Miał niespełna 12 lat, gdy zainteresował się „obecnością Pana w Eucharystii” i zaczął zbierać opisy „cudów eucharystycznych” – zjawisk, w których zamiast konsekrowanego chleba (hostii) i wina pojawiają się fragmenty ludzkiego ciała i krwi. Mówiąc językiem teologii – w których substancjalna obecność Chrystusa, zgodnie z dogmatem Kościoła zawsze niewidzialna i niedostrzegalna, „ośmiela się” być widzialną i namacalną.
Nie ma podstaw, by wątpić w szczerość i siłę duchowych przeżyć chłopca, które towarzyszyły jego zainteresowaniom i je ożywiały. Nawet jeśli wiemy, że w czasie swej kolekcjonerskiej pracy mógł wykorzystać jedynie elementarne narzędzia analizy, dostępne nastolatkowi, i nie do końca przemyślane formy wyrazu.
Można jednak pytać, jak to możliwe, że droga, jaką Kościół przebył w ciągu ostatnich 70 lat, by lepiej zrozumieć eklezjalny sens Eucharystii i jej celebracji, dotarła do młodego, gorliwego „misjonarza internetu” w sposób tak wypaczony, wskazujący na niepełne i niewłaściwe rozumienie tajemnicy eucharystycznej? A nawet więcej: dlaczego pobłażano tym zainteresowaniom „cudami”, zaniedbując „Cud prawdziwy”? I kto wciąż ma interes w tym, by „apostoła Eucharystii” redukować do funkcji „komputerowej monstrancji”?
Dwie instytucje włożyły wiele wysiłku, by przekonać nas, że pobożne hobby nastolatka jest godne uznania za „szczególną misję” w propagowaniu kultu Eucharystii: Stowarzyszenie Carlo Acutis, które po przedwczesnej śmierci chłopca wystąpiło do władz kościelnych o jego wyniesienie na ołtarze, oraz Dykasteria do spraw Świętych, która proces beatyfikacyjny i kanonizacyjny prowadziła. Obie wciąż wykorzystują pobożne życie chłopca do przekazywania nam wątpliwej teologii, skupiającej się nie na tym, co istotne (komunia, wspólnota ołtarza i Słowa), ale na sprawach pobocznych (przechowywanie Eucharystii).
Posoborowa teologia Eucharystii
Na internetowych stronach stowarzyszenia (www.carloacutis.com) znajdziemy sporo tekstów wprowadzających do „Wystawy cudów eucharystycznych”, którą nastoletni Carlo chciał zaprezentować całemu światu. W jednym z nich o. Roberto Coggi, zmarły przed rokiem dominikanin z Bolonii, profesor teologii dogmatycznej [we Włoszech znany przede wszystkim z popularyzatorskich audycji teologicznych w Radiu Maryja – przyp. red.], pisze:
„Znamy doktrynę katolicką dotyczącą »rzeczywistej obecności«. Dzięki słowom konsekracji: »To jest Ciało moje«, »To jest Krew moja«, substancja chleba staje się Ciałem Chrystusa, a substancja wina – Jego Krwią”.
Słowa konsekracji zostały jednak przez dominikanina wyrwane z kontekstu, którego pomijać nie wolno. W mszale rzymskim (zatwierdzonym w 1970 r.) formuła ta brzmi: „Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy: to jest ciało moje...” oraz „Bierzcie i pijcie z niego wszyscy: to jest kielich mojej krwi, nowego i wiecznego przymierza, która za was i za wielu została przelana dla odpuszczenia grzechów. To czyńcie na moją pamiątkę”.
To, co boloński teolog uznaje za „doktrynę Kościoła”, jest więc najwyraźniej jedynie owocem jego wyobraźni. Sobór Watykański II, wytyczając nową drogę w podejściu do Eucharystii, zaleca, by podchodzić do niej nie jak do „świętej rzeczy”, która „zawiera” Pana, ale jak do „działania Chrystusa i Kościoła”.
Słowa „to czyńcie na moją pamiątkę” nie odnoszą się bowiem do jednego, suchego aktu (wygłaszanej przez kapłana formuły „to jest Ciało moje” i „to jest Krew moja” nad chlebem i winem), ale do całej rytualnej sekwencji aktów, gdy Jezus „bierze”, „dziękuje”, „łamie”, „rozdziela” i „mówi”. Każde z tych działań Jezusa stanowi inną część mszy, ale to ich sekwencja oferuje nam obecność, której doświadczamy podczas spożywania jednego chleba i picia jednego kielicha.
„Obecnością Pana” jest cała Eucharystia, począwszy od złożenia darów, poprzez modlitwę eucharystyczną, łamanie chleba, aż po komunię. „To czyńcie” dotyczy wszystkich tych działań, a nie tylko jednej formuły dotyczącej jednej sprawy. Redukowanie mszy do konsekracji jest wypaczeniem.
Niedouczeni nauczyciele Carlo Acutisa
Na tej samej stronie stowarzyszenia bp Raffaello Martinelli przypomina, że cuda eucharystyczne nie są „przedmiotem wiary”. I słusznie. Jednak już po chwili uznaje je za „użyteczną pomoc dla wiary”, która kieruje „naszą uwagę ku temu, co niewidzialne”. Logiki w tym nie ma – przecież cuda eucharystyczne przyciągają wiernych właśnie „widzialnością” największej tajemnicy.
Biskup uważa też, że są one świetną okazją do katechezy. Ale dlaczego „cuda eucharystyczne” miałyby być okazją do mówienia o czymś innym – biskup nie tłumaczy. Nie wyjaśnia też, dlaczego widzenie tego, co powinno pozostać niewidzialne, ma nam pomóc uwierzyć? Związek pomiędzy „substancjalną obecnością” a „widzeniem substancji” nie jest przecież ani oczywisty, ani jasny.
Wśród tekstów o „publicznych objawieniach” nie znajdziemy ani jednego, który mówiłby o eklezjalnej, wspólnotowej wartości Eucharystii. Wszystkie wydają się pochodzić z innego świata, zamkniętego za murami klasztorów czy biskupich kurii, bez jakiegokolwiek styku z życiem. Wiele z nich jest przejawem zniekształconej nauki o Eucharystii, którą zasugerowano, a może wręcz narzucono młodemu chłopcu.
Powiedzmy to raz jeszcze: nie są to zarzuty wobec Carla Acutisa czy tym bardziej atak na niego. Raczej sugestia, że może powinniśmy mówić o jego świętości „pomimo” jego fiksacji na punkcie „cudów eucharystycznych”, objawiającej się w usilnych próbach przekonania – siebie i innych – że da się zobaczyć to, co ze swej natury widzialne być nie może.
Nie podważając dobrych intencji nastolatka, powinniśmy nabrać podejrzeń wobec tych wszystkich nauczycieli, którzy otaczali go już za życia, a po jego śmierci wykorzystują do głoszenia wątpliwej teologii. Problemem nie jest „eucharystyczny analfabetyzm” młodego chłopca, a dorośli, którzy włożyli mu do głowy wizje „eucharystycznych cudów”.
Carlo Acutis i XIX-wieczna teologia
Odpowiedzialność za propagowanie wątpliwej teologii przy okazji kanonizacji Carla Acutisa spada też na Dykasterię do spraw Świętych. Dokumenty z procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego „misjonarza Eucharystii”, dostępne na jej stronach internetowych, zatytułowane zostały zdaniem, którego Acutis ma być autorem:
„Wszystkie cierpienia, które będę musiał znieść, ofiarowuję Jezusowi, za papieża i Kościół, aby nie pójść do czyśćca, ale prosto do nieba”.
To dość zaskakujące wyznanie. Nie tylko ze względu na sposób, w jaki nastoletni chłopiec myśli o cierpieniu, ale także na korelację między znoszeniem cierpienia a uniknięciem czyśćca, którą Carlo dostrzega, a która jest spuścizną dość żenującej duchowości chrześcijańskiej.
Pół biedy, jeśli tak myślał teologicznie nieedukowany 14-latek. Gorzej, że to błędne przekonanie zostało wybrane przez watykańską kongregację na tytuł hagiografii świętego.

Ciekawie jest też dalej, w biografii Acutisa. Już na wstępie dykasteria nazywa go „wielkim wielbicielem objawień i orędzia fatimskiego, który naśladował pastuszków i składał małe ofiary za tych, którzy nie kochają Pana Jezusa obecnego w Eucharystii”.
Dalej czytamy: „Prowadził cenne dzieło apostolstwa wśród swoich kolegów szkolnych i przyjaciół, wyjaśniając im tajemnicę eucharystyczną, posługując się opowiadaniami o najważniejszych cudach eucharystycznych, które wydarzyły się na przestrzeni wieków. W ten sposób, jako apostoł Eucharystii, postanowił wykorzystać swój geniusz komputerowy do zaprojektowania i stworzenia międzynarodowej wystawy na temat »Cudów eucharystycznych«”.
Dlaczego 14-letniego chłopca, który naśladuje pastuszków z Fatimy i kolekcjonuje zdjęcia „cudów”, Kościół uznaje za „apostoła Eucharystii”? Dlaczego promuje taką formę apostolstwa, zamiast uczyć o prawdziwym znaczeniu Eucharystii? Czy dawanie za wzór do naśladowania nastolatka, który spisuje „cudowne opowieści”, nie jest czasem próbą „udziecinniania” Kościoła?
Otaczający go dorośli – duchowni i świeccy – powinni wykazać się większą wiedzą i mądrością. Chyba że ich zamiarem jest wykorzystanie pobożnego nastolatka do powielania XIX-wiecznej duchowości.
Oficjalne biografie Carla Acutisa: słowa nie zgadzają się z czynami
Mądrość nie ma wieku. Można być mądrym dorosłym albo starcem, można też mając lat kilkanaście, choć to na pewno zjawisko dużo rzadsze. Dlatego właśnie mądrzy młodzi są wielkim darem. Pragnienie odnalezienia „świętych słów” w świętym człowieku jest całkowicie uzasadnione. Ale czy wypowiedzi Carla Acutisa, przynajmniej te najczęściej cytowane, można rzeczywiście zaliczyć do „sentencji mądrościowych”? Na oficjalnej stronie Stowarzyszenia znajdziemy siedem „najlepszych zdań” wypowiedzianych przez chłopca. Oto one:
„Różaniec jest najkrótszą drabiną prowadzącą do nieba”.
„Życie jest naprawdę piękne tylko wtedy, gdy zaczynamy kochać Boga ponad wszystko, a bliźniego jak siebie samego”.
„Krytykować Kościół to krytykować samych siebie! Kościół jest szafarzem skarbów dla naszego zbawienia”.
„Jedyną rzeczą, której naprawdę musimy się bać, jest grzech”.
„Dlaczego mężczyźni tak bardzo troszczą się o piękno swoich ciał, a potem nie dbają o piękno swoich dusz?”.
„Nie ja, lecz Bóg”.
„Każdy rodzi się jako oryginał, ale wielu umiera jako kserokopie”.
Nie są to zdania zbyt oryginalne, przyznajmy. Jedne pochodzą z Pisma św., inne słyszymy od pół wieku w kazaniach. Jest tam też rejestr apologetyczny, który włącza się zawsze przy walce z krytykami Kościoła. W ustach czternastolatka brzmią dość dziwnie, warto więc zapytać: czyje słowa powtarzał?
Dwa ostatnie zdania są bodaj najbardziej znane. Pierwsze przeciwstawia Bogu „moje ja” i brzmi niczym ekstatyczny banał o tożsamości. Drugie jest krytyką „homogenizacji”, jakiej ulegamy w ciągu całego życia. Tylko czy któreś z nich ma rzeczywiście wielką duchową wartość?
Dziwne też, że wśród „najważniejszych zdań” Carla nie ma ani jednego, które wyrażałoby jego „bliskość wobec ubogich i wykluczonych”, o jakiej oficjalne biografie nowego świętego uparcie nas zapewniają. Skąd taka rozbieżność pomiędzy tym, co Carlo Acutis robił i mówił?
Po raz kolejny powtórzmy: to nie młody święty ponosi odpowiedzialność za nadawane mu po śmierci tytuły i przypisywane słowa. Ani za ostateczne upodlenie, jakiego doznaje na oficjalnym portalu Stowarzyszenia, gdzie prowadzona jest „bezpośrednia transmisja z grobu Świętego”.
To, moim zdaniem, przekroczenie wielu granic, nie tylko dobrego smaku. Czy nikogo nie oburza, że oficjalna strona poświęcona świętemu „patronowi internetu” dokonuje takiego nadużycia? Czy nikt się tego nie wstydzi? W imię najlepiej rozumianej katolickiej tradycji, której należy strzec, powinniśmy protestować i czuć się zgorszeni tego typu działaniem. Tymczasem te same autorytety – instytucjonalne i teologiczne – które grzmią o nadużyciach w internecie, w tym wypadku nie widzą żadnego problemu. I milczą.
Antyżydowskie cuda
Wiele „cudów eucharystycznych”, które Carlo Acutis prezentował na wystawie objeżdżającej świat i na swojej stronie internetowej (dziś dostępnych na stronie stowarzyszenia), miało wymowę antyżydowską.
Przypisywanie pobożnemu nastolatkowi złych intencji byłoby niesprawiedliwe. Prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy z historycznego i społecznego kontekstu fascynujących go wydarzeń. Widać zresztą, że nawet najbardziej znane epizody (np. tzw. „cud brukselski”), w których „komponent antyżydowski” jest niepodważalny, zostały potraktowane przez niego powierzchownie. Co można wybaczyć 14-letniemu chłopcu, ale nie do przyjęcia jest u dorosłych, którzy rekonstruują jego życie i dzieło.
Pojednanie z tradycją żydowską jest jednym z najważniejszych etapów na drodze Kościoła w ciągu ostatnich 60 lat. Kanonizacja „apostoła Eucharystii” nie kwestionuje oczywiście tego nauczania, zawartego w dokumencie „Nostra aetate” Soboru Watykańskiego II (1965 r.). Niepokoi raczej, że może z łatwością zostać wykorzystana przez te kręgi Kościoła, które w sposób bezkrytyczny przyjmują antyjudaizm jako jeden z „tradycyjnych” wzorców kultury katolickiej. I które próbują zrobić z włoskiego nastolatka wzór „klasycznej świętości”, nacechowanej apologetyką i rozumianej jako „bycie w kontrze” przeciwko niekatolikom.
Takie odczytanie pasji Acutisa (nawet jeśli była owocem jego szczerej wiary) może być zachętą do zaprzeczenia Soborowi Watykańskiemu II i „powrotu do przeszłości”, czyli aroganckiego potwierdzania różnicy pomiędzy chrześcijaństwem katolickim a każdym innym (i każdą inną religią). Utożsamianie Ewangelii z antyjudaizmem, wciąż żywe w środowiskach tradycjonalistycznych, to poważny błąd, którego nie wolno ponownie popełnić, ale też nadal realne ryzyko. Nie ma ono bezpośredniego związku z postacią Carla Acutisa, ale wynika z karykaturalnego sposobu jej przedstawiania, także w oficjalnych materiałach. W ten sposób sam święty staje się ofiarą antyżydowskich odczytań jego słów i działań.
To nie Carlo Acutis jest problemem, ani jego „pasja do Eucharystii”, ale teologia, jaka za nią stała – niedostatecznie wypracowana za jego życia, a jeszcze bardziej upraszczana, banalizowana i instrumentalizowana po jego śmierci.
Tłumaczenie: Edward Augustyn
Katalog cudów Carlo Acutisa
Carlo Acutis, 15-letni Włoch, zmarły w opinii świętości w 2006 r., uznany został za „misjonarza internetu” i „apostoła Eucharystii”. Przyczyniła się do tego fascynacja cudami eucharystycznymi, które prezentował na specjalnej wystawie oraz stronie internetowej.
Materiały – zdjęcia i opisy historyczne – zbierał, z pomocą rodziny, przez dwa i pół roku. Wystawa, promowana przez episkopaty wielu krajów, pokazywana była na wszystkich kontynentach, gościła w tysiącach parafii i na ponad 100 uniwersytetach. Wstęp do katalogu napisali kard. Angelo Comastri, archiprezbiter Bazyliki Watykańskiej i wikariusz generalny Państwa Watykańskiego, oraz bp Raffaello Martinelli, dyrektor biura katechetycznego Kongregacji Doktryny Wiary.
Katalog cudów eucharystycznych, przedstawionych na wystawie, stanowią jednak chaotyczny i nieuporządkowany zbiór różnych zjawisk. Zaliczono do nich między innymi:
- cuda przeciwko słabej wierze – gdy pojawienie się krwi lub ciała Pańskiego miało być „lekarstwem” na brak wiary księdza lub wiernych. Sens tych zjawisk nie zawsze był zgodny z teologią Kościoła – np. podczas „cudu w Gironie” ciało, które pojawiło się zamiast hostii, uniemożliwiało wiernym przystępowanie do komunii.
- cuda przeciwko niewiernym – ciało Jezusa pojawiało się, hostię przyjmowano z zamiarem sprofanowania (np. w Trani miała zostać usmażona przez Żydówkę, w Brukseli przebita nożami przez Żydów – większość tych „cudów” miała wydźwięk antyjudaistyczny).
- cuda przeciwko chorobom, trzęsieniom ziemi lub epidemiom – gdy Eucharystia odegrała rolę „tarczy przed złem” bez żadnej zmiany swojego wyglądu („cud w Tumaco”).
- relikwie Najświętszej Krwi – mylone z cudami eucharystycznymi, jak w przypadku „cudu w Brugii”.

Andrea Grillo – teolog, od 30 lat wykładowca sakramentologii, liturgiki i filozofii religii w Papieskim Instytucie Liturgicznym Sant’Anselmo w Rzymie oraz w Instytucie Liturgiki Pastoralnej Santa Giustina w Padwie. Autor artykułów naukowych na temat Eucharystii, sakramentów, liturgii fundamentalnej i roku liturgicznego. Aktywny uczestnik debat publicznych na tematy Kościoła katolickiego we Włoszech. Żonaty, ojciec dwójki dzieci.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














