Reklama

Mikroplanety

Mikroplanety

29.11.2021
Czyta się kilka minut
Na rynek trafiają sutereny, mieszkania z roszczeniami, poddasza bez okien albo mikrokombinaty: łóżko z sedesem i pralką. Skrytki na ciało. Naprawdę małe planety singli. Bardzo jednoosobowe mikroplanety ultrasingli.
Dorota Masłowska / fot. Grażyna Makara
Dorota Masłowska / fot. Grażyna Makara
O

Obejrzawszy ostatnio w niezdrowej masie wiele komedii romantycznych, nie dowierzam własnym oczom. Skwierczę z zazdrości nie tylko o happy endy uczuciowych perypetii i ślubne kobierce, ale też wspaniałe potencjały mieszkaniowe i wnętrzarskie, które rozgrywają się w Warszawie cały czas jakby obok, jakby pomimo mnie, za moimi plecami. Okazuje się, że wszystkie skromne samotne atrakcyjne polonistki, wszystkie niepozorne piękne ekspedientki, wszyscy obłędnie przystojni i czyści mechanicy samochodowi i borykający się z problemami finansowymi sexy bezrobotni ledwie wiążą koniec z końcem w swoich 200-metrowych, świetnie zaprojektowanych i doświetlonych mieszkaniach.

Oczywiście, to było jeszcze przed załamaniem złotego. Ale gdyby ktoś zwiedziony urokiem tych przestronnych hangaro-garsonier, tych gigantycznych kawalerek, rozbił świnkę skarbonkę, rozpruł skarpetę, zbadał swoją zdolność kredytową i przybywszy do stolicy z pragnieniem zakupu podobnej zaczął eksplorować rynek nieruchomości, mógłby bardzo się zdziwić. Świetliste pokoje, pysznie dobrane kolory, wysmakowane bibeloty, wielkie okna z widokiem na spienione zielenią parki zdają się naprawdę daleko idącą fantazją na temat jednoosobowego mieszkania w Warszawie.

Takie poszukiwanie samo w sobie zawsze jest niezwykłe. Budynki, których w ogóle nie rejestrujemy, fasady, które na co dzień wpadają nam jednym okiem, a wypadają drugim, nagle objawiają złożone życie wewnętrzne. Niesamowity jest ten nagły wstęp do obcych klatek schodowych szczelnie wypchanych życiowymi fabułami, zapachów obiadów, szczęku łyżek, strzępów uniesionych w kłótni głosów. A także wnętrz mieszkań, pustych jak scena po spektaklu. Cienie na ścianach po obrazach, kółka po kubkach na meblach, plamy na dywanach i tapicerkach, zapachy i smrody, aury. Odciski dawno żyjącego gdzie indziej albo nieżyjącego już życia.

W dobie rozszalałej inflacji na rynku małych mieszkań zapanował kompletny szał. Bloki i kamienice ujawniły swoje najwstydliwsze, skrywane zakamarki, dotychczas niemożliwe do sprzedania. Koniunktura pozwoliła im wychynąć z niebytu w przebraniu niepowtarzalnych okazji. Gdy nie pomagają zrobione obiektywem szerokokątnym albo celowo niewyraźne zdjęcia, bijącą po oczach szpetotę lokalu albo jego groteskowy rozmiar jest w stanie podreperować nieco język. Tu agenci naprawdę dokonują salt i szpagatów. Tytułowanie ogłoszenia „POCZUJESZ SIĘ, JAKBYŚ PRZENIÓSŁ SIĘ W CZASIE” zamienia wizytę w zagrzybiałym pokoiku z meblościanką na placu Hallera w zwariowaną podróż międzygalaktyczną. Jednak ostatecznie trzeba z niej wrócić do rzeczywistości i skonfrontować się z faktem, że remontu nie robiono tu od lat 70. Atutem klimatycznej kawalerki na Grójeckiej okazuje się metro. Wielość wykrzykników wyraża chyba ekscytację faktem, że metro w ogóle istnieje, bo Grójecka ma z nim niewiele wspólnego. Nazywanie mieszkania PRZESTRONNYM albo USTAWNYM nieco łagodzi przykry fakt, że ma ono jedenaście metrów. Myślę jednak, że nie na długo. Pośród wielu antylukratywnych ofert największe wrażenie robi mieszkanie na Bitwy Warszawskiej. Nieporadne zdjęcia na portalu z ogłoszeniami, wstawione z jakiegoś powodu w poziomie, przedstawiają posępny pokój z chylącymi się ku upadkowi meblami, smutne smugi szarych firan, tapczan zasłany przezroczystą od prania pościelą w kwiatuszki. Reklamówki z lekami, blistry acardu. Mimowolnie uchwycono czyjąś skromną, gasnąco-blednącą obecność. Dopiero potem doczytuję anons do końca („mieszkanie z DOŻYWOTNIKIEM lat 90”). To nie jest komedia, to kino moralnego niepokoju.

Desperacja i pośpiech kupujących zdają się wzmagać kreatywność właścicieli i agentów. Na rynek trafiają nawet sutereny, mieszkania z roszczeniami, poddasza bez okien albo mikrokombinaty: łóżko z sedesem i pralką. Nie mówię, że mieszkając w takim łazienko-łóżku, nie można mieć barwnego, satysfakcjonującego, spełnionego życia. Do wyobraźni uderza mi jednak pewien bardzo konkretny los, determinowany przez taki dom, w którym śpi się, wydala i pierze ubrania. To skrytki na ciało. Naprawdę małe planety singli. Bardzo jednoosobowe mikroplanety ultrasingli. Kamery się do nich nie zmieszczą. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]