Reklama

TP Historia - 85.Boniecki

Maryja, Miriam, matka

Maryja, Miriam, matka

02.07.2008
Czyta się kilka minut
Niezwykły reprint
"Ewangelia według matki Jezusa" - okładka
C

Chcąc tedy pewnym postępować krokiem w zbieraniu historyi o cudownych obrazach, by za innymi nie powtarzać błędnych może lub bezpodstawnych wieści, potrzeba we wielu przy­padkach szukać tych wiadomości w samym ich źródle. To jest trzeba te miejscowości zwiedzić osobiście i tamże z aktów kościelnych i wiaro­godnych opowiadań dowiadywać się o historyi poszczególnych obrazów. Tego też środka używaliśmy, zajmując się przez kilkanaście lat wydawnictwem »Intencyi Apostolstwa«, pisma miesięcznego, w którym każ­dego miesiąca umieszczaliśmy opisy i illustra­cye cudownych obrazów. Aby mieć także mo­żliwie dokładne rysunki cudownych obrazów, zwiedzaliśmy każdego roku pewną część kraju z fotograficznym aparatem i zbierając zapiski o cudownych obrazach, robiliśmy fotograficzne zdjęcia z tychże obrazów. Tym sposobem zwie­dziliśmy niemal wszystkie cudami słynne obrazy Matki Najśw. kraju naszego, będącego pod rząd­em austryackim lub pruskim. Ponieważ w kra­jach znajdujących się pod rządem rosyjskim taka podróż nie byłaby możliwą, staraliśmy się inną drogą o zebranie pewnych wiadomości o cudownych obrazach i o fotografie obrazów z owych stron naszego kraju".

Tak prezentował swoje czterotomowe opus vitae ks. Alojzy Fridrich T.J. (1850-1927). Jako współpracownik, a następnie redaktor pisma "Intencje Apostolstwa Modlitwy" zbierał informacje o maryjnych sanktuariach. Materiał zamierzał podzielić według klucza geograficznego na trzy tomy: "w pierwszym - pisał - pomieścimy historye obrazów znajdujących się we Wielkiem Księ­stwie Poznańskiem i Prusach Zachodnich; w dru­gim obrazy Galicyi, Ślązka austryackiego i pru­skiego; w trzecim wreszcie tomie: obrazy cudo­wne Królestwa polskiego, Wołynia, Litwy i Żmudzi". Materiał w trzech tomach się jednak nie zmieścił; tom czwarty obejmuje m.in. "cudami i łaskami wsławione wizerunki Najśw. Panny znajdujące się poza granicami teraźniejszych polskich dyecezyi, w ziemiach, które dawniej, w różnych czasach do Polski należały - jak niegdyś tak i teraz przez polski lud graniczny pobożnie bywają nawiedzane". Cena broszurowego tomu wynosiła 3 korony (3 marki), a w oprawie ozdobnej "w angielskie płótno ze złotym odciskiem" - 3 korony 50 halerzy (3 marki 50 fenigów). Pierwszy tom ukazał się w roku 1902, czwarty w 1911 - w Krakowie "nakładem Wydawnictwa Tow. Jez.". Dziś otrzymaliśmy wszystkie cztery w jednotomowym reprincie, także "ze złotym odciskiem".

Wydanie dzieła miało oczywiste cele patriotyczne, było wyrazem przekonania, że podzielonych granicami rozbiorów Polaków łączy wiara, a szczególnie nabożeństwo do "Matki Najśw.". Swoistą wymowę ma wzmianka o trudnościach, na jakie natrafiło zbieranie materiałów "w kra­jach znajdujących się pod rządem rosyjskim", i tajemnicza informacja, że starano się "inną drogą o zebranie pewnych wiadomości".

Książka ma też wartość dokumentu. Zebrane u źródeł informacje pozwalają na weryfikacje dopisywanych później legend i opowieści. Jednak ks. Alojzy Fridrich nie może być traktowany jako ostateczna wyrocznia. Zapisuje z całą powagą różne, pielęgnowane przez pokolenia legendy, w dobrej wierze przyjmuje nieścisłości historyczne, które wyjaśnione zostaną znacznie później, jak choćby w przypadku dziejów Jasnej Góry. Książka będzie więc okazją do historycznej weryfikacji, być może przypomni chwalebne, lecz zapomniane karty dziejów różnych kościołów i parafii.

"Historye..." mają jeszcze jeden niesłychany walor. Autor, nawet nie wiedząc o tym, odsłania przed nami obraz Matki Jezusa w świadomości wierzących. Spoza cech i kwalifikacji, które Maryi przypisuje doktryna Kościoła, wyłania się postać utkana z wyobrażeń, niekiedy - gdy się dobrze zastanowić - dziwna.

Jej dobroć wyraża się w tym, że Władysława Warneńczyka "w dziecinnych jeszcze latach" uzdrowiła ze śmiertelnej choroby, a potem, gdy podczas polowania w "niepołomickiej puszczy w lesie zabłądził", jak tylko polecił się Jej (czczonej w kościele w Gdowie) opiece, w bezpieczne miejsce wyprowadziła. Jest stanowcza, gdy chodzi o dotrzymywanie obietnic. W każdym razie ta ze Staniątek. Niejaki Geramb, "jeden z wyższych oficerów austryackich", w czasie wojen napoleońskich obiecał w zamian za ocalenie szerzyć Jej cześć. Mimo "krwawych utarczek, za opieką Matki Bolesnej nie tylko że włos z głowy jego nie spadł, ale nadto dosłużył się chwały i rangi jenerała". Atoli zapomniał o wdzięczności i nie wypełnił obietnic. I co? Śmiertelnie zachorował. Wtedy sobie przypomniał, do kaplicy w Staniątkach ofiarował obraz, a sam wstąpił do trapistów.

Potrafi być groźna. Szwedzi, którzy w kwietniu 1702 r. zajęli Wilno, zabronili śpiewania przed obrazem Ostrobramskiej pobożnych pieśni. W bramie postawili straże. Żołnierze, "roznieciwszy w tej bramie ogień, sami zaczęli bezbożnie piosnki śpiewać - aż oto nie­spodzianie duże żelazne drzwi bramy spadły na nich i dwóch z nich na miejscu zabiły, dwóch innych pokaleczyły tak bardzo, że wkrótce życie zakończyli. Dwa dni później Antoni Nowosielski, strażnik nadworny, poleciwszy się opiece Najśw. Panny, wpadł na czele szczupłego oddziału przez Ostrą Bramę do miasta, Szwedów rozpędził, wielu z nich trupem położył, i nietknięty od strzałów nacierających nań Szwedów, wrócił bezpiecznie do swoich".

Tak więc pracowitemu jezuicie z Nowego Sącza zawdzięczamy fascynujący zapis wiary, ufności, otrzymanych łask, pobożnej fantazji i niebywałej czci, jaką Polacy otaczali Matkę Najświętszą.

Matka Jezusa

Marek Halter, francuski pisarz żydowskiego pochodzenia (urodzony w Warszawie w 1936 roku), znany jest polskim czytelnikom z siedmiu powieści. O jednej z nich ("Sara") pisałem w "Lekturach pobożnych". "Ewangelia według matki Jezusa" to kolejna z cyklu opowieści biblijnych.

Towarzyszymy Miriam żyjącej w dramatycznym, po mistrzowsku zrekonstruowanym świecie okupowanego przez Rzymian Izraela. Może znawcy archeologii biblijnej wytkną Halterowi jakieś nieścisłości, ale ja, czytelnik tylko z grubsza znający epokę, nie mogłem się oprzeć poczuciu, że "tak właśnie mogło być". Skąpe w Ewangeliach informacje o Matce Jezusa autor dopełnia własną wyobraźnią. Powstaje pełna napięcia, piękna opowieść o niezwykłej Dziewczynie, w której zakochuje się szalony bojownik o wyzwolenie Barabasz, którą szanuje nietypowy członek Sanhedrynu Nikodem i którą podziwem i miłością darzy stary esseńczyk, mędrzec znad Morza Martwego, Józef z Arymatei. Barabasz z towarzyszami potajemnie zdejmują z krzyża i ratują skazanego przez Heroda na śmierć ojca Miriam, Joachima. Miriam nie zakochuje się w Barabaszu, choć do końca pozostanie on jej przyjacielem, ale w jego towarzyszu Abdiaszu. Abdiasz jednak tragicznie umiera. Jego śmierć pogrąża Miriam w rozpaczy. Ale Miriam jest postacią niezwykłą. Odnajduje siły.

Niezwykłe (cudowne) jest poczęcie jej syna Jeszui. Nie ma męża. Józef jest przyjacielem i uczniem Joachima (także cieśli), mężem przyjaciółki Miriam, chorowitej matki kilkorga dzieci, Halwy. Halwa umiera, Józef z ogromną delikatnością ofiarowuje się być opiekunem oczekującej dziecka Miriam. Wszystko dzieje się w klimacie walki z ciemiężcami, lęku i nadziei, wiary i zwątpienia.

Opowieść niby się kończy na spisie ludności w Betlejem. Tu w tekście pojawia się kursywa. Autor opisuje swą pierwszą od opuszczenia Polski podróż do Warszawy i spotkanie z (chyba, bo nie nazwaną wyraźnie w tekście) Ireną Sendlerową. Tajemnicza staruszka wręcza mu zwój papirusu. Poznajemy z jej ust historię tego dokumentu. Po odczytaniu go autor odkrywa, że stał się posiadaczem ewangelii Miriam z Nazaretu. Tekst dokumentu - miejscami uszkodzony - opowiada ustami Miriam dzieje Jeszui. Jeszua, zdjęty z upoważnienia Piłata z krzyża, został uratowany. Po trzech dniach wrócił do sił. Odszedł w nieznane. Nikomu nie pozwolił sobie towarzyszyć.

Przyznam, że - oczarowany książką - żałowałem, że Autor pojechał do Warszawy...

Pani doktor święta

Często wspominaliśmy ją po śmierci Agaty Mróz. Bo i ona ryzykowała niemal pewną śmierć, żeby mogło na świat przyjść dziecko: święta Joanna Beretta Molla (1922-1962), lekarka, matka czworga dzieci, kanonizowana 16 maja 2004 roku przez Jana Pawła II. Kiedy w trakcie ciąży (oczekiwała czwartego dziecka) pojawił się włókniak macicy, "dokonała - jak napisał jej brat Ferdynand, lekarz, obecny przy operacji - całkowicie wolnego wyboru i zdecydowała się na rozwiązanie najbardziej dla niej ryzykowne i zagrażające życiu. Uczyniła tak z poczucia odpowiedzialności macierzyńskiej i najwyższego szacunku dla tego dziecka, które nosiła w łonie...". Operację przeprowadzono 16 września 1961 r.

Usunięto "dużą masę nowotworu, nie uszkadzając jamy macicy". Dziecko, przy pomocy cesarskiego cięcia, przyszło na świat 21 kwietnia 1962 r.

"Kilka dni przed porodem - napisał w ujętym w formę listów do żony wspomnieniu jej mąż Piotr Molla - zdecydowanym, a jednocześnie pogodnym tonem, z głębokim spojrzeniem, którego nigdy nie zapomnę, oświadczyłaś mi: Jeśli będziecie musieli wybierać pomiędzy mną a dzieckiem, nie wahajcie się: wybierzcie - nakazuję wam to - dziecko. Ratujcie dziecko". Zmarła 28 kwietnia, kilka godzin po odwiezieniu jej ze szpitala do domu. Być może dziś można by było ją uratować, wówczas nie było to możliwe. 24 kwietnia 1994 r.

Jan Paweł II ogłosił Joannę Berettę Mollę błogosławioną. Kanonizował ją dziesięć lat później. Była to pierwsza od wyniesienia na ołtarze Karola Boromeusza w 1610 roku kanonizacja osoby z diecezji mediolańskiej.

Relację o dramatycznych wydarzeniach ostatnich miesięcy życia Joanny należy odczytać w kontekście całego jej życia. Wydana u nas ostatnio doskonała biografia przybliża nam postać tej świętej, ostatniej kanonizowanej przez Jana Pawła II. Wychowana w rodzinie religijnej, dalszą formację otrzymała w katolickiej szkole. Jako nastolatka marzyła o wstąpieniu do zakonu, zakonnicą jednak nie została. Całe życie była zaangażowana w życie Kościoła. Niemal każdego dnia przystępowała do Komunii św., pracowała jako wolontariuszka w Akcji Katolickiej. Wstąpiła na medycynę. Ukończyła specjalizację w pediatrii i przygotowywała się do zdobycia następnej, z ginekologii i położnictwa (biograf nie odnotował, czy ten plan zrealizowała).

Pracę lekarza traktowała jako powołanie. Zamierzała wyjechać do Brazylii, gdzie jako misjonarz i lekarz pracował jej brat, ksiądz Albert. Zmieniła jednak zamiary i poślubiła starszego o dziesięć lat inżyniera Piotra Mollę. To była wielka miłość. Zamieszczone w książce fragmenty ich listów z okresu narzeczeństwa, a potem małżeństwa (praca Piotra wymagała częstych zagranicznych podróży, wtedy pisali do siebie codziennie) są świadectwem pięknej i czułej miłości ich dwojga, z czasem także dzieci. To najpiękniejsza część książki.

Już pogrzeb doktor Joanny pokazał, że pamięci o niej towarzyszy powszechne przekonanie o jej świętości. To przekonanie z upływem czasu rosło. Jan Paweł II w homilii podczas Mszy św. kanonizacyjnej powiedział o Joannie, że była "zwykłym, ale jakże wymownym świadkiem Bożej miłości", i przypomniał słowa napisane przez nią kilka dni przed zawarciem małżeństwa: "Miłość to najpiękniejsze uczucie, które Pan zaszczepił w ludzkich duszach".

Była "zwykłym" człowiekiem. Kochała muzykę, teatr i górskie wędrówki, lubiła piękne stroje. Obyta ze światem kościelnym, bywała także w środowiskach całkiem laickich. Znakomicie wykonując pracę zawodową, umiała godzić ją z troską o dom i rodzinę. Po jej pogrzebie jeden z rzemieślników wspominał: "Nie chciała, żeby jej usługiwano. Kiedy przychodziliśmy do jej domu, żeby naprawić jakiś drobiazg, to ona zawsze sprzątała, jeśli gdzieś nabrudziliśmy. Taka kobieta jak ona nie powinna umierać... miała tylko jedną wadę: była zbyt dobra".

Kościół, wynosząc kogoś na ołtarze, daje wzór swoim wiernym. Niewątpliwie uwagę na postać doktor Joanny ściągnęło to, co głosiła umieszczona na drzwiach kościoła klepsydra: "świadomie ofiarowała siebie samą w zamian za życie córki Joanny Emanueli". Sam w sobie akt heroicznego poświęcenia życia, godny czci od ludzi i przyjęty przez Pana Boga, nie jest jednak tytułem do wszczynania starań o beatyfikację. Za podziwem musiało iść bliższe poznanie życia św. Joanny. I okazało się, że heroiczna decyzja, której ceną było wielkie cierpienie i śmierć, stanowiła ostatni akord całego jej życia, życia prześwietlonego miłością Boga i bliźnich.

Ani historia jej życia, ani kanonizacja nie są przeciw komukolwiek. Nie można przecież nikogo obwiniać za brak heroizmu. Heroizm jest wyjściem poza granicę miar zwykłych ludzkich możliwości. Przykład świętych mówi tylko tyle i aż tyle: popatrzcie, i taka droga jest możliwa.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]