Mistrz ciszy

Gdyby zestawiać aktorstwo dramatyczne ipantomimiczne, to pierwsze porównać by można do mniej lub bardziej realistycznego malarstwa, drugie - do japońskiej kaligrafii. Mistrzem scenicznej kaligrafii, powściągliwej, szlachetnej wgeście icałkowicie uniwersalnej, był zmarły właśnie Marcel Marceau.
Czyta się kilka minut
Marceau jako Bip /
Marceau jako Bip /

Jego trwające 84 lata życie mogłoby posłużyć za ilustrację dramatycznego biegu XX-wiecznej historii i dowód na ocalającą moc sztuki. Urodzony w żydowskiej rodzinie przybyłej do Strasburga z terenów dzisiejszej Ukrainy, Marcel Mangel stracił ojca w Auschwitz, sam zaś wraz z bratem działał w ruchu oporu, pomagał w ratowaniu żydowskich dzieci, był tłumaczem w armii generała de Gaulle'a.

Jakby na przekór tragicznemu losowi, w 1946 r. rozpoczął studia aktorskie u Étienne'a Decroux - ojca nowoczesnej pantomimy. Wybitny reżyser Jean-Louis Barrault obsadził go w pierwszej ważnej roli - Arlekina. Z inspiracji comedią dell'arte z jej protagonistami: Arlekinem i Pierrotem, z fascynacji japońskim teatrem nô oraz uwielbienia dla wielkich komików niemego kina: Chaplina, Keatona, braci Marx narodziła się postać, która do końca życia będzie scenicznym alter ego Marceau: Bip. Z pobieloną, podobną do maski twarzą, ubrany w pasiastą koszulkę, przyciasny frak i pognieciony cylinder z kwiatkiem, Bip łączył melancholijne usposobienie Pierrota i trzeźwą ironię paryskiego gavroche'a, przed okrucieństwem życia bronił się, opowiadając o swych tragikomicznych przygodach bezsłownym językiem poezji mimiki, gestu, tańca.

W 1950 r. założył własny zespół pantomimy - Compagnie de Mime Marcel Marceau - z którym wyruszał na trwające latami tournées. Był aktywny jako pedagog: w 1978 r. utworzył Międzynarodową Szkołę Mimu, w 1987 r. - Światowe Centrum Pantomimy Marcela Marceau, przez całe życie prowadził warsztaty. Wystąpił w takich filmach jak "Barbarella" Vadima czy "Nieme kino" Brooksa, publikował książki o losach Bipa.

Spektakle-mimodramy Marceau, choć obficie czerpały z realiów współczesnego świata, miały wymiar egzystencjalnych przypowieści - w czym bliżej było mu do teatru orientalnego niż europejskiej tradycji cyrku i kabaretu. Paroma gestami, w przeciągu kilku minut potrafił ukazać radość młodości i rozczarowania dorosłości, problemy starości i grozę śmierci. Ukazywał najbardziej intymne emocje w ich prawdziwym, niezakłamanym przez konwencje wymiarze.

Ze śmiercią Marceau odchodzi w przeszłość pantomima w swej najczystszej postaci - tej, za której pomocą w dwie minuty można było opowiedzieć całe ludzkie życie. Losy Wrocławskiego Teatru Pantomimy po śmierci Henryka Tomaszewskiego zdają się dowodzić, że sztuka ta ma niewielkie szanse na przetrwanie. Jednak, gdy przychodzi kryzys wiary w słowo, gest okazuje się jedynym niezdewaluowanym środkiem wyrazu. Mimowie będą nam jeszcze nieraz potrzebni.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2007