Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Maraton w Betlejem inny niż wszystkie

Maraton w Betlejem inny niż wszystkie

19.10.2014
Czyta się kilka minut
Nie było cennych nagród, a upał i liczne podbiegi nie sprzyjały biegaczom. Jednak pokonanie 42 km i 195 m w Betlejem miało o wiele ważniejsze przesłanie: każdy ma prawo do poruszania się, bez względu na rasę, kulturę, wyznanie czy płeć.
Fot. Materiały prasowe
T

Trzej Królowie wędrowali do Betlejem, by przywitać Jezusa i złożyć mu dary. Do celu jednak nie dotarli, bo na ich drodze stanął betonowy mur. Takie graffiti, na które można natknąć się podczas spaceru wzdłuż tzw. muru bezpieczeństwa oddzielającego terytoria Palestyny i Izraela, pokazuje jedno: od razu wiadomo, gdzie jesteśmy. To jeden z najbardziej zapalnych punktów na świecie.
Kwiecień 2014 r. Na głównym placu przed Bazyliką Narodzenia w Betlejem o poranku stawiło się ponad tysiąc osób. Przyjechali z ponad 30 krajów, by przebiec dystans 10 km, półmaratonu (21,09 km) lub maratonu (42,2 km), w zależności od tego, na co pozwala im kondycja. Zasada była prosta: ci, którzy biegli pełny maraton, musieli pokonać cztery razy ponad 10-kilometrowy odcinek w tę i z powrotem. Zaliczenie potwierdzano założeniem na nadgarstek kolorowych frotek.
Skąd tyle kręcenia się po mieście? Bo organizatorzy na terenie całego Betlejem nie byli w stanie wyznaczyć jednej pętli maratonu w taki sposób, by ominąć punkty kontrolne izraelskiego wojska. A frotki zamiast elektronicznych czytników? Taki już urok młodziutkiego maratonu w Ziemi Świętej, podobnie jak to, że oznaczenia kolejnych kilometrów były namalowane na kartonowych pudłach, a arabscy kibice dopingowali biegaczy słowami: „yalla, yalla”, czyli: „dalej, do przodu”. Nie zabrakło też zaproszeń do zatrzymania się na słodką kawę, a nawet... fajkę wodną.
Już od początku wiedzieliśmy, że to bieg inny od wszystkich. Organizatorzy jasno zaznaczyli, że kobiety nie powinny startować w głęboko wykrojonych koszulkach i skąpych szortach. Przy odbiorze numerów startowych cierpliwie powtarzali: „nogawki długości 3/4”. Panowie też proszeni byli o przyzwoity strój. Wszystko po to, żeby uszanować kulturę arabską i żeby każdy na tym biegu czuł się jak u siebie. W rezultacie obok muzułmanów biegli chrześcijanie, obok kobiet mężczyźni. A zawodniczka w koszulce „Półmaraton Ślężański” mogła rywalizować z biegaczką w chuście zasłaniającej nawet całą twarz.
Inaczej niż zwykle było też w punktach żywieniowych. W Europie oprócz wody serwuje się napoje izotoniczne, czekoladę, żele energetyczne. A w Betlejem? Głównie woda i pachnące pomarańcze. Wymuskane słońcem smakowały tak, że przynajmniej przez chwilę znowu chciało się biec. Energii dodawali też uśmiechnięci policjanci i żołnierze kierujący ruchem. Podobnie jak w Europie kierowcy nie szczędzili klaksonów. Ale tylko po to, żeby z uśmiechem przekazać pozdrowienia.
Uśmiechnięci byli też biegacze. Zarówno na przedmieściach, wzbudzając sensację wśród palestyńskich dzieci, jak i na terenie obozu dla uchodźców. Uśmiechali się nawet, kiedy przyszło im pokonać odcinek wzdłuż okrytego złą sławą muru. I gdy już z czasem 4 godzin i 7 minut dobiegliśmy na metę, pokonując ponad 42 kilometry, nie mogło zabraknąć medalu. Również innego niż wszystkie, bo wyrzeźbionego w drewnie oliwnym.
Mimo tragicznych walk w ostatnich miesiącach w Strefie Gazy, zapisy do kolejnego maratonu w Palestynie już ruszyły. Po raz kolejny z „miasta pokoju” ma szansę pójść w świat komunikat o tym, że każdy ma prawo do swobodnego poruszania się i do spokojnego życia obok innych – i z innymi.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]