Sąd Ostateczny nad Marine Le Pen – tak media nad Sekwaną nazwały dzień 7 lipca. Mowa o oczekiwanym od ponad roku wyroku sądu apelacyjnego, którego stawką było polityczne przeżycie liderki skrajnej prawicy.
W ostatnich miesiącach większość obserwatorów – a nawet część polityków z jej partii, Zjednoczenia Narodowego (RN) – spisało już ją na straty, z racji ciążących na niej oskarżeń korupcyjnych. Przez ostatnie miesiące wschodzącą gwiazdą Zjednoczenia stawał się 30-letni Jordan Bardella. To w nim właśnie zwolennicy partii pokładali większe nadzieje na zwycięstwo w wyborach prezydenckich, zaplanowanych na wiosnę 2027 r.
Zaskakujący werdykt sądu apelacyjnego, który ogłoszono w słynnym paryskim Pałacu Sprawiedliwości – dwa kroki od zjawiskowej kaplicy królewskiej Sainte-Chapelle – przekreślił rachuby Bardelli. Przywrócił bowiem 57-letnią Marine Le Pen do tej wielkiej gry. Gry, w której brała udział już trzy razy – w tym dwukrotnie (w 2017 i 2022 r.) przegrywając w drugiej turze z Emmanuelem Macronem.
System defraudacji Zjednoczenia Narodowego
Zacznijmy jednak od początku. Dlaczego to wymiar sprawiedliwości decydował o politycznym losie Marine Le Pen?
Otóż ponad rok temu, 31 marca 2025 r., sąd pierwszej instancji skazał ją za sprzeniewierzanie środków publicznych (unijnych) na cztery lata więzienia, w tym na dwa lata bezwzględnego pozbawienia wolności. Ponadto liderka francuskiej skrajnej prawicy dostała pięcioletni zakaz wybieralności na funkcje publiczne, połączony z natychmiastowym wykonaniem. Wykluczało to ją z nadchodzącego prezydenckiego wyścigu – pierwsza tura wyborów ma się odbyć 18 kwietnia 2027 r.
Marine Le Pen przedstawiała się wtedy jako „ofiara systemu”, a z poparciem dla niej pospieszyli międzynarodowi sojusznicy Zjednoczenia Narodowego, w tym Viktor Orbán i Mateusz Morawiecki. A także, pospołu, Donald Trump i Kreml.
Na przekór tej fali oburzenia, materiał śledczy jest solidny. Sprawa dotyczy defraudacji środków unijnych przez stworzenie systemu fikcyjnego zatrudniania asystentów w Parlamencie Europejskim. Długoletnie śledztwo wykazało, że rzekomi asystenci eurodeputowanych skrajnej prawicy w ogóle nie pracowali dla europarlamentu, lecz tylko dla swojej partii we Francji.
System ten, działający w latach 2004-16, zainicjował jeszcze Jean-Marie Le Pen, lider ówczesnego Frontu Narodowego, a kontynuowała jego córka Marine wraz z innymi działaczami partii (której nazwę zmieniono w 2018 r. na Zjednoczenie Narodowe). Lepeniści mieli łącznie wyprowadzić w ten sposób z kas unijnych prawie 3 mln euro.
Bardella czy Le Pen? Wyrok i decyzja
Teraz paryscy sędziowie, orzekający w apelacji, powtórnie uznali winę Marine Le Pen i innych liderów partii, ale złagodzili wyroki z pierwszej instancji. Zmniejszyli zakaz wybieralności na funkcje publiczne z 5 lat do 45 miesięcy (w tym 30 miesięcy w zawieszeniu). Oznacza to, że Marine Le Pen odbyła już bezwzględną część kary (rok i trzy miesiące), gdyż liczono ją od wyroku w pierwszej instancji. Może zatem startować w wyborach prezydenckich w 2027 r.
Jednak dając jej tę furtkę, sąd apelacyjny jednocześnie skrępował jej ruchy. Skazał ją bowiem na trzy lata więzienia, w tym dwa lata w zawieszeniu i rok pod nadzorem elektronicznym. Sama Le Pen wcześniej wiele razy zapowiadała, że nie wyobraża sobie prowadzenia kampanii wyborczej w warunkach aresztu domowego. W tej sytuacji przewidywano, że przekaże pałeczkę Bardelli.
Nic z tego! Nastąpił bowiem kolejny zwrot akcji: kilka godzin po wyroku Marine Le Pen oświadczyła, że nie rezygnuje z walki o prezydenturę. Ogłosiła też, że złoży skargę o unieważnienie wyroku do Sądu Kasacyjnego (odpowiednik polskiego Sądu Najwyższego). „Jestem niewinna!” – powtarzała przed kamerami telewizji TF1.
Ryzykowna gra Marine Le Pen
Prawnicy tłumaczą, że taka skarga o kasację powoduje zawieszenie wyroku, włącznie z nadzorem elektronicznym. Tak więc – przynajmniej na razie – Marine Le Pen może prowadzić kampanię bez ograniczeń.
Najwyraźniej polityczka gra va banque: spodziewa się, że albo Sąd Kasacyjny unieważni poprzedni wyrok, albo jego werdykt zapadnie dopiero po wyborach. Jednak tu może się pomylić. Zdaniem prawników, domagając się kasacji, liderka RN podjęła ogromne ryzyko: jest możliwe, że Sąd Kasacyjny odrzuci jej wniosek jeszcze przed wyborami, wobec czego będzie musiała, chcąc nie chcąc, kończyć swoją kampanię pod sądowym nadzorem. To utrudni, jeśli nie uniemożliwi prowadzenie np. wyborczych wieców.
Choć można się spodziewać, że w takim wypadku Marine Le Pen – na wzór Donalda Trumpa sprzed wyborów w 2024 r. – będzie odgrywać rolę ofiary rzekomej sądowej niesprawiedliwości.
Co jednak, jeśli liderka RN zostanie wybrana na następczynię Macrona, będąc pod elektronicznym nadzorem? Jak to wpłynie na obraz Francji za granicą, dziś i tak marny za sprawą np. skazania byłego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego za korupcję?
Jordan Bardella: delfin skrajnej prawicy
Powtarzając „jestem kandydatką”, Marine Le Pen jednocześnie namaściła na przyszłego premiera Jordana Bardellę, swego „delfina” (jak zwano kiedyś francuskich następców tronu).
Bardella ma być sympatyczną twarzą skrajnej prawicy. Jego rodzicami są włoscy imigranci, a on sam dorastał na ubogich przedmieściach Paryża. Błyskawiczną karierę u boku Marine Le Pen zrobił w ciągu kilku ostatnich lat. Popularny wśród młodych dzięki TikTokowi, stał się medialnym objawieniem RN. Starsi wyborcy lubią go, gdyż aparycją przypomina tzw. idealnego zięcia. Albo, jak chcą inni, prezydenta Jacques’a Chiraca w jego młodych latach.
Poglądy Bardelli różnią się nieco od tych Le Pen, zwłaszcza w kwestiach gospodarki – jest bardziej liberalny. Według tygodnika „Le Nouvel Obs” Bardella nawiązał bliskie związki z wielkim biznesem, m.in. z otoczeniem Bernarda Arnaulta – najbogatszego Francuza, „króla” imperium luksusu LVMH. W promowanie Bardelli zaangażował się ultrakonserwatywny milioner i magnat medialny Vincent Bolloré (wydał jego autobiografię i wychwala Jordana w swojej telewizji CNews, wzorowanej na amerykańskiej Fox News).
Luksusowa pułapka na chłopaka z przedmieść
Do tej pory milionerzy trzymali się z daleka od lepenistów, a Marine Le Pen przez lata atakowała ich jako „międzynarodową oligarchię”. Teraz, wobec możliwego objęcia władzy przez RN, następuje zbliżenie obu światów.
Słabość Bardelli do luksusu i milionerów może jednak okazać się pułapką. Francuzi dowiedzieli się niedawno, że jego nową partnerką jest włoska księżniczka i modowa influencerka Maria Carolina z dynastii Bourbonów Obojga Sycylii.
Wprawdzie Francuzom wydaje się raczej obojętne, z kim sypiają politycy. Ale nie lubią blichtru i ostentacyjnego bogactwa. Zwłaszcza u tych, którzy – jak politycy RN – przedstawiają się jako emanacja „ludu”. Stąd Bardella powinien uważać, z kim się pokazuje.
Marine Le Pen i cień Rosji
Z polskiej perspektywy niepokoić może proputinowska przeszłość Marine Le Pen oraz jej wieloletnie związki z Kremlem, polityczne i finansowe. Wprawdzie od czasu inwazji na Ukrainę liderka i jej otoczenie zmieniło radykalnie język w tej sprawie. Ale czy oznacza to rzeczywistą i trwałą woltę? Można wątpić.
Podczas niedawnej czerwcowej wizyty w Warszawie i po spotkaniu m.in. z prezydentem Karolem Nawrockim Bardella mówił, że „Rosja jest wielowymiarowym zagrożeniem u wrót Europy”. Zapewniał, że Paryż wypełni zobowiązania w NATO w razie ataku na Polskę.
Politolog Bruno Cautrès uważa jednak, że te deklaracje wynikają głównie z wyborczej taktyki. – Politycy RN zdają sobie sprawę, że, jak pokazują wszystkie sondaże, zdecydowana większość Francuzów wspiera sprawę Ukrainy i potępia Rosję jako agresora. Nawet jeśli te same sondaże wskazują, że Francuzi nie zgadzają się, by nasi żołnierze walczyli na Ukrainie, ani nawet aby stacjonowali przy jej granicy, np. w Polsce – mówi Cautrès „Tygodnikowi”.
Media krytyczne wobec RN, jak dziennik „Le Monde” czy biograf Bardelli, Pierre-Stéphane Fort, zwracają uwagę na hipokryzję lepenistów. W Parlamencie Europejskim posłowie RN, należący do frakcji Patrioci dla Europy (razem z węgierskim Fideszem i polską Konfederacją), głosują zwykle w interesie Kremla i przeciw Ukrainie.
Jeden z ostatnich przykładów: 11 lutego według agencji AFP Bardella głosował przeciw przyznaniu Ukrainie 90 mld euro unijnej pożyczki (zauważmy, że Manon Aubry – liderka posłów z radykalnie lewicowej Francji Nieujarzmionej, LFI, w europarlamencie – wstrzymała się od głosu).
Czy Francja uniknie rządów RN?
Powraca pytanie: czy Francja może uniknąć rządów skrajnej prawicy?
Do wyborów zostało dziewięć miesięcy. W tej chwili następuje ogólne przegrupowanie sił i można doliczyć się ponad 30 pretendentów do prezydentury, ale już jesienią ta stawka się skurczy. Na razie największe szanse na wejście do drugiej tury zdają się mieć 55-letni Édouard Philippe (przedstawiciel centroprawicy, premier w latach 2017-20) oraz 74-letni Jean-Luc Mélenchon (weteran radykalnej lewicy, lider LFI). No i Marine Le Pen.
Wielu zrozpaczonych Francuzów głosowało dotąd na Le Pen, mówiąc: „Tego jeszcze nie próbowaliśmy”. Skrajna prawica gra wciąż na trzech fortepianach: imigracja (redukowana do islamu), nacjonalizm, walka z przestępczością. Nie ma dużo do powiedzenia w innych kwestiach, np. zapaści finansów publicznych czy zmian klimatu.
A są to sprawy, które zajmują Francuzów. Zwłaszcza że teraz przechodzi przez kraj trzecia od końca maja fala skrajnych upałów. Temperatury dochodzą znów do 40 stopni. Tylko w ciągu jednego tygodnia w czerwcu z tego powodu zmarło 2 tys. osób (według oficjalnych danych). Katastrofalne pożary lasów przy granicy z Hiszpanią sprawiły, że jeden z etapów Tour de France odbył się bez widzów.
Zmiana klimatyczna wdarła się też do polityki. Skrajna prawica proponuje „wielki plan klimatyzacji” we wszystkich domach, szpitalach i domach seniora. Nie podaje jednak ani źródeł finansowania, ani innych, prócz masowego montowania klimatyzacji, sposobów walki z ociepleniem.
Niekompetencja i brak kadr to słabość partii Marine Le Pen. Jej adwersarze mogą to wykorzystać. Choć ogrom emocji i rozczarowania Francuzów dekadą „macronizmu” utrudnia spór na racjonalne argumenty.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










