Ktoś zapytał mnie: „Dlaczego modlitwa za dzieci często jest nieskuteczna? Przecież Bóg nie może nie chcieć dobra dla nich!”. I po chwili dodał: „W każdym razie ja nie chcę wierzyć w innego Boga”. Odruchowo przytaknąłem, że ja też nie chcę wierzyć w innego Boga. Potem zacząłem się zastanawiać, czy to jednak nie jest zbyt śmiałe stawiać Bogu warunki, że ma być kimś na wzór naszych o Nim wyobrażeń.
Modlitwa za dziecko
Gdy jednak to dogłębnie przemyślimy, na pewno jeden bardzo ogólny warunek możemy Bogu postawić: musi On być kimś pozytywnym, a nie negatywnym – źródłem i ostatecznym gwarantem dobra, a nie zła. W przeciwnym razie nie byłby Bogiem chrześcijańskim, tylko jakimś Molochem. A skoro tak, dlaczego często nie wysłuchuje modlitw za dzieci?
W różnych tekstach można znaleźć taką odpowiedź: bo Bóg wie lepiej od nas, co dla dziecka w danych okolicznościach jest lepsze. Ta odpowiedź zakłada, że mylimy się w naszych prośbach za dzieci. I pewno często tak jest. Na przykład modlimy się o dostanie się na konkretne prestiżowe studia dla naszego dziecka, nie wiedząc przecież, czy taka ścieżka kariery będzie dla niego ostatecznie dobra.
Ale uważam, że są okoliczności, gdy dokładnie wiemy, co jest dla dziecka dobre. Nikt mnie nie przekona, że modląc się o zdrowie w ciężkiej chorobie dziecka, nie wiem, o co proszę! Niestety, zdarza się, że ta modlitwa jest niewysłuchana… Gdzie był Bóg? Dlaczego milczał?
To milczenie Boga (przypomnijmy sobie wołanie Jezusa na krzyżu: „Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił?!”) domaga się jakiegoś przynajmniej rozjaśnienia, skoro według religii chrześcijańskiej wiara jest przede wszystkim relacją, a nie kultem. Relacja, w odróżnieniu od kultu, wymaga zaufania, a je trzeba pielęgnować. Czym?
No właśnie rozjaśnieniem, szukaniem wyjaśnienia, usprawiedliwienia. Na własny użytek znalazłem jedno: Bóg często milczy, bo prawdopodobnie nie tylko nas „ma na głowie” – możliwe, że ma jakieś własne trudne sprawy, trochę tak jak rodzic, który jest na wojnie, ubolewa bardzo, że nie może być ze swoimi dziećmi, kocha, tęskni i obiecuje, że wróci i wynagrodzi, a dzieci i tak nie rozumieją do końca tej sytuacji.
Tego się trzymam, choć nie wiem, czy to dobre dla wszystkich wyjaśnienie. (Więcej o nim napisałem w tekście „Po co nam diabeł?”).
Modlitwa o dziecko
To szczególny rodzaj modlitwy. Prawdę mówiąc, niewiele o nim wiem z własnej praktyki. Mam jednak intuicję, że jeśli brakuje upragnionych dzieci, należy się zawsze modlić, niezależnie od tego, czy słuchamy Kościoła i nie sięgamy po metody medycznie wspomaganej prokreacji, czy po nie sięgamy.
Jezus, mówiąc o potrzebie modlitwy, nie mówi: „Najpierw stań się bezgrzeszny!”. Przeciwnie: im jesteś bardziej bezradny, nie wiesz już, co jest dobre, a co naprawdę złe, tym bardziej natarczywie się módl! Spieraj się z Bogiem (i z Kościołem przy Bogu)!
Modlitwa z dzieckiem: jak zacząć
Wiem, że dla wielu młodych rodziców modlitwa wspólna z dziećmi jest bardzo trudna. W mojej rodzinie taka modlitwa (trwająca tylko kilka lat) zrodziła się spontanicznie – nie była jakimś celowym zabiegiem pedagogiczno-katechetycznym. Ponieważ moja mama nauczyła mnie odmawiać „Aniele Boży, stróżu mój”, chciałem nauczyć tej modlitwy moich synów. Zaczęliśmy odmawiać też „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Mario” – uznaliśmy z żoną, że te modlitwy nasze dzieci powinny po prostu znać. I jakoś tak naturalnie po ich wspólnym odmówieniu na głos następowała faza próśb indywidualnych. Dziękowaliśmy Bogu za nasze dzieci, prosiliśmy o różne rzeczy i o błogosławieństwo.
Synowie zaczęli nas naśladować. W pewnym momencie odkryli, że można się przy tym dobrze bawić, bo można bezkarnie dopiec tacie, modląc się, by rzucił palenie. (Dopowiem, że po kilku latach rzeczywiście rzuciłem – choć modlitwa synów była tylko jednym z wielu bodźców, których kumulacja pozwoliła dopiero zerwać z nałogiem. Ale kto wie, może Bóg ich modlitwy wysłuchał i dlatego do palenia od 15 lat mnie nie ciągnie?).
Wspólna modlitwa z dzieckiem
Gdy patrzę wstecz, wspólna modlitwa z dziećmi uczyła ich asertywności i partnerstwa (czuli, że względem Boga wszyscy jesteśmy równi). To kiedyś przyniosło niespodziewany rezultat.
Czytałem synom bajkę, która była uproszczonym mitem o królu Midasie. Moi synowie nie mogli zrozumieć, dlaczego dla Midasa złoto było aż tak pociągające. I najwyraźniej zamiana córeczki w złoty posąg była dla nich wstrząsem. Wpadłem na przebiegły pomysł sprowadzenia tego mitu do ich realiów (a przy okazji zemszczenia się za wieczne naciąganie ojca na drogie zabawki). Powiedziałem:
„Byli sobie dwaj bracia – Filip i Bartek. Bardzo lubili klocki Lego i o niczym innym nie myśleli. W końcu zaczęli modlić się o nie do Aniołka. Aniołek przyfrunął i powiedział: Mogę sprawić, że czego dotkniecie, będzie się zamieniało w klocki. Chcecie? Chcemy – odpowiedzieli chłopcy i zaczęli z radością zamieniać wszystko w Lego. Z pracy wrócił tatuś…”.
Chłopcy pojęli, do czego zmierzam, i zaczęli zatykać mi usta, ale ja niewzruszony ciągnąłem dalej: „Rzucili się tatusiowi na szyję i zamienili go w duży zestaw Lego”.
Było to okrutne, wiem. Ale synowie szybko podchwycili pomysł i z nawiązką mi odpłacili. Filip powiedział: „To teraz ja ci opowiem bajkę. Był sobie tatuś, który wciąż czytał książki i chciał ich mieć coraz więcej. I przyfrunął aniołek. Zapytał, czy chce zamieniać wszystko w książki. Tatuś odpowiedział, że chce. I przyszli jego synowie się przytulić – zamienili się w książki”. Bajka młodszego Bartka była jeszcze bardziej miażdżąca: „Był sobie tatuś, który lubił palić papierosy i bardzo chciał mieć ich coraz więcej. Przyleciał aniołek i zapytał, czy chce zamieniać dotykane rzeczy w papierosy. Tatuś odpowiedział, że chce…”.
Nie muszę dopowiadać, co się w tej bajce o skutecznej modlitwie stało.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















