Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Monumentalny spór

Monumentalny spór

13.07.2011
Czyta się kilka minut
Już wkrótce po ogłoszeniu planu budowy pomnika ideę porównano z postawieniem we Lwowie monumentu Piotra Pierwszego za pieniądze Gazpromu - a to był dopiero początek...
P

Polityka historyczna na Ukrainie kosztuje niewiele - wystarczy wygrać wybory i już można pozwolić sobie na uznanie albo negowanie Wielkiego Głodu, przyznawanie albo zabieranie tytułu Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze czy Romanowi Szuchewyczowi, wyrzucanie albo dopisywanie rozdziałów w podręcznikach historii, budowanie albo burzenie pomników Stalina...

Ukraińscy politycy uważają, że są obdarzeni właśnie takimi, demiurgicznymi uprawnieniami. I trudno nie uznać ich zdolności do rozpalania pseudo-dyskusji. Znakomicie potrafią napuszczać mieszkańców Zachodniej Ukrainy na tych ze Wschodniej. Przychodzi im to łatwiej niż wykonywanie właściwych obowiązków. I do tego zupełnie nie są potrzebne tak poważne tematy, jak cmentarz Orląt Lwowskich czy skandaliczna wypowiedź byłego szefa Służby Bezpieczeństwa Wałentyna Naływajczenki, który podczas otwarcia lwowskiego muzeum "Więzienie przy Łąckiego" postawił w jednym rzędzie byłych gospodarzy budynku: urzędników polskiej policji kryminalnej, sowieckiej NKWD, Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego, KGB i niemieckiego gestapo.

Przyczyna podobnych dyskusji jest sprawą w zasadzie drugorzędną. Przecież w każdym wydarzeniu można znaleźć pretekst. Dyskusja w mediach wokół pomnika zabitych przez Niemców lwowskich profesorów była kolejnym potwierdzeniem tej tezy.

Prowokacyjna budowla

W marcu 2008 r. mer Lwowa Andrij Sadowy i prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz postanowili zbudować pomnik zamordowanych uczonych. W 2009 r. przeprowadzono międzynarodowy konkurs na projekt. Projekty z Polski i Ukrainy były wystawione w bibliotece Ossolineum we Wrocławiu. Jury składało się z czterech osób - dwie z nich to lwowianie: prorektor Narodowego Uniwersytetu Politechnika Lwowska Zorian Pich i znany historyk prof. Jarosław Hrycak. Pierwszą nagrodę otrzymał projekt Aleksandra Śliwy, a zespół lwowskich autorów - specjalne odznaczenie za najlepsze rozwiązanie przyległego do pomnika terytorium.

Projekt przeszedł konsultacje społeczne, na podstawie których przyjęto decyzję komitetu wykonawczego Rady Miejskiej Lwowa o pozwoleniu na realizację. Główny plastyk Lwowa Włodzimierz Skołozdra uważa, że to jeden z pierwszych pomników we Lwowie, który zawiera metaforę.

Wszystko więc wyglądało, jakby było w porządku - wspólne, cieszące się autorytetem jury, konsultacje społeczne, międzynarodowy konkurs, nagrody rozdzielone po równo, wspólne finansowanie. Ale nie wszyscy tak uważali...

Informacja o pomniku od razu wywołała rozgłos. Lwowska gazeta "Whołos" w marcu 2008 r. przyrównała ideę jego wzniesienia do pomysłu postawienia we Lwowie monumentu Piotra I za pieniądze Gaz­promu i opublikowała interpelację posła Ostapa Kozaka do przewodniczącego Rady Miejskiej Lwowa z pytaniem: "Po co miasto Lwów ma opłacać takie prowokacyjne akcje?". Deputowany Kozak prowokacyjność widzi w tym, że "historia rozstrzelanych profesorów zawsze jest wykorzystywana do antyukraińskiej propagandy przeciwko Ukraiń­com we Lwowie, przeciwko »Nachtigallowi« i  Romanowi Szuchewyczowi, który w tym czasie dowodził batalionem »Nachtigall«, a potem stał się głównodowodzącym UPA", a także dlatego, że "taki pomnik już stoi we Lwowie na Wzgórzach Wuleckich, jest poświęcony przez Ukraińską Cerkiew Greckokatolicką, co roku Generalny Konsulat koło tego pomnika prowadzi uroczystości".

Deputowany uważa, że "prowokacyjna budowla w parku studenckim" może doprowadzić do podobnych problemów, jak wtedy, gdy chciano umieścić szczerbiec na cmentarzu Orląt.

Tak zwana profesura

W kwietniu 2011 r. przeciwko budowie pomnika wystąpił były przewodniczący Rady Miejskiej Wasyl Szpicer. "We Lwowie planowane jest postawienie nowego pomnika tak zwanej polskiej profesurze. Niech zostanie na sumieniu obecnej lwowskiej i ukraińskiej profesury gorące poparcie dla tego projektu, ale chcę przypomnieć, że ta polska profesura z radością szła służyć bolszewickiej władzy. Nie bacząc na to, że bolszewicy razem z nazistami zniszczyli ich ojczyznę - Polskę - jako państwo" - oświadczył Szpicer w wywiadzie opublikowanym na portalu Zaxid.net. Ogłosił również, że kiedy w grudniu 1939 r. omawiano projekt stworzenia Lwowskiego Narodowego Ukraińskiego Uniwersytetu, właśnie "na prośbę polskiej profesury", z nazwy usunięto słowo "ukraiński".

Kijowski rosyjskojęzyczny tygodnik "Korrespondent", nie myśląc długo, podsumował dyskusję w artykule o wymownym tytule: "Banderowcy nie chcą pomnika".

Uznany lwowski historyk, starszy naukowy współpracownik Instytutu Narodoznawstwa im. I. Krypjakewycza Wasyl Rasewycz na blogu tak skomentował oświadczenie Sznicera: "Historykowi nie jest łatwo czytać takie objawienia starszego człowieka i jeszcze do tego byłego mera Lwowa. Nie będę zatrzymywał się na moralno-etnicznym poziomie pana Szpicera, który 70 lat po tragedii uważa, że ofiary zasłużyły sobie na taką śmierć. Bo jak inaczej można potraktować jego słowa? Zdumiewa także radziecka retoryka, bo dawno nie spotkałem się nawet w publicystyce z frazą »tak zwana profesura«. Chcę kategorycznie zaprzeczyć temu panu - na Wzgórzach Wuleckich rozstrzelano najprawdziwszą profesurę, kwiat nauki Lwowa i Polski. Również bezgranicznie dziwi mnie fakt, że w naszych czasach w ogóle komuś przychodzi do głowy, aby usprawiedliwiać nazistowskie zbrodnie i przenosić winę na ich ofiary. Podobnym ludziom w normalnym społeczeństwie po prostu nikt więcej nie podałby ręki".

Pomnik zostanie

Ukraiński kulturoznawca, politolog, redaktor naczelny i założyciel Niezależnego Kulturoznawczego Czasopisma "Ji" Taras Wozniak widzi w dyskusji wokół pomnika przedłużenie politycznych prowokacji, które ostatnimi czasy nierzadko odbywają się we Lwowie. - Było naprawdę wiele prowokacji organizowanych przez różne polityczne siły zainteresowane rozgłosem - mówi "Tygodnikowi". - Zaczęło się od słynnego skandalu wokół 9 maja, który zakończył się dosyć nieprzyjemnie dla miasta i państwa. Myślę, że brano pod uwagę możliwość takich skutków podczas obchodów 22 czerwca, w rocznicę napadu Niemiec na ZSRR, i dlatego to wydarzenie przeszło spokojnie. Wiele osób bało się, że i odsłonięcie pomnika będzie wykorzystane, żeby podzielić polskie i ukraińskie społeczeństwa. Szczęśliwie doświadczenie nabyte podczas poprzednich awantur nie pozwoliło na skandale podczas odsłonięcia.

Czy można porównać tę sprawę ze skandalem wokół pomników na Łyczakowie? - Nie widzę do tego podstaw - odpowiada Wozniak. - Te pomniki to różne epoki. Lwowscy uczeni byli rozstrzelani przez nazistów i nie mają związku z polsko-ukraińskim sporem o Cmentarz Łyczakowski. Dlatego nie może być żadnych analogii. Tylko ludzie mało kulturalni albo nieżyczliwi z natury mogą wiązać te sprawy.

Znany lwowski restaurator, projektant i naukowiec, wykładowca katedry architektury Politechniki Lwowskiej Kost Prysiażny twierdzi z kolei: - Szczerze dziwią wypowiedzi niektórych ultra-patriotów. Dlaczego każdy pomnik, który przypomina o polskim okresie w historii Lwowa, od razu wywołuje skandal? We Lwowie stawia się mało pomników, które mają współczesną estetykę i są pozbawione zbędnej pompatyczności oraz monumentalizmu. A przecież chce się, żeby ta tendencja się utrwaliła.

W maju 2011 roku lwowska agencja informacyjna ZIK opublikowała kolejny duży materiał na temat pomnika, w którym w pierwszej kolejności szczegółowo i gruntownie sprostowała historyczne mity o związku ukraińskich nacjonalistów z rozstrzelaniem profesorów, potem równie szczegółowo wyjaśniła historię z projektem i finansowaniem. To, że większą część kosztów ponosi polska strona, też oburzyło niejednego lwowianina.

Znawca Lwowa i tłumacz Jurko Prochaśko uważa: - Jestem bardzo zadowolony, że nareszcie, po tylu latach przygotowań i rozmów, będzie postawiony pomnik. Ze względu na wagę i znaczenie, aktualny kontekst polityczny tej sprawy jest dla mnie wtórny i marginalny. Dlatego nie czuję żadnej pokusy, aby popaść w wir emocjonalnych reakcji. Z perspektywy spraw długotrwałych - z której przyglądam się temu wydarzeniu - uważam to po prostu za coś, co dawno powinno być zrobione. Mam nadzieję, że marginalny i bardzo powierzchowny kontekst zostanie szybko zapomniany, a pomnik zostanie.

Tłum. Paweł Pieniążek

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]