Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Jeśli maraton, to tylko w sutannie

Jeśli maraton, to tylko w sutannie

19.10.2014
Czyta się kilka minut
Ks. Adam Pawłowski podczas maratonów zwykle ma dużo pracy. Nie tylko biegnie, ale również błogosławi i spowiada biegaczy. Choć przyznaje, że niektórych lubi wyprzedzać.
Ks. Adam Pawłowski Fot. Archiwum prywatne
E

EMILIA IWANICKA: Czy po przebiegnięciu w sutannie ponad 42 kilometrów nadaje się ona jeszcze do użycia?
KS. ADAM PAWŁOWSKI: (Śmiech). Trzeba ją dobrze wyprać. Sutanna do biegania musi być odpowiednio przystosowana. Swoją podwijam o około 5 centymetrów, żeby się nie plątała.
Nie ma w niej zatem nic nadzwyczajnego?
To typ sutanny pielgrzymkowej. Te normalne mają kieszenie, podszewkę, a ta nie. Jest lżejsza i cieńsza. Przyszyłem też koloratkę, żeby się nie przesuwała.
Chodzi mi po głowie pomysł. Poprosiłem o pomoc szefa pewnej firmy sportowej, który obiecał mi oddychający materiał na sutannę. Na razie jednak biegam w starej, już przetartej, która debiutowała na maratonie w Poznaniu w 2013 roku.
Przyciągając pewnie wzrok kibiców. Zdezorientowanych, rozbawionych, a może rozdrażnionych tym widokiem?
Reakcji ludzi na trasie faktycznie się obawiałem, bo jak ktoś widzi sutannę, różnie potrafi się zachować. Obawy szybko zniknęły. Ludzie mnie pozdrawiali, dopingowali.
Zdarzało mi się słuchać o tym, że gdzieś proboszcz mówił, że bieganie to wymysł szatana, bo odciąga ludzi od Kościoła w niedzielę. Podchodziły też osoby z prośbą o błogosławieństwo przed biegiem. I jak tylko zacząłem, ustawiła się spora kolejka. Na trasie maratonu w Poznaniu były też rozmowy, a nawet spowiedź.
To był też maraton z tragicznym zdarzeniem.
Tak, bo na trasie zasłabł jeden z biegaczy. Nadbiegłem akurat, kiedy był reanimowany. Poproszono mnie, żebym udzielił mu sakramentów. Nie miałem ze sobą olejów, ale udzieliłem mu absolucji, odpuszczenia grzechów i pobiegłem dalej. Dopiero później dowiedziałem się, że ten 37-latek niestety zmarł.
Debiutancki bieg w sutannie okazał się więc dla mnie naprawdę ogromnym przeżyciem. Chociaż miałem już za sobą maratony.
Łatwo było zaprawionemu maratończykowi porzucić myślenie o wyniku? Błogosławieństwa, spowiedź, rozmowa, a cenne minuty uciekają.
Przyznam, że nie jest to wcale takie łatwe. Plan treningowy zakłada konkretne tempo. Ale Bóg lubi trochę żartować z naszych planów i pokazuje, co naprawdę jest ważne. Chciałem dobiec w czasie 4 godziny 47 minut, a wyszło 5 godzin 30 minut. To było trudne, ale odłożenie ambicji na bok okazało się cenniejsze.
A jak na co dzień pomaga Księdzu bieganie?
Pozwala harmonizować duszę, umysł i ciało. Zawsze szukałem sposobów na relaks. Podczas pisania doktoratu zająłem się np. hodowlą mrówek w terrarium.
Trenowałem też koszykówkę i piłkę nożną, ale dopiero kiedy człowiek pobiega, pomyśli, odnajduje coś więcej. Wiele rzeczy się wtedy w głowie układa. Mam też większą cierpliwość do wiernych (śmiech).
A wymiar cielesny?
Oczywiście, inną sprawą jest fakt, że bieganie pomaga wytrwać w celibacie. Bo człowiek odreagowuje stres, napięcia i pokusy.
Maraton rozgrywa się tak naprawdę po 30. kilometrze. Jaka jest Księdza metoda na kryzys maratończyka?
Ponieważ biegnę tzw. metodą Gallowaya, zakładającą przerwy na marsz, raczej nie dochodzę do przysłowiowej ściany, nie opadam z sił. Znakomicie niesie mnie doping i bardzo cieszy wyprzedzanie innych (śmiech).
Liczy ich Ksiądz?
Czasami tak. Ponieważ zaczynam zwykle na końcu stawki, psychicznie muszę wytrzymać w ogonie, ale później przesuwam się do przodu i to jest budujące. Bo mijam tych, co przeszarżowali na początku.
Chyba że spowolni Księdza jakiś wierny...
Albo wręcz przeciwnie. Ostatni maraton przebiegłem z nieznajomym, który opowiedział mi o swojej skomplikowanej historii osobistej i o tym, jakie ma trudności z nauką Kościoła. Na koniec przyznał, że chociaż czas będzie miał słaby, był to jego najlepszy bieg, bo mógł o wszystkim spokojnie porozmawiać z księdzem. A i ja skorzystałem, bo miał lepszą kondycję ode mnie i był dla mnie jak Anioł Stróż.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]