Mam prośbę

To prośba skierowana do zabierających głos na tematy demograficzne, i to pod kątem ocen i perspektyw etycznych, z intencjami moralizatorskimi i duszpasterskimi.
Czyta się kilka minut

Mówiąc i pisząc o konsekwencjach zmiany proporcji pokoleń, ubytku narodzin, starzeniu się społeczeństwa, nie używajcie gromkich słów w odniesieniu do tego ostatniego zjawiska. Generacje ludzi wiekowych, mało liczne czy wzrastające, nie są tu winne niczemu. Starość jest faktem, na który rady nie ma. Można apelować o większą dzietność rodzin, bo choć apel w takiej sprawie skuteczny nie będzie (dzieci rodzą się przecie nie dla ratowania prawidłowej demografii), nie zrani on nikogo. Z głosami o "starzeniu się społeczeństwa", ostrzegającymi, że niebawem zagrozi nam np. brak rąk do pracy zapewniających finansowanie emerytur, jest inaczej. Ostrze oskarżenia pośrednio kieruje się w stronę seniorów. Faktycznie, coraz ich więcej, coraz dłużej żyją. Zmieniają samą swoją egzystencją mapę tendencji społecznych, preferencji, wyborów życiowych. Tylko co z tego? Ani wszyscy razem, ani każdy z osobna nie mogą dosłownie nic, żeby tutaj sytuacja zmieniła się choćby na jotę. Życie każdego starego człowieka, czy o tym myśli, czy nie, jedno na pewno ma jako zadanie: dobiec swojego kresu, który nikomu, z nim samym włącznie, nie jest znany. Zawsze tak było i nic się tu nie zmieni, choćby alarm demograficzny rozbrzmiewał ogłuszająco.

Przełom epok, jak teraz, oszałamiający skok techniczny, wyłaniające się coraz dotkliwiej zarysy nowych kryzysów potęgują także zniecierpliwienie. Kiedy tu tłumaczyć ludziom nieobytym z prostym telefonem komórkowym cały bukiet możliwości iPhone’u? I po co to robić, gdy rezultaty wątpliwe i przede wszystkim mało przydatne? Jak zdążyć z jubileuszami zasłużonych, gdy okazji prawie już nadmiar? I czy na pewno warto znajdować miejsce dla wszystkich głosów opinii, gdy te najenergiczniejsze, głosy młodych i bardzo młodych, też już muszą się przekrzykiwać, wręcz przepychać, żeby dotrzeć gdzie trzeba? Senior, który nawet nową - zmienioną po kilkudziesięciu latach! - szatę graficzną i gabaryty ulubionego miesięcznika "Znak" przyjmuje z wewnętrznym protestem, jako przymus rozstania się z czymś własnym na rzecz nieprzekonującego eksperymentu - jak ten senior ma mieścić się na tej samej arenie życia bez potrącania i odsuwania, zakładając nawet brak jakiejkolwiek złej woli w tym względzie? Marginalizacja jest nieuchronna i logiczna, a ułamek uwagi zwrócony na ów margines musi się redukować do coraz dotkliwszego minimum. Więc przynajmniej niech zachowana będzie troska o słowa - żeby nie dopuszczać tych, które ranią.

Bo w tej dzisiejszej sytuacji ludzie starzy jeszcze bardziej niż kiedyś potrzebują jednego: mądrej, prawdziwej, solidarnej pomocy w docieraniu co dzień do próby odpowiedzi na pytanie dla siebie najważniejsze, a może i jedynie ważne. To pytanie brzmi: po co?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 31/2008