Artysta nie istnieje. Jest po prostu wytworem ludzkich wyobrażeń” – mówi w filmie zmarły prawie dziesięć lat temu muzyk. I amerykański reżyser Brett Morgen nie próbuje za wszelką cenę przedrzeć się przez te wszystkie warstwy – naszych fantazji, projekcji, rozlicznych masek, jakimi obrósł David Bowie przez ponad pół wieku swojego scenicznego bycia.
Hipnotyczny trip zamiast biografii Bowiego
Dlatego „Moonage Daydream” to nie jest dokumentalna biografia, wspominkowa gawęda czy sfilmowany tabloid. Nie znajdziecie tu odkrywczych przemyśleń, budowania bądź podkopywania legendy ani sensacyjnych ciekawostek. Twórca równie niebanalnych dokumentów o Kurcie Cobainie czy Jane Goodall postanowił odtworzyć pejzaż wewnętrzny artysty. Nakręcił hipnotyzujący, niedający chwili wytchnienia muzyczno-filmowy trip.
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Ktoś powie, że oglądamy dwugodzinny teledysk i nie będzie to żadnym umniejszeniem, bo wideoklip też przecież bywa sztuką. Unikając w filmie jakiegokolwiek zewnętrznego komentarza, Morgen oddaje czasem głos bohaterowi, zaś słowem, które z tego wyłuskuje i wykorzystuje jako klucz do swojej opowieści, jest „przemiana”.
Bowie używa go w kontekście przeobrażeń jego stylu i w znaczeniu bardziej filozoficznym czy nawet religijnym. A reżyser, zamiast pochwycić swego bohatera w konkretne ramy, pozwala mu na ową płynność, przejściowość, zmiennokształtność i w takiej poetyce został skonstruowany cały film.
Oniryczna tkanka „Moonage Daydream” składa się z przenikań, zapętleń, meandrów, mistrzowsko zmontowanych przez samego reżysera. „Space Oddity”, „Heroes”, „Absolute Beginners” oraz te mniej znane kawałki zdają się tworzyć jeden muzyczny ciąg, dopełniony przez obrazy z rozmaitych źródeł.
Dawid Bowie: artysta wielu wcieleń
Bo czegóż tu nie znajdziemy. Materiałom z koncertów, archiwaliom zza kulis, fragmentom teledysków czy filmów, w których Bowie zagrał, towarzyszą wyimki z klasyki kina, przede wszystkim niemego, ale i z tytułów bardziej współczesnych. „Metropolis” i „Podróż na księżyc” spotykają „Blade Runnera” i „Mechaniczną pomarańczę”. Nie przypadkiem wybieram z tego przepastnego rezerwuaru tytuły futurystyczne.
Opowieść Morgena krąży wokół „kosmicznej dziwności” Bowiego i może się to wydawać pójściem na łatwiznę, biorąc pod uwagę jego własne kreacje – Ziggy’ego Stardusta, Spaceboya, Starmana, „Człowieka, który spadł na Ziemię”... Czyli istoty pozaziemskiej, skrzyżowania androgynicznego anioła z robotem. Film przejmuje niejako tę kosmiczną perspektywę, podbijając psychodeliczny nastrój.
Dzieło Morgena wyrasta z kultury remiksu, ale czy mogło być inaczej w przypadku bohatera tak bardzo otwartego na eksperymenty, ryzykowne wolty i twórcze zapożyczenia?
Wyłania się z tego dokumentu nie tylko jedyne w swoim rodzaju muzyczne „zwierzę”, lecz artysta wielu dziedzin; prócz jego ról filmowych i prób literackich migają nam przed oczami występy teatralne i namalowane przez niego obrazy (skądinąd bardzo ciekawe portrety). Oczywiście był też Bowie mistrzem wizerunku, ostro flirtował z komercją, choć śledząc jego ewolucję, a zarazem spójność na różnych polach, nie trzeba się już wstydzić wytartych formułek typu „gwiazda”, „ikona” czy „charyzma”.
Widzimy również, jak to niestrudzone wymyślanie siebie, ciągła potrzeba „kontrolowania chaosu”, z wiekiem przeradza się w coś dużo głębszego – we wgląd w samego siebie.
„Moonage Daydream” o Davidzie Bowiem: czy warto?
Można się zastanawiać, czy portret Bowiego zaproponowany przez Morgena jest w istocie aż tak totalny i prawdziwy, czy raczej bardzo subiektywny i wybiórczy. Można także wzdychać na przesterowaną kolorystykę albo zbyt celebrowane zakończenie. Powstał jednak dokument, który ani przez chwilę nie wierzy w śmierć swojego bohatera.
Na ekranie ożywa jego makrokosmos, wszystko pulsuje jego rytmem, poszerza granice naszej percepcji i wyobraźni. Zupełnie, jakby ów pojedynczy wszechświat przez cały czas się rozszerzał i dalej promieniował. Albo ucieleśniał ideę wiecznego powrotu – tej nieustannej przemiany, o której tyle mówi w filmie autor „Ashes to Ashes”.
MOONAGE DAYDREAM – reż. Brett Morgen. Prod. USA 2022. Premiery CANAL+, Rakuten TV, Apple TV, Prime Video, wypożyczalnia YouTube.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















