Skąd się wziął temat tegorocznego Biennale? Twórczyni obecnej edycji, urodzona w Mediolanie kuratorka Cecilia Alemani sięgnęła po niewielką książeczkę urodzonej w Wielkiej Brytanii, a od 1941 r. mieszkającej w Meksyku artystki i pisarki Leonory Carrington (1917-2011), jednej z najbardziej niezwykłych twórczyń surrealizmu. Jej „The Milk of Dreams” (Mleko snów) to bajki, które opowiadała swym dzieciom, pełne przedziwnych postaci, jak John ze skrzydłami zamiast uszu czy Humbert, nieznośne dziecko, które zaprzyjaźnia się z krokodylem. Magiczny świat, w którym każdy może się zmienić, przekształcić. Stać się czymś lub kimś innym.
Kuratorka Biennale postanowiła sprawdzić, czy sztuka także jest takim świętem uwolnionym od ograniczeń, przestrzenią nieograniczonych możliwości. Alemani wybrała prace aż 213 artystek i artystów z 58 krajów (łącznie ponad 1000 prac). 180 z nich nigdy wcześniej nie było pokazywanych na Biennale w Wenecji. Co więcej, po raz pierwszy w 127-letniej historii tej imprezy większość uczestników to kobiety lub osoby niebinarne.
Kapsuły czasu i aktualne pytania
Główna ekspozycja dotyka trzech kwestii, które wzajemnie się przenikają. Pierwszą są metamorfozy ciała i definicja człowieczeństwa. Przemiany tożsamości, która nie jest czymś trwałym, ale zmiennym, w zależności od okoliczności, relacji z innymi czy procesu emancypacji. W rysunkach Shuvinai Ashoony Inuitom w codziennym życiu towarzyszą syreny, ludzko-zwierzęce hybrydy i fantastyczne stworzenia morskie. Symbiozę, współistnienie zwierząt i ludzi pokazuje też urodzona w Chile Cecilia Vicuña, jedna z kluczowych dziś artystek, która otrzymała tegorocznego Złotego Lwa za całokształt twórczości. Portugalka Paula Rego, dziś już klasyczka, w swych figuratywnych, efektownych obrazach i rzeźbach przedstawia życie kobiet, ale też mężczyzn w świecie zaznaczonym przez konflikt, przemoc, opresję norm społecznych i religijnych. Ujawnia nieprzystawalność wzorców i stereotypów kulturowych, wyobrażeń i inspiracji do rzeczywistości.

Drugim tematem wystawy są relacje między ludźmi jako zbiorowością, ale też między pojedynczymi jednostkami a Ziemią. Alemani stawia pytanie o inne ułożenie wzajemnych relacji, o życie na planecie w cieniu katastrofy klimatycznej. O możliwość stworzenia świata niehierarchicznego, o symbiozę i współpracę między ludźmi a innymi istotami, o szansę na, jak mówi filozofka Silvia Federici, „ponowne zaczarowanie” świata, znalezienie na nowo związku z naturą. O odkrycie na nowo jego magiczności, jak w wideoinstalacji „Of Men and Gods and Mud” (2022) autorstwa urodzonego w Libanie i nagrodzonego Srebrnym Lwem dla młodego artysty Alego Cherri. Bohater jego pracy tworzy tajemniczą istotę, która ma zaradzić zniszczeniom środowiska spowodowanym budową jednej z największych zapór hydroelektrycznych w Afryce, położonej na Nilu w północnym Sudanie.
Są wreszcie na wystawie relacje między naszymi ciałami a technologiami. Dziś to temat szczególnie aktualny. Funkcjonujemy bowiem w świecie, przypomina Alemani, „dramatycznie podzielonym między optymizmem technologicznym – który obiecuje, że ludzkie ciało może być bez końca udoskonalane dzięki nauce – a strachem przed całkowitym przejęciem przez maszyny poprzez automatyzację i sztuczną inteligencję”. Tę przepaść pogłębiła pandemia, która jeszcze bardziej ludzi od siebie oddaliła, a znaczna część interakcji odbywała się za pośrednictwem urządzeń elektronicznych.
Jednak „The Milk of Dreams” jest przede wszystkim zbiorem jednostkowych wypowiedzi. Kuratorka pominęła twórczość zbiorową, działania rozmaitych kolektywów czy grup, których głos w sztuce w ostatnich czasach stał się tak bardzo ważny. W niezwykłych obrazach przedwcześnie zmarłego Noaha Davisa oglądamy współczesne życie czarnoskórego Amerykanina, jego wyobrażenia o świecie, mitologie, pokazane z ironią, kształtujące jego tożsamość. W haftach Britty Marakatt-Labby, artystki wywodzącej się z narodu Saamów, oglądamy świat jej społeczności, miejsca, w których żyją, ich codzienność. A wystawę w Arsenale otwiera monumentalna rzeźba Afroamerykanki Simone Leigh (Złoty Lew dla Najlepszego Uczestnika Wystawy Międzynarodowej) przedstawiająca kobietę, której spódnica przypomina gliniany dom, podobny do tych, jakie budowano w Czadzie czy Kamerunie. Oto pochwała kobiecej siły oraz oddanie swoistego hołdu tradycji ważnej części współczesnego amerykańskiego społeczeństwa.

W pawilonach narodowych
Simone Leigh reprezentuje też Stany Zjednoczone jako pierwsza Afroamerykanka w dziejach Biennale. Przekształciła pawilon, pokrywając go słomianą strzechą. Przypomina on teraz budynki, jakie wznoszono na niesławnych Wystawach Kolonialnych. A w samym budynku pokazała swe rzeźby z brązu, ceramiki, ale też słomy, w ciekawy sposób łączące tradycję rzeźby afrykańskiej, w tym niezwykłych brązów z Beninu, z twórczością Alberta Giacomettiego czy Maksa Ernsta.
Podobne znaczące decyzje podjęły inne kraje. Stan Douglas jest pierwszym czarnoskórym artystą prezentowanym w pawilonie kanadyjskim. Pawilon nordycki został przemianowany na pawilon społeczności Saamów. Sonia Boyce jest pierwszą czarnoskórą kobietą reprezentującą Wielką Brytanię. Jej wystawa „Feeling Her Way” – nagrodzona Złotym Lwem za najlepszy pawilon narodowy – jest opowieścią o brytyjskiej tożsamości na przykładzie muzyczek. Otwiera ją wideo z nagraniem pięciu czarnych artystek, w różnym wieku i reprezentujących odmienne stylistyki, wykonujących wspólnie piosenkę. Wielogłos układa się w jeden utwór. Sonia Boyce przypomina o dziejach muzyki ostatnich dekad, ale przede wszystkim stawia pytanie o brytyjskość: co ona dziś oznacza w wielokulturowym i wieloetnicznym społeczeństwie?
W Pawilonie Francji znalazła się Zineb Sedira, pierwsza artystka algierskiego pochodzenia reprezentująca na Biennale ten kraj. Jej wystawa „Dreams Have No Titles” przypomina o tworzeniu algierskiej kinematografii w latach lat 60. i 70. ubiegłego stulecia, o procesach modernizacyjnych i dekolonizacyjnych. Artystka rozmawia z osobami, które wtedy tworzyły, sięga do starych tytułów, ale też odtwarza na wystawie fragmenty konkretnych planów filmowych: inteligencki salon czy wnętrze baru, w którym na żywo kobieta i mężczyzna tańczą tango. Powstała niezwykła, nostalgiczna, ale też pełna humoru opowieść o przeszłości.

W ten nurt narodowych opowieści o tożsamości – w tym roku jest łącznie 80 pawilonów narodowych – bardzo dobrze wpisuje się polska wystawa, jedna z najciekawszych na całym Biennale. W tym roku nasz kraj reprezentuje romsko-polska artystka Małgorzata Mirga-Tas. Ściany pawilonu szczelnie pokryły tkaniny nawiązujące do słynnego cyklu fresków z Palazzo Schifanoia w Ferrarze, jednego z największych arcydzieł XV wieku z przedstawieniem znaków zodiaków, scen z życia bogów olimpijskich oraz dworskiego życia. Na zewnątrz zaś znalazło się przedstawienie koła Fortuny, także zaczerpnięte z renesansowego dzieła: tym razem z talii kart tarota Colleoni-Baglioni.
Artystka w „Przeczarowując świat” wykorzystała te dworskie dzieła – pałac był wzorem dla innych słynnych nowożytnych dworów, z Wersalem włącznie – do opowiedzenia o swojej społeczności, pokazywania, jak mówiła w rozmowie dla „Tygodnika Powszechnego”, „jak sami siebie widzimy”. Mirga-Tas opowiada o romskiej społeczności poprzez swych bliskich, przyjaciół czy osoby z różnych powodów dla artystki ważne. To ich przedstawienia znalazły się na tkaninach. Powstał zbiorowy portret we wnętrzu.
Polityka
Maria Eichhorn zrezygnowała z prezentacji swych prac. Zamiast tego odsłoniła fundamenty Pawilonu Niemiec i zdarła ze ścian część warstw tynku. Ukazała w ten sposób przeszłość tego budynku, wzniesionego w 1909 r., a potem przebudowanego przez nazistów w 1938 r. Uwidoczniła ponurą i nadal przez niektórych wypieraną przeszłość, uwikłania w ideologię itd.
Gest Eichhorn przypomniał, że Biennale zawsze było uwikłane w politykę. W tym roku jest to szczególnie widoczne. Pawilon Rosji, znajdujący się w samym centrum Giardini, pozostał zamknięty – sami artyści zrezygnowali z udziału w Biennale. Zamknięty budynek był może najlepszym symbolem wykluczenia, na jakie samo skazało się ich państwo. Nieopodal rosyjskiego pawilonu powstała zaś Piazza Ucraina, specjalna przestrzeń zaprojektowana przez młodą ukraińską architektkę Danę Kosminę – przestrzeń dla debat, rozmów i prezentacji kultury ukraińskiej. A wystawę „The Milk of Dreams” w Pawilonie Centralnym otwiera obraz wybitnej XX-wiecznej ukraińskiej malarki „naiwnej” Marii Prymaczenko, której część prac została niedawno zniszczona przez Rosjan.
Cecilia Alemani w tekście programowym podkreśla, że Biennale przypomina o tym, czego tak bardzo brakowało w ciągu ostatnich dwóch lat: „wolności poznawania ludzi z całego świata, możliwości podróżowania, radości ze wspólnego spędzania czasu, doświadczania odmienności”. Jednak Biennale przypomina też o tym, że żyjemy w bardzo niepewnym świecie. ©
współpraca ROBERT ZAKRZEWSKI
59. Międzynarodowe Biennale Sztuki w Wenecji, wystawy czynne do 27 listopada br.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















