistowskich Niemczech i młodość w podzielonym na strefy okupacyjne kraju.

Sprzeciw wobec zamknięcia

“Nasi rodzice urodzili się w Hamburgu. I w końcu to hanzeatyckie miasto, ze swoim zmysłem obywatelskim i zarazem z otwartym spojrzeniem na świat, jest prawdziwą glebą rodzinną Dahrendorfów". Autora nigdy nie zajmowała zbytnio własna “przynależność terytorialna". W trakcie peregrynacji po Szlezwiku-Holsztynie dochodzi do wniosku, że korzenie rodu jego praprababki Cathariny Adolphsen tkwią... na półwyspie Angeln. To właśnie stamtąd mieli przybyć Anglowie i Sasi, którzy podbili zajętą przez Rzymian Brytanię.

Wybór “kolebki starej Anglii" na matecznik własnej rodziny jest przejawem fascynacji Dahrendorfa Wielką Brytanią i zrodzonym w niej duchem liberalizmu. Lordowi - który przyznaje, że największą przyjemność sprawia mu przekraczanie granic i nic go tak nie cieszyło przed ich zniesieniem w Europie, jak przeglądanie trzech paszportów upstrzonych wizami i pieczątkami pograniczników - bliższe są jednak ojczyzny duchowe. Kształcił się w słynnej London School of Economics, skorzystał ze stypendium ośrodka wyższych studiów społecznych w Palo Alto w Kalifornii, był jednym z pierwszych wykładowców uniwersytetu w nadgranicznym Saarbrücken. Równie cenna była dla niego nauka u niemieckich profesorów, Ernsta Zinna czy Josefa Königa, jak u wykładowcy LSE Karla Poppera.

Życie ponad granicami wydaje się ulubioną formą życia Dahrendorfa. Jego wspomnienia nie są jednak książką, w której pewien dobrze zapowiadający się socjolog przewiduje zjednoczenie kontynentu. Nie są też studium rozchwianej tożsamości Niemca, który nie potrafiąc przyjąć nazistowskiej przeszłości ojczyzny przeistacza się w “prawdziwego Europejczyka". Nie ma tu żadnego odcięcia się od przeszłości, choć jest autoironia. Jak przystało na patchwork, autor nie martwi się zbytnio systematycznością czy dokładnością opisu. Zdaje się mówić: “stąd jestem, to mnie kształtowało".

Przyznaje, że na jego osobowość wpłynęła zarówno przynależność do Hitlerjugend, wspomnienie okupacyjnej wizyty w Zakopanem, gdy jako dziecko zwycięzców mógł się zaopatrywać w sklepach nie płacąc należności, jak i “świadoma niewiedza", jak nazywa ówczesny brak wiary w to, co działo się z Niemcami żydowskiego pochodzenia po Nocy Kryształowej. Z drugiej strony jest przecież synem znanego socjaldemokraty i posła do Reichstagu Gustava Dahrendorfa, oskarżonego o udział w antyhitlerowskim spisku 20 lipca 1944 r. i skazanego na siedem lat więzienia (wielu jego przyjaciół poniosło śmierć). Ostatnie wojenne Boże Narodzenie 15-letni Ralf spędził w więzieniu w Schwetig (dziś Świecko) za rozpowszechnianie antynazistowskich ulotek, w których “było więcej inwektyw niż informacji".

W 1974 r. powiedział w BBC: “Dziesięć dni aresztu w izolatce rozbudziło we mnie niemal klaustrofobiczny pęd do wolności, płynący z głębi trzewi sprzeciw wobec zamknięcia...". Zasmakowaniu w wolności sprzyja poznanie jej ograniczeń: w więziennej izolatce, w państwie, gdzie dobro jednostki niekoniecznie jest najważniejsze, ale też w nauce. Dahrendorf poświęcił się przecież przekraczaniu granicy między naukami społecznymi, które powinny być niezależne od sądów wartościujących, a działalnością polityczną i dziennikarską, służącą nie czemu innemu, jak m.in. realizacji wartości.

Demokracja na przykładzie

“Syn Ralf - w listop. 16 l., wstępny kontakt z NKWD - w mieszkaniu - wystawiony przez panią von Dahrendorf" - taka notatka zachowała się w papierach Wilhelma Piecka, komunisty i pierwszego prezydenta NRD. Dotyczy rozmowy autora wspomnień ze współpracownikiem tajnej policji, który najpierw wypytywał go o młodych nazistów z Werwolfu, a potem o socjaldemokratyczne poglądy rodziców. Notatkę przekazał Dahrendorfowi Timothy Garton Ash, brytyjski historyk i dziennikarz, w 1991 r. Jednak już kilka minut po tej rozmowie Dahrendorfowie wiedzieli, że nie mają czego szukać w sowieckiej części Berlina, gdzie znaleźli się po zakończeniu wojny.

Uciekli do rodzinnego Hamburga w angielskiej strefie okupacyjnej. Przyjął ich pułkownik Noël Annan z Komisji Kontroli (za młodu związany z kręgiem Bloomsbury, skupionym wokół Leonarda i Virginii Woolfów; wiele lat później był jedną z osób wprowadzających Dahrendorfa do brytyjskiej Izby Lordów). Tam też interesowano się młodym pokoleniem Niemców. Młodsi oficerowie angielscy zapraszali jego przedstawicieli na “dyskusje przy szklaneczce ginu z tonikiem i papierosach »Woodbine«" o historii, przyszłości Niemiec i Europy, o roli młodych w odbudowie demokratycznych struktur i zachowań społecznych. Trudno ryzykować tezę, że nowe Niemcy powstały dzięki takim dyskusjom. Ale, jak wspomina Dahrendorf, odkrycie, że w ogóle można dyskutować, było “jedną z przygód nowego świata".

Mimo osobistych przejść, granice nigdy Dahrendorfowi nie przeszkadzały. “Tworzą one - tłumaczy - pożądany element ustrukturowania i wyrazistości. Chodzi o to, by były przepuszczalne, otwarte dla wszystkich, którzy chcą je przekraczać, aby móc popatrzeć na drugą stronę. Świat bez granic jest pustynią; świat o zamkniętych granicach jest więzieniem; wolność kwitnie w świecie otwartych granic".

***

“Naprawdę zawsze miałem 28 lat i tyle będę miał zapewne do końca życia" - pisze Dahrendorf. To wiek nieograniczonych możliwości, słodkiego przekonania, że to, co najważniejsze, dopiero przed nami. Wiek, w którym nie zdajemy sobie sprawy, że, jak pisze Ingeborg Bachmann, ulubiona poetka sir Ralfa: “z tysiąca i jednej możliwości już tysiąc mogło zostać strwonionych i straconych".

Właśnie dlatego opisane historie nie są drogami wiodącymi do jednego, wytkniętego celu. Raczej splotem ścieżek prowadzących od punktu, w którym znajdował się bohater w wieku lat 28. Kiedy wszystko jest jeszcze możliwe.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]