Wydarzenie, współorganizowane przez Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą „Polonika”, odbyło się 25 i 26 listopada w Warszawie. Podczas konferencji można było usłyszeć m.in. referaty, będące wynikiem prowadzonych przez Instytut projektów badawczych – „Edukacja, podróże i twórcza wymiana polskich rzeźbiarek w XIX i XX wieku w Europie”. Jego autorkami są dr Ewa Ziembińska i Alicja Gzowska. Ważnym elementem wydarzenia były również studia naukowe dr Ewy Bobrowskiej nad życiem i twórczością malarki Meli Muter.

Nawet podpisu pod zdjęciem…
O ile w XIX i na początku XX wieku przestrzeń sztuki pozwalała na nieco łatwiejszy (choć w wielu przypadkach jedynie pozornie) dostęp do realizacji ambicji i pasji, o tyle dziedziny kulturowo zarezerwowane dla świata męskiego – jak matematyka czy polityka – wymagały od kobiet dużej determinacji i zawziętości. Najtrudniejsze do pokonania były uwarunkowania systemowe – brak możliwości kształcenia, dostępu do wyższej edukacji, ale też kwestie geopolityczne – brak opieki instytucji państw zaborczych, trudne warunki gospodarcze oraz społeczne oczekiwania wobec kobiet.
Interdyscyplinarny charakter konferencji „Poza” pozwolił zarysować szerszą perspektywę i przyjrzeć się przyczynom oraz mechanizmom stojącym za tymi procesami. Opowieści o artystkach takich jak Mela Muter, Tola Certowicz, Alina Ślesińska zazębiają się z historiami matematyczek – Heleny Bortkiewicz, Aleksandry Stebnickiej, Stanisławy Nikodymowej, żarliwej komunistki Krystyny Arciuch, działaczki czechosłowackiej opozycji demokratycznej – Elżbiety Ledererovej, a także białostockich anarchistek z początku XX wieku oraz pielęgniarki warszawskiego getta – Sary Gołąb-Grynbergowej.
Wspólne jest tu pytanie o powody zapominania, wykluczania czy deprecjonowania ich dokonań, ale również same obszary podejmowanego przez badaczy i badaczki trudu. Odkrywanie i przywracanie tych historii to często błądzenie po omacku, bo skazani jesteśmy jedynie na okruchy informacji, co często wynika ze skomplikowanych, emigracyjnych biografii. Czasem trudno oprzeć się wrażeniu, że osoby, które odmawiały kobietom możliwości rozwijania talentów, włożyły w to porównywalnie dużo pracy, co współcześni badacze. Zadziwia upór nieuznawania oczywistych dokonań i niedokumentowania podstawowych faktów z ich życia, jak choćby brak nazwisk matematyczek pod zdjęciami w opracowaniach biograficznych na temat Polskiej Szkoły Matematycznej.

Doceniane, ale zapomniane
Pytania o powody wykluczania i zapominania, które towarzyszyły konferencji i były jej głównym motorem, nie zawsze znajdywały satysfakcjonującą odpowiedź – co pokazuje, że problem jest wciąż bardzo aktualny. Na przykładzie kilku omawianych postaci możemy natomiast przyjrzeć się bliżej różnym uwarunkowaniom tych mechanizmów.
Tola Certowicz, dziewiętnastowieczna rzeźbiarka, to dobre studium przypadku. W drodze do sukcesu i uznania w świecie sztuki musiała się zmierzyć z koniecznością przekraczania wielu granic społecznych. Jak mówi dr Ewa Ziembińska (Muzeum Narodowe w Warszawie), zajmująca się dorobkiem Certowicz: „O ile nauka malarstwa i rysunku na ogół związana była z etapami edukacji młodych kobiet, często postrzegana jako rozwój wrażliwości i estetyki, to rzeźbienie postrzegano jako zajęcie typowo męskie. Wiązało się z wysiłkiem fizycznym, potem i brudem. Dodatkowo, pociągało za sobą zarzut o zagrożeniu niemoralnością. Kobieta rzeźbiąca, obcująca z nagim męskim ciałem odwracała utrwalony porządek, stawała się stroną aktywną, tworzyła zmysłowy charakter procesu wydobywania ciała z materii”.
Certowicz zdobyła wykształcenie akademickie, wyjechała do Paryża, tworzyła rzeźby (m.in. „Akt siedzącego mężczyzny” z 1888 r. czy „Morfeusz” z 1889 r.), które krytycy chwalili za niezwykły kunszt i „męski rozmach”. Rzeźbiarka wróciła do Polski, założyła Szkołę Sztuk Pięknych, która działała niestety tylko cztery lata, ale w tym czasie udało się jej ściągnąć wielu wybitnych twórców. W 1905 r. przeprowadziła się do Warszawy i tam podjęła decyzję o wstąpieniu do Zgromadzenia Panien Kanoniczek. Co zaskakujące, będąc w zakonie, nadal tworzyła.
Certowicz w świetle tych faktów wydaje się zajmować uprzywilejowaną pozycję – zdobyte wykształcenie, podróże zagraniczne, założenie własnej szkoły. Mimo to zniknęła z kanonu, a przywracanie o niej pamięci rozpoczęło się dopiero wraz z wystawą „Artystki polskie”, zrealizowaną w 1991 r. w Muzeum Narodowym w Warszawie. Przyczyny tego zaniedbania mogą być często prozaiczne – jak choćby brak rzeźb, które z powodu nietrwałości materiału, np. gipsu, nie zachowały się do naszych czasów. Projekt dr Ewy Ziembińskiej przywraca jednak pamięć o Certowicz, szuka również śladów innych polskich kobiet-rzeźbiarek tworzących we Francji. Sama badaczka zaznacza, że postawa Certowicz, jej determinacja i siła budzą podziw, zachęcają do głębszego wniknięcia w historię kobiet, torujących drogę do świata sztuki innym młodym, zdolnym dziewczynom.
Z kolei Mela Muter to polska malarka tworząca na emigracji we Francji i przed II wojną światową odnosząca sukcesy, ale dziś również nieobecna w kanonie uznanych artystek. „Zawieszona pomiędzy dwoma krajami, dwoma blokami politycznymi została skazana na rodzaj niebytu”, mówi dr Ewa Bobrowska (Terra Foundation for America Art, Paryż), badaczka jej spuścizny.
Prace Muter doceniane były w środowisku europejskim i amerykańskim. Zostawiła po sobie portrety malarzy, polityków, pisarzy. Portretowała m.in. Auguste’a Rodina, Diego de Riverę, Władysława Reymonta czy Mihalya Karolyi’ego, pierwszego premiera niezależnych Węgier. Paradoks przypadku Muter wiąże się z tym, że jej prace są doceniane w obiegu prywatnych kolekcjonerów, pozostają jednak przemilczane przez kuratorów czy badaczy, a co za tym idzie – nie trafiły do szerokiego grona odbiorców i kanonów sztuki. Dr Ewa Bobrowska, szukając przyczyn tego stanu rzeczy, stwierdziła, że kluczowy jest dostęp do dzieł i archiwów – bez tego nie jesteśmy w stanie przywrócić malarce należytego uznania. Być może krokiem milowym w tym kierunku będzie monografia Meli Muter przygotowywana przez badaczkę (we współpracy z Instytutem Polonika).
Białystok, Manchester północy
Determinacja i potrzeba działania cechowały również kobiety działające w ramach ruchu anarchistycznego początku XX wieku. Badacz tematu, Aleksander Łaniewski (IH PAN) wziął na warsztat historie anarchistek, które żyły i działały w Białymstoku w okresie rewolucji 1905 r. To opowieści do tej pory przemilczane, niedostatecznie udokumentowane i niecieszące się dużym zainteresowaniem wśród historyków. Fragmentaryczność i rozproszenie źródeł, niechęć wobec tematu i trudności w określeniu tożsamości badanych kobiet stanowią największe wyzwania. A przecież potraktowanie Białegostoku jako miasta pogranicznego, stolicy anarchizmu w imperium rosyjskim, nazywanego Manchesterem północy, posiada duży potencjał – także dla budowania tożsamości współczesnych mieszkańców miasta.
„Poprzez różnorodne działania Instytut Polonika chce zachować materialne świadectwa naszych dziejów i przywracać pamięć o ważnych dla współczesnych Polaków ludziach oraz istotnych faktach historycznych” – zauważa Sylwia Tryc p.o. dyrektora Instytutu Polonika. „Poza pracami konserwatorskimi, edukacyjnymi, popularyzatorskimi czy wydawniczymi, zajmuje się również szeroko zakrojonymi badaniami naukowymi. Działania konferencyjne czy seminaryjne służą z kolei tworzeniu przestrzeni na dyskusje naukowe, sieciowanie, ale i promocję podejmowanych przez nas badań nad polskim dziedzictwem poza granicami kraju. Współorganizując konferencję »Poza. Historie kobiet znikających…«, chcemy pokazać, że Instytut Polonika jest obecny także na arenie związanej z badaniami dotyczącymi herstorii”, dodaje.
Praca badaczy i badaczek nad przywracaniem historii kobiet z różnych powodów zapomnianych czy pomijanych pozwala budować właśnie ten pełniejszy obraz rzeczywistości. Czasem historie odtwarzać trzeba niemal od zera, a czasem, jak powiedziała Alicja Gzowska (Muzeum Narodowe w Warszawie), badaczka Aliny Ślesińskiej, powinniśmy ciągle na nowo aktualizować uznaną interpretację, rewidować narracje czy raz napisaną opowieść.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















