Tajemnica neoklasycznego Poliszynela

Prapremiera baletu Strawińskiego odbyła się w 1920 r. na scenie Opery Paryskiej. Przyjęcie okazało się znakomite, ale nowe dzieło wywołało też niemałe zaskoczenie.
Czyta się kilka minut
Zespół Spira mirabilis / Fot. WWW.SPIRAMIRABILIS.COM
Zespół Spira mirabilis / Fot. WWW.SPIRAMIRABILIS.COM

Urodzony w epoce renesansu włoski teatr ludowy, oparty na sztuce improwizacji aktorskiej i typizacji postaci, okazał się gatunkiem niesłychanie żywotnym. Przez 200 lat commedia dell’arte – jak napisał Allardyce Nicoll – kształtowała teatr europejski: bez niej Molier, ba, Szekspir, nie byliby tacy, jakimi ich znamy, nie wspominając o Marivaux, Gozzim czy Goldonim, którzy ją rozwijali i przekształcali.

Ale i w późniejszych czasach commedia dell’arte budziła fascynację. Wielkie ilustrowane studium poświęcił jej w XIX w. Maurycy Sand, syn sławnej George Sand. Oddziaływanie gatunku, spopularyzowanego w całej Europie przez wędrowne włoskie „kompanie”, znalazło też wyraz w lokalnych odmianach teatru jarmarcznego (przeważnie lalkowego): francuski ­Guignol, angielski Punch, niemieccy Kasperle i Hanswurst, rosyjski Pietruszka, a nawet turecki Karagöz to w pewnej mierze potomstwo commedii dell’arte; inną wywodzącą się z niej linią jest piękna tradycja francuskiej pantomimy, od Deburau po Marcela Marceau.

Gbur i łakomczuch

Commedia dell’arte bywała też motywem czy inspiracją w różnych dziedzinach sztuki europejskiej, co zaznaczyło się szczególnie w czasach fin de siècle’u oraz pierwszych dekad XX w., kiedy postaci komedii – na czele z Arlekinem – pojawiają się w grafice i malarstwie u Beardsleya, Ensora, Picassa, Deraina, Juana Grisa, w operach „Pajace” Leoncavalla, „Le Maschere” Mascagniego, „Ariadna na Naksos” Ryszarda Straussa, „Arlecchino” Busoniego, „Miłość do trzech pomarańczy” Prokofiewa, w baletach „Miliony Arlekina” Drigo/Petipy, „Der letzte Pierrot” Karola Rathausa i oczywiście „Pulcinella” Strawińskiego, w muzyce instrumentalnej – „Polichinelle” Rachmaninowa i „Scaramouche” Milhauda.

Pulcinella, niekiedy zwany u nas z francuska Poliszynelem, wywodzi się z neapolitańskiej odmiany commedii. Wyemancypował się z kategorii „zanni”, czyli służących. Klasyczny neapolitański Pulcinella to osobnik niezbyt rozgarnięty, choć przebiegły, przy tym gbur i wielki łakomczuch (ponieważ czuje się nieustannie głodny, bywa sługą dwóch panów – jak u Goldoniego). Na starych rycinach przeważnie ma garb i wystający brzuch, do nienaruszalnego kanonu tej postaci należy jej kostium: biała, luźna, przepasana w talii bluza i takież spodnie, stożkowata czapka oraz maska kryjąca górną połowę twarzy, przeważnie czarna, wyposażona w długi, „ptasi” nos. Jak głosi podpis pod jedną z takich rycin, „łatwo go spotkać w kuchni”. Jest też żywą kroniką wydarzeń i plotek, stąd też znane w kilku językach europejskich określenie „tajemnica Poliszynela”.

„Przejrzałem i zakochałem się”

Pulcinella, jak już wspomnieliśmy, jest antenatem Pietruszki, warto więc zauważyć, że Igor Strawiński, przyjmując w roku 1919 zamówienie szefa Baletów Rosyjskich Sergiusza Diagilewa, już po raz drugi w swej twórczości nawiązywał do świata ludowej komedii, tym razem w jej bardziej uniwersalnej postaci. Diagilew pragnął zapewne powtórzyć sukces napisanych dla jego zespołu baletów Vincenza Tommasiniego („Le donne di buon umore”) i Ottorina Respighiego („La boutique fantasque”); pierwszy z nich był orkiestrową adaptacją sonat Domenica Scarlattiego, drugi – utworów fortepianowych Rossiniego. Tym razem Diagilew zaproponował kompozytorowi opracowanie odnalezionych w Neapolu i Londynie utworów neapolitańskiego mistrza pierwszej połowy XVIII w., Pergolesiego. „Kiedy powiedział, że chodzi o Pergolesiego – wyznał Strawiński w jednej z rozmów z Robertem Craftem – pomyślałem, że zwariował. Z Pergolesiego znałem tylko »Stabat Mater« i »La Serva Patrona« i chociaż tę ostatnią oglądałem niedawno w Barcelonie, Diagilew wiedział, że nie byłem nią ani trochę podniecony. Niemniej przyrzekłem mu, że przejrzę tę muzykę i przekażę mu swoją opinię. Przejrzałem, i zakochałem się w niej” (cytat za: L. Erhardt, „Strawiński”, Warszawa 1978).

Scenariusz baletu został zapożyczony z neapolitańskiego rękopisu z roku 1700. Główny bohater niezupełnie przystaje tu do klasycznego modelu, można by rzec, że więcej ma z charakteru Arlekina: jest nie tylko sprytny, ale też odważny i wielkoduszny, i z łatwością podbija kobiece serca. To ostatnie jest źródłem zmartwień kochającej go Pimpinelli. Co gorsza, postanawiają go zabić dwaj młodzieńcy, zazdrośni o swe dziewczyny. By zyskać ich przychylność, przebierają się w strój i maskę Pulcinelli. Ten z kolei, zaatakowany przez swych sobowtórów, pada na ziemię i udaje martwego. Gdy napastnicy się oddalają, jego miejsce zajmuje przyjaciel, przywdziawszy jego strój. Prawdziwy Pulcinella powraca w kostiumie czarodzieja, by „wskrzesić” opłakiwanego... samego siebie. W pewnym momencie na scenie tańczą czterej identyczni Pulcinellowie, a wszystko kończy się zgodnie z regułą „lieto fine”, czyli szczęśliwego zakończenia.

Zgrzytliwe harmonie

Trwający niewiele ponad pół godziny utwór składa się z ośmiu scen poprzedzonych sinfonią (uwerturą). Lekkie, transparentne jest brzmienie orkiestry, ograniczonej do niespełna czterdziestu muzyków. Osobliwością, ale i szczególną atrakcją utworu jest wprowadzenie partii wokalnych, sopranowej, tenorowej i basowej; odpowiednie fragmenty znalazł Strawiński w operach Pergolesiego (głównie w „Lo frate ‘nnamorato”).

Prapremiera baletu odbyła się 15 maja 1920 r. na scenie Opery Paryskiej pod batutą Ernesta Ansermeta, z choreografią Leonida Miasina, który wystąpił też w roli tytułowej. Przyjęcie okazało się znakomite, ale nowe dzieło wywołało też niemałe zaskoczenie. Nie było bowiem ani zwyczajnym opracowaniem, ani stylizacją, ale raczej swoistą interpretacją muzyki XVIII-wiecznej. W wielu momentach słuchacz może odnieść wrażenie, że obcuje po prostu ze stylową aranżacją, ale „tuż za rogiem” czyhają na niego niespodzianki w postaci dźwięków obcych, zgrzytliwych harmonii, a także rozwiązań instrumentacyjnych, które w epoce Pergolesiego byłyby nie do pomyślenia. Te środki Strawiński dozuje z ogromnym umiarem i delikatnością, zabarwiając muzykę neapolitańskiego mistrza na swój indywidualny sposób, nie niwecząc wszakże jej uroku, nawet w chwilach, gdy wprowadza akcenty parodystyczne bądź groteskowe.

„Pulcinella” wszedł do standardowego repertuaru symfonicznego w postaci suity orkiestrowej. Wykonania z udziałem śpiewaków zdarzają się dużo rzadziej.


OLGIERD PISARENKO jest muzykologiem i krytykiem, członkiem redakcji „Ruchu Muzycznego” (w latach 2008-13 był redaktorem naczelnym tego pisma). Na przełomie lat 80. i 90. przez prawie dekadę był przewodniczącym Komisji Repertuarowej „Warszawskiej Jesieni”.


Wykonanie dzieła Igora Strawińskiego „Pulcinella. Ballet avec Chant” przez zespół Spira mirabilis odbędzie się 13 września o godz. 19.00 na scenie Impartu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2013

Artykuł pochodzi z dodatku Wratislavia Cantans 2013