Mierz siły na zamiary

Ghazni, jedna z 34 prowincji Afganistanu, to teren trudny nie tylko geograficznie i militarnie (góry; bliskość słabo strzeżonej granicy z Pakistanem), ale zwłaszcza politycznie: kto ją kontroluje, ten kontroluje biegnącą tamtędy strategiczną drogę Kabul-Kandahar, główne połączenie komunikacyjne między stolicą a południem kraju. Wprawdzie w Ghazni jest spokojniej niż w południowych prowincjach Helmand czy Kandahar, gdzie trwa regularna wojna partyzancka między talibami a wojskami międzynarodowymi, wspieranymi niemrawo przez armię afgańską. Ale także w Ghazni aktywność talibów będzie rosnąć, a nie słabnąć.
Czyta się kilka minut

Wszystko, co napisano w powyższym akapicie, to oczywistości - piszą o tym gazety, wiedzą to politycy. Także premier i szef MON. Ich ambicje i ich decyzja sprawiły, że polski kontyngent w Afganistanie przejął właśnie od Amerykanów kontrolę (politycy wolą słowo: odpowiedzialność) nad Ghazni. Z wypowiedzi decydentów można wnosić, że do tego dążyli; minister obrony uważa, że sprawowanie kontroli nad całą prowincją podnosi pozycję Polski.

Być może za decyzją taką stoją mocne racje, choć rząd nie zadał sobie wiele trudu, by przekonać do nich opinię publiczną. Jednak nie trzeba być specjalistą od wojskowości, aby dostrzec, że w ślad za tą decyzją powinna chyba natychmiast pójść kolejna - politycznie ryzykowna, ale świadcząca o odpowiedzialności: decyzja o podniesieniu liczebności polskiego kontyngentu dwu-, jeśli nie trzykrotnie. W tej chwili tylko połowa z 1600 polskich żołnierzy należy do jednostek bojowych; reszta to logistycy, mechanicy itd. Minister obrony musi być wielkim optymistą, jeśli wierzy, że 800 żołnierzy i kilka helikopterów może kontrolować obszar wielkości województwa warmińsko-mazurskiego, zamieszkany przez ponad milion ludzi.

W każdym razie, jeżeli talibowie nie wykażą zrozumienia dla oczekiwań polityków z Warszawy, wiadomo, kto zapłaci za taką beztroskę i za strach przed niepopularnymi decyzjami: polscy żołnierze i afgańscy cywile.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 45/2008