Na całym niemal świecie trwa obława na Afgańczyków

Przepędzani są z sąsiednich Pakistanu i Iranu, gdzie szukali ratunku przed wojną i zarobku, wyprasza ich Europa, światowa oaza dostatku. Odwracają się od nich nawet Amerykanie, którzy z niedawnymi towarzyszami broni nie chcą mieć już nic wspólnego.
w cyklu STRONA ŚWIATA
Czyta się kilka minut
Uchodźczynie z Afganistanu zmuszone do powrotu z Pakistanu, w centrum rejestracyjnym w Takhta Pul w prowincji Kandahar, po afgańskiej stronie granicy. 13 kwietnia 2025 roku // Fot. Sanaullah Seiam / AFP / East News
Uchodźczynie z Afganistanu zmuszone do powrotu z Pakistanu, w centrum rejestracyjnym w Takhta Pul w prowincji Kandahar, po afgańskiej stronie granicy. 13 kwietnia 2025 roku // Fot. Sanaullah Seiam / AFP / East News

„Czy być Afgańczykiem jest jakąś klątwą?” – pytają tułacze spod Hindukuszu. Do Pakistanu i Iranu uciekali przed wojnami, które w ich kraju przez pół wieku toczyli cudzoziemcy. Wywoływali je sami Afgańczycy, sami wciągali obcych do swoich swarów, ale zawsze kończyło się to obcym najazdem, okupacją, partyzantką i exodusem wojennych uciekinierów.

Sowieci, Amerykanie i talibowie

W latach 80., gdy na Afganistan najechała armia sowiecka i okupowała go przez dziesięć lat (2 mln zabitych), do Pakistanu i Iranu uciekło 6-7 mln Afgańczyków. Po wycofaniu Rosjan w 1989 r. część z nich wróciła, ale nowa wojna, bratobójcza (1992-96, pół miliona zabitych), wypędziła nowych. Potem kolejni tułacze uciekali przed tyranią talibów (1996-2001), a pod koniec 2001 r. przed nowym najazdem (co najmniej ćwierć miliona zabitych, a liczbę tę uważa się za zdecydowanie zaniżoną) tym razem Amerykanów i armii Zachodu.

Po wycofaniu Amerykanów do władzy w Kabulu wrócili talibowie, a Afgańczycy uciekają ze swojego wyniszczonego wojnami kraju przed tyranią, nędzą i brakiem widoków na przyszłość (Afganistan jest jedynym na świecie krajem, gdzie dziewczętom wolno uczyć się jedynie do VI klasy szkoły podstawowej).

Kim są uciekinierzy z Afganistanu

Szacuje się, że w Iranie żyje dziś około 5 mln Afgańczyków, którzy wyjeżdżają tu głównie za chlebem. Drugie tyle uciekinierów z tego kraju żyje w Pakistanie. Większość z nich to dzieci uchodźców z lat 80., urodzili się już w Pakistanie, tam pozakładali rodziny. Czują się – a raczej czuli – jak u siebie. Wywodzą się bowiem głównie z Pasztunów, którzy żyją po obu stronach granicy, wyznaczonej pod koniec XIX stulecia jeszcze przez Brytyjczyków i rozdzielającej pasztuńskich braci.

Wśród prawie miliona afgańskich uciekinierów, którzy po powrocie talibów do władzy schronili się w Pakistanie, jest też około 40 tys. byłych żołnierzy, policjantów, sędziów i urzędników reżimu, który w Kabulu utrzymywali przez 20 lat Amerykanie (w latach 90. tak samo uciekali z Afganistanu żołnierze i urzędnicy z rządu utrzymywanego przez Moskwę). Talibowie uważają ich za kolaborantów, którzy wysługiwali się obcym okupantom, i zdrajców. Wycofując się z Afganistanu przywódcy Zachodu obiecali, że zabiorą ich ze sobą, umożliwią nowe życie w Europie i Ameryce. Kilkadziesiąt tysięcy z afgańskich uciekinierów żyje już dziś na Zachodzie, ale dziesiątki tysięcy wciąż czekają w Pakistanie, Katarze i Albanii na zgodę na przeprowadzkę.

Trump wyrzuca Afgańczyków

I mogą się już jej nie doczekać, bo czasy nastały nowe. Mocarze tego świata, którzy toczyli w Afganistanie swoje zastępcze i święte wojny, dziś nie zamierzają nawet udawać współczucia dla Afgańczyków ani sięgać do kieszeni po jałmużnę, by ukoić wyrzuty sumienia.

Jedną z pierwszych decyzji nowego prezydenta Ameryki było zawieszenie programu przyjmowania w USA cudzoziemskich uchodźców. W kwietniu zaś zniósł przywilej ochrony kilkunastu tysięcy przybyszów z Afganistanu, których prawo nie pozwalało dotąd deportować z USA, gdyż powrót do kraju oznaczał dla nich niebezpieczeństwo. Nowy prezydent uznał, że nie ma już powodów do obaw, iż deportowanym z Ameryki Afgańczykom będzie grozić coś złego ze strony talibów, i od czerwca – jeśli nie odwoła i tej decyzji – amerykańskie samoloty będą wywozić nieproszonych, afgańskich gości do Kabulu.

Nie wiadomo też, co prezydent Ameryki postanowi w sprawie afgańskich sojuszników, którym obiecano przeprowadzkę do USA. Jeśli Biały Dom nie wznowi programu przyjmowania u siebie uchodźców, niedawni towarzysze broni Jankesów zostaną odesłani przez Pakistan na afgańską stronę. Pakistański rząd wyznaczył bowiem koniec kwietnia jako ostateczny termin dobrowolnego powrotu do kraju dla ponad półtora miliona afgańskich uchodźców.

Rządzący z Islamabadu zapowiadają, że jeśli do tego czasu Zachód nie zabierze z Pakistanu Afgańczyków, którym obiecał przeprowadzkę, to zamiast w Europie i Ameryce wylądują oni z powrotem w Afganistanie. Niemcy zapowiedziały, że wyślą do Pakistanu samoloty po prawie 3 tys. Afgańczyków, którym obiecano pomoc. Ale robi to stary rząd, który właśnie ustępuje miejsca nowemu, a nowy, jak wszystkie dziś niemal rządy w Europie, chce ukrócić pomoc dla uchodźców.

Dzisiaj w polityce liczy się tylko siła i korzyść

„Jeśli teraz porzucimy w potrzebie naszych dawnych sojuszników, to kto nam jeszcze zaufa, jeśli przyjdzie nam toczyć jakieś przyszłe wojny?” – napisali amerykańscy weterani afgańskiej wojny do szefa dyplomacji Marka Rubio, przekonując, by Ameryka nie łamała obietnic.

Pakistan wyrzuca Afgańczyków (od jesieni 2023 r. odesłano już prawie milion), by zmusić do ustępstw i posłuszeństwa talibów z Kabulu, którzy objąwszy władzę, zapomnieli o długach wdzięczności za gościnę, z jakiej korzystali na pakistańskiej ziemi. Afgańczyków wyrzuca też Iran, bo ajatollahowie z Teheranu napędzają ksenofobiczną nagonkę, by odwrócić uwagę poddanych od bankructwa republiki kleru i wojny, którą grożą jej Amerykanie i Izrael, żądający, by wyrzekła się mrzonek o bombie atomowej.

W nowych czasach klątwą nie jest miejsce urodzenia Afgańczyków, ale ich słabość. W czasach gdy liczy się tylko siła i korzyść, a każdy woła, że jego jest najważniejsze i pierwsze, słabych nikt nie pyta o zdanie ani się z nimi nie liczy.

Postscriptum do opowieści o tułaczach jest  zaproszenie, które w kwietniu białoruski władyka Alaksandr Łukaszenka wystosował do pakistańskich robotników sezonowych. „Pakistan ma wielu mieszkańców, a my mamy dla nich pracę” – powiedział Łukaszenka pakistańskiemu premierowi Szahbazowi Szarifowi, który odwiedził go w Mińsku. Białoruś chce sprowadzić z Pakistanu 150-200 tys. ludzi. Może przydadzą się Łukaszence do pracy w polu, może na budowie, a może, jak przed 3-4 laty, do szturmowania płotów na granicach z Polską, Litwą i Łotwą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”