Mistrz ucieczki do przodu

Czasy, gdy Antoni Macierewicz był w PiS świętą krową, odchodzą w przeszłość. Szef MON dostaje po łapach od Jarosława Kaczyńskiego. Czy to tylko polityczne kuksańce, czy konflikt tytanów rządzącej partii?

26.03.2017

Czyta się kilka minut

Antoni Macierewicz podczas promocji żołnierzy rezerwy, Warszawa 05.03.2017 r. /  / Fot. Stanislaw Kowalczuk/East News
Antoni Macierewicz podczas promocji żołnierzy rezerwy, Warszawa 05.03.2017 r. / / Fot. Stanislaw Kowalczuk/East News

W obszernych archiwach Państwowej Komisji Wyborczej obecność sprawozdań jednej partii budzi szczególne zdumienie. To Ruch Katolicko-Narodowy, partia założona przez Antoniego Macierewicza niemal dekadę temu. Mimo że Macierewicz cieszy się przywilejami wiceprezesa PiS, to Ruchu nie zlikwidował. Powierzył partię pieczy swych totumfackich.

Gdyby partia choć raz nie złożyła do archiwów PKW swego sprawozdania, zostałaby wykreślona z rejestru. A partia sprawozdania składa, choć jest na marginesie – bez struktur, ludzi i pieniędzy.

Po co tyle zachodu? Dla marnych 3055 zł ze składek członkowskich rocznie? Nie. Po to, by mieć plan awaryjny. RKN jest wydmuszką, którą można z miejsca wprowadzić na scenę polityczną. To macierewiczowski bezpiecznik przed Jarosławem Kaczyńskim. Albo po nim.

Kapłan smoleńskiego kultu

Do niedawna pozycja Macierewicza była niezachwiana. On sam obsadził się w roli kapłana smoleńskiego kultu, dzięki czemu uzyskał w PiS status unikatowy – przestał podlegać prawom politycznej grawitacji. Lider PiS mógł publicznie rozstawiać po kątach ministrów, panią premier, a nawet prezydenta – Macierewicz był zaś jedyną osobą, którą wszelka krytyka omijała. W całej partii nie było drugiej takiej persony.

Ta unikatowa pozycja pozwoliła Macierewiczowi rozbudowywać swe wpływy w partii. W ostatnich latach sytuacja w PiS była taka, że aby zagwarantować sobie względny polityczny spokój i miejsce na liście w kolejnych wyborach, trzeba było pocałować sygnet jednego z dwu głównych partyjnych baronów – szefa struktur PiS Joachima Brudzińskiego albo właśnie Macierewicza.

Lista tych, którzy (czasem dla świętego spokoju, czasem, by uratować skórę, a czasem, by zrobić karierę w PiS) złożyli lenny hołd Macierewiczowi, jest długa. Szef sejmowej komisji ds. służb specjalnych Marek Opioła to pisowiec nieszablonowy – wegetarianin i cyklista. Udał się pod kuratelę Macierewicza po tym, gdy groziła mu polityczna śmierć ze strony Wojciecha Jasińskiego, skażonego komunizmem lidera PiS na Mazowszu, który cieszył się liczoną dekadami znajomością z Kaczyńskim – spieniężoną po wyborach na posadę szefa PKN Orlen.

W kręgu wpływów Macierewicza znalazł się także poseł Bartosz Kownacki, smoleński adwokat, który po nieudanej przygodzie z partią Zbigniewa Ziobry nie mógł sobie znaleźć miejsca w PiS – dopóki nie przygarnął go Macierewicz, dając posadę wiceszefa MON.

Najnowszy nabytek Macierewicza to poseł Michał Dworczyk. Ten harcerz, zaangażowany w pomoc Polakom na Wschodzie, ucałował macierewiczowską biżuterię z tego samego powodu co Opioła. Groziła mu polityczna śmierć z ręki szefowej resortu edukacji Anny Zalewskiej, z którą dzieli sejmowy okręg wyborczy. Ostatnią kampanię już ledwo przeżył, ciężko raniony.

Tańczący z Misiewiczem

To dla nich wszystkich – rokujących polityków drugiego szeregu, albo wręcz partyjnego narybku – Macierewicz tak nieprzejednanie broni swego najbardziej znanego współpracownika, Bartłomieja Misiewicza. – Pokazuje wszystkim w PiS, którzy szukają patrona, że on swych ludzi za linią frontu nie zostawia. W polityce partyjnej to cecha niebywale cenna – podkreśla jeden z członków rządu, który zachowuje dystans wobec Macierewicza.

Tyle że sprawa Misiewicza stała się dla pozycji Macierewicza punktem zwrotnym. Mimo kilkukrotnych publicznych reprymend ze strony Jarosława Kaczyńskiego, młody asystent Macierewicza przez wiele miesięcy nie znikał. Ba, korzysta z wojskowych konfitur z coraz większą lubością.

– Armia potrafi omotać. Strzelanie obcasami, saluty, gadżety, przejażdżki czołgami, wypoczynek w armijnych ośrodkach; zaraz po wyborach mundurowi zaczęli się do nas zgłaszać z pełną paletą – mówi jeden z bliskich współpracowników Macierewicza. – Misiewicz się w to zanurzył i czerpie pełnymi garściami. Gdyby był bardziej subtelny, nie byłoby takich kłopotów.

Gdy w czwartek 19 stycznia pod białostockim klubem Wow – specjalizującym się w muzyce disco polo – zatrzymywało się czarne rządowe bmw z Misiewiczem, on sam nie mógł przeczuwać, że to będzie zabawa jego życia. Kilka dni potem kontrowersyjny biznesmen Zbigniew Stonoga, nałogowy kolekcjoner haków na wszystkich, opublikował w internecie nagranie. To obrazoburcza spowiedź jednego z uczestników dyskoteki, który oskarża Misiewicza o – mówiąc najdelikatniej – molestowanie.

Na historię przemilczaną przez media zwrócił mi uwagę bliski współpracownik premier Beaty Szydło, a potem wysokiej rangi urzędnik MON. To znaczy, że w najważniejszych gabinetach polskiego rządu stało się to przedmiotem debat.
Dyskotekowe ekscesy Misiewicza przelały czarę goryczy. Najpierw nieśmiało zaczęła Macierewicza napominać pani premier, potem huknął Kaczyński.

– Moje stanowisko jest całkowicie jednoznaczne: on powinien zniknąć ze sceny publicznej – powiedział podczas wywiadu dla Onetu.

Generałowie na krajalnicy

Ale już wcześniej stylem swych rządów Macierewicz nieraz wywoływał wściekłość w kancelariach pani premier i prezydenta oraz w sejmowym klubie PiS.

Nie wszystkim podobają się macierewiczowskie porządki w armii. Korpus generalski zaczął minister przykrawać niczym salami, plasterek po plasterku, przy czym w finale była to już szybkość krajalnicy. W sumie Macierewicz usunął 90 proc. oficerów ze stanowisk dowódczych w Sztabie Generalnym i ponad 80 proc. w Dowództwie Generalnym. Tak drastycznych cięć na czele polskiej armii nie było jeszcze nigdy.

W publicznych deklaracjach Kaczyński popiera w tej kwestii Macierewicza. Ale jednocześnie to on osobiście zablokował dwa kontrowersyjne projekty ministra, uznając, że tego rozedrgana armia mogłaby już nie znieść. Chodzi o projekty dezubekizacji, czyli zmniejszenia emerytur dawnym PRL-owskim wojskowym, a także o pomysł degradacji oficerów nawet po śmierci. Ponieważ rodziny wojskowe są często wielopokoleniowe, Macierewicz uderzyłby w ten sposób w ojców i dziadków obecnych żołnierzy. Kaczyński po raz pierwszy sięgnął tak bezpośrednio po swą władzę nad Macierewiczem i zatrzymał te pomysły za jego plecami.

W finale na osłabionego po raz pierwszy od czasu wyborów Macierewicza atak przypuścił Andrzej Duda. Napisał list, który wypuścił do wrażego TVN. Krytykuje w nim Macierewicza za wakaty na stanowiskach attaché obrony w kluczowych państwach NATO, w tym USA i Wielkiej Brytanii. Domaga się też przyspieszenia prac nad utworzeniem Dowództwa Wielonarodowej Dywizji w Elblągu, która ma koordynować działania wojsk NATO rozmieszczonych na flance wschodniej. Oczywiście, to tylko pretekst – attachaty są puste od niemal półtora roku, co prezydent musiał wiedzieć. Tak naprawdę chodziło więc tylko i wyłącznie o to, by publicznie uderzyć w ministra.

Prezydent ma szczególne konstytucyjne uprawnienia wobec armii, które Macierewicz ignorował.

Duda już wcześniej próbował przepychać się z szefem MON. Jesienią zablokował mu część nominacji generalskich, przez co awanse nie zostały przyznane tradycyjnie w Święto Niepodległości. Zawsze jednak finalnie ustępował – wspomnianych generałów powołał kilkanaście dni później, 29 listopada, w rocznicę powstania listopadowego. W armii dobra data zawsze się znajdzie.

Inna rzecz, że z korespondencji Dudy z Macierewiczem wynika wyraźnie, iż prezydent jest całkowicie izolowany od armii przez szefa MON. To oczywisty rezultat partyjno-państwowej hierarchii, w której to Macierewicz plasuje się znacznie wyżej od Dudy. Szef MON jest drugą osobą w państwie, ustępując jedynie Kaczyńskiemu. Oczywiście, lider PiS w najbliższej przyszłości tej hierarchii nie zmieni. Ale w jego relacjach z Macierewiczem po raz pierwszy od dekady widać wyraźny chłód.

Starsi panowie dwaj

Po prawdzie, Kaczyński i Macierewicz nigdy nie byli ludźmi z jednej politycznej bajki. Ten sojusz w biografiach niemal 70-latków to fenomen. Kaczyński nigdy dotąd nie tolerował w swym otoczeniu polityka o tak rozbuchanych ambicjach. Także Macierewicz w swej półwiecznej działalności politycznej nigdy dotąd nie był tak długo lojalny wobec żadnego lidera.

Oczywiście, połączył ich Smoleńsk. Sejmowy zespół ekspertów Macierewicza przez 5 lat – gdy PiS był w opozycji – dwoił się i troił, by podważyć oficjalną wersję przyczyn katastrofy.

Konkluzje były jasne: prezydent Lech Kaczyński mógł paść ofiarą zamachu. Prezes PiS te teorie publicznie żyrował.
Smoleńsk to dobra ilustracja politycznej metody Macierewicza: podsycanie kontrowersyjnych tematów do ekstremum. Dlatego też na szczyty polskiej polityki Macierewicz wraca zawsze, gdy pojawia się szansa na spór i wojnę. Jest w tym dobry, bo to polityk o unikatowej destrukcyjnej charyzmie.

Faktem jest, że przez ostatnie dwie i pół dekady wszystkie swe chwile sławy przeżywał u boku Kaczyńskiego. Po raz pierwszy w 1992 r., gdy był szefem MSW w rządzie Jana Olszewskiego, którego Kaczyński był politycznym konstruktorem. Macierewicz przygotował wówczas listę agentów komunistycznej bezpieki. Scena z kultowego na prawicy filmu „Nocna zmiana”: prezydent Lech Wałęsa spotyka się z Macierewiczem przed publikacją listy. Wie, że się na niej znajdzie. „Proszę o wielkie zastanowienie. Pan wie, co w latach 70. było robione, jakie podrzutki jeszcze do dzisiaj krążą” – mówi. Macierewicz nabija fajkę, którą wtedy namiętnie popalał. „Wszystko, co zostanie ujawnione, będzie absolutnie zgodne z prawdą”.

Macierewicz nie odpuścił nie tylko Wałęsie. Na liście agentów umieścił marszałka Sejmu Wiesława Chrzanowskiego, lidera swej ówczesnej partii – Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Dołożył jeszcze kilku ministrów z własnego rządu i liderów wielu sejmowych ugrupowań. Ta lista agentów i konflikt z Wałęsą przesądziły o dymisji rządu Olszewskiego.

Czarna Jedynka z Kijowskimi

Z komunistyczną bezpieką Macierewicz ma osobiste porachunki – jest przekonany, że zamordowała mu ojca. Zdzisław Macierewicz był chemikiem na Uniwersytecie Warszawskim. W listopadzie 1949 r. został znaleziony martwy w laboratorium. Najbardziej prawdopodobne jest, że popełnił samobójstwo po wizycie bezpieki – wypił roztwór cyjanku potasu.

W momencie śmierci ojca Macierewicz miał niespełna rok. Ponieważ matka, Maria Macierewicz, nie radziła sobie z trójką dzieci, Antoni i jego starszy brat na półtora roku trafili do zakładu wychowawczego salezjanów w Rumii.
Ale w Macierewiczu 20-, 30-latku – mimo takiego dzieciństwa – nie było jeszcze radykalnego antykomunizmu i religijnej dewocji. Wręcz przeciwnie – w latach 70. był niechętny Kościołowi. Fascynował się latynoskimi ruchami rewolucyjnymi i uczył się języka keczua, którym posługiwali się Inkowie.

Miał już wówczas ogromną charyzmę i przyciągał ludzi. Jako instruktor w legendarnej harcerskiej drużynie Czarna Jedynka był idolem dla wielu późniejszych polityków i osób publicznych. Jego podopiecznych nazywano antkowcami lub antonówkami, a w tym gronie byli m.in. Bronisław Komorowski i Ludwik Dorn. Macierewicz skrzętnie dziś pomija to, że Jedynkę tworzył z braćmi Kijowskimi – Januszem oraz Jerzym. Ten drugi to ojciec lidera KOD, Mateusza Kijowskiego.

W tym czasie były też już widoczne inne jego cechy: duże ambicje i skłonność do konfliktów. Kiedy po stłumieniu przez władze komunistyczne protestów robotniczych w czerwcu 1976 r. zaczął działać w Komitecie Obrony Robotników, szybko poróżnił się z pozostałymi działaczami tego ruchu, w tym z Jackiem Kuroniem i Adamem Michnikiem.

W latach 80. był jednym z najbardziej znanych działaczy Solidarności. W stanie wojennym został zatrzymany, ale uciekł ze szpitala, do którego trafił podczas internowania. Ukrywał się do 1984 r. Lansował wówczas rozmaite kontrowersyjne teorie – choćby pomysł trójporozumienia Solidarności, Kościoła i Ludowego Wojska Polskiego. Ale jednocześnie 5 lat później odrzucał Okrągły Stół, który po prawdzie był właśnie takim porozumieniem. Może dlatego, że przy kolistym meblu nie zarezerwowano dla niego eksponowanego fotela? Jarosław Kaczyński tak mówił o Macierewiczu w „Alfabecie braci Kaczyńskich”: „Może marzył o drodze Lenina: iść samodzielnie, a w decydującym momencie być gotowym i wygrać”.

Fot. Krystian Maj / FORUM

Na garnuszku małżonki

Ma Kaczyński rację – zresztą tak Macierewicz działał także po upadku komunizmu. Tyle że ta strategia przez lata spychała go na polityczny margines. Po upadku rządu Olszewskiego działał w mikroskopijnych partyjkach, byle tylko być ich liderem. Utrzymywała go żona Hanna, która – zresztą wraz z matką braci Kaczyńskich – pracowała w Instytucie Badań Literackich PAN. Dziś ludzie Macierewicza wspominają półgębkiem, że jego działalność polityczną finansował w tym czasie Robert Luśnia, rzutki biznesmen, który okazał się później agentem komunistycznej bezpieki.

– Gdy ta sprawa lata później wyszła na jaw, Macierewicz był naprawdę jak zbity pies. Pierwszy raz widziałem go w takim stanie – opowiada jeden z historyków IPN.

Od politycznego dna odbił się, gdy znów zawiały przychylne dla prawicy wiatry. Wybory 1997 r. były ostatnimi, w których podział na komunę i Solidarność miał znaczenie. Jan Olszewski, dawny rządowy szef Macierewicza, wystawia w wyborach swą antykomunistyczną partię Ruch Odbudowy Polski. Zaprasza na listy i Macierewicza, i Jarosława Kaczyńskiego, który także znajdował się wówczas na politycznym marginesie. Po wyborach obaj porzucają Olszewskiego, choć każdy idzie w swoją stronę. Kaczyński zostaje posłem niezrzeszonym i snuje się samotnie po Sejmie. Macierewicz zakłada kolejną własną partię – wspomniany, trzymany do dziś w zamrażarce Ruch Katolicko-Narodowy. Wyraźnie dryfuje w kierunku Radia Maryja. W kolejnych wyborach – w 2001 r. – startuje z list Ligi Polskich Rodzin, koalicji prawicowych partyjek skleconej przez ojca Rydzyka. Oczywiście szybko wchodzi w konflikt z ówczesnym liderem LPR Romanem Giertychem i ląduje w niebycie.

Wie, że nie ma szans w kolejnych wyborach do Sejmu. W 2002 r. startuje na prezydenta stolicy, ale popiera go 5849 wyborców, czyli około 1 proc. Zwycięża Lech Kaczyński.

Wiatru w żagle nabiera pod koniec kadencji, kiedy SLD zaczyna tonąć pod ciężarem własnych afer. Macierewicz wchodzi do komisji śledczej w sprawie nieprawidłowości wokół Orlenu – była to najbardziej upolityczniona komisja tamtego czasu. To ona badała biznesowe powiązania Aleksandra Kwaśniewskiego i jego żony, to ona utrąciła prezydencką kandydaturę nadziei lewicy – Włodzimierza Cimoszewicza.

Macierewicz nie wykorzystał jednak tej szansy na renesans kariery politycznej. Mimo ogromnych ambicji pozostawał w cieniu innych posłów z komisji, zwłaszcza znienawidzonego Romana Giertycha. Wybory w 2005 r. podzieliły polską scenę polityczną wedle nowych, aktualnych do dziś linii – między PiS a Platformę. Dla partii Macierewicza nie starczyło miejsca.

Pierwszy kryzys Macierewicza

Macierewicz byłby dziś politycznym emerytem, prowadzającym wnuki do podwarszawskiej szkoły Opus Dei, gdyby nie Jarosław Kaczyński. Lider zwycięskiego PiS, a wkrótce premier, potrzebował desperata, który wziąłby na siebie realizację mitycznego dla prawicy projektu – likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, podejrzewanych o większość patologii w kraju.

W ten sposób Macierewicz dostał do rąk kolejną – po lustracji – polityczną lokomotywę. Choć na początku 2007 r. opublikował raport z likwidacji WSI, to prawica była rozczarowana, bo nie udowodnił, że wojskowe specsłużby to ośmiornica oplatająca mackami polską politykę, biznes i media. W swym stylu Macierewicz uciekł do przodu – przygotował znacznie ostrzejszy aneks do raportu, ale Lech Kaczyński odmówił jego publikacji. „Za dużo tam publicystyki” – stwierdził prezydent, gdy go o to wówczas pytałem.

Notowania Macierewicza u braci Kaczyńskich po raz pierwszy wyraźnie spadają. W wyborach jesienią 2007 r. zostaje posłem, tyle że PiS traci władzę. Partia nie walczy o żadne eksponowane stanowisko dla niego w Sejmie.

Kolejną polityczną szansę Macierewicz wietrzy 10 kwietnia. Tego dnia jest w Katyniu, czeka na prezydenta Kaczyńskiego wraz z innymi uczestnikami obchodów rocznicy sowieckiego mordu na polskich oficerach. Gdy dowiaduje się o katastrofie, czym prędzej wraca do Polski, szerokim łukiem omijając smoleńskie lotnisko – to do dziś jego wstydliwa karta.

Nie przeszkodziło mu to obsadzić się samemu w fotelu szefa zespołu PiS do spraw katastrofy smoleńskiej i przyciągnąć do niego masy kontrowersyjnych naukowców. Ich teorie dotyczące przyczyn katastrofy latami lansował w mediach, przyczyniając się do kolejnych wyborczych klęsk PiS. Choć często były to wersje wzajemnie sprzeczne, to w czasach opozycji nikomu to w PiS nie wadziło.

Zdrada smoleńska

Dziś sytuacja jest diametralnie różna. PiS jest u władzy, a Macierewicz ma swoich ludzi we wszystkich instytucjach, które dysponują wiedzą o Smoleńsku. Miał być przełom, a go nie ma. Macierewicz zapowiadał „nowe nagrania załogi tupolewa, które dotąd nie były znane” – minęło pół roku i cisza. Jako sensacje ujawniał filmy z tajnych rozmów Tuska z Putinem 10 kwietnia – które od lat są dostępne w internecie.

Nawet na prawicy słychać coraz więcej utyskiwań, że prace zespołu smoleńskiego Macierewicza przyklejonego do MON to porażka. Ze zgrzytaniem zębów przyjęto niedawne inspirowane przez Macierewicza publikacje „Gazety Polskiej”, wedle których ekshumacja pary prezydenckiej udowodniła, że tupolew uderzył w ziemię kołami, a nie w pozycji odwróconej – co fundamentalnie podważałoby dotychczasowe ustalenia przebiegu katastrofy. „Jak mógł uderzyć kołami, skoro rozpadł się w powietrzu?” – zżymali się prawicowcy, wypominając Macierewiczowi jedną z jego wcześniejszych fundamentalnych teorii.

Macierewicz czuje, że kłopoty nadciągają. I sięga po swą szablonową obronę – ucieczkę do przodu. Najpierw pojechał do siedziby NATO w Brukseli przekonując, że usłyszał deklarację pomocy w sprawie Smoleńska. A potem złożył do prokuratury doniesienie na Donalda Tuska zarzucając mu, że wybierając niewłaściwą podstawę prawną wyjaśniania katastrofy, dopuścił się „zdrady dyplomatycznej”.

Ale i to przestaje działać. Rzecznik NATO oświadczył, że w Kwaterze Głównej nic nie wiadomo o smoleńskiej prośbie Macierewicza. Także doniesienie w sprawie Tuska okazało się czystym chwytem pod publiczkę, bo prokuratura bada dyplomatyczną zdradę poprzedniego rządu już od pół roku. Zresztą przedstawiciele smoleńskich rodzin PiS zwracają uwagę z goryczą, że Macierewicz zarzuca Tuskowi trudną do wykazania przed sądem zdradę dyplomatyczną tylko dlatego, że inne, łatwiejsze paragrafy już się za rządów PiS przedawniły.

Być może Macierewicz Smoleńskiem uderzy w Tuska i jego ekipę. Ale nad nim samym też wisi smoleński miecz Damoklesa. Od wyborów przestał mówić o zamachu, skupiając się na błędach popełnionych po katastrofie. Elektorat jednak czeka, pytanie o jej ostateczną przyczynę musi w końcu paść.

Porzuceni i pokąsani

Zapytałem kiedyś lidera PiS, czy nie obawia się swego wiceprezesa. Wszak Macierewicz wszystkich wcześniejszych patronów prędzej czy później porzucał, ostro przy tym kąsając. Kaczyński odparł krótko i znacząco: – Znam historię swojego środowiska politycznego. Potrafię wyciągać wnioski.

Jeśli Macierewicz wciąż trzyma w hibernacji swą partyjkę, to znaczy, że też to potrafi. ©

Autor jest dziennikarzem Onet.pl.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz Onetu, wcześniej związany z redakcjami „Rzeczpospolitej”, „Newsweeka”, „Wprost” i „Tygodnika Powszechnego”. Zdobywca Nagrody Dziennikarskiej Grand Press 2018 za opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” artykuł „Państwo prywatnej zemsty”. Laureat… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 14/2017