Makaron z truskawkami Igi Świątek może nas wyzwolić z kulinarnych kompleksów. Ale żeby z jogurtem?

Kiedy się uważniej przyjrzymy, w różnych kanonicznych kuchniach włoskich też znajdziemy wersje makaronu na słodko.
Czyta się kilka minut
Fot. Noemi Toscano / Adobe Stock
Fot. Noemi Toscano / Adobe Stock

I wy tego niedźwiedzia tak gołymi rękami dusicie, kiedy zastąpi wam drogę w środku miasta? I co pani powie, myjecie nogi nawet w zimie? Myślałam, że nie, bo wam woda w balii zamarza. Fascynujące. Szkoda że nagrania na TikToku muszą być takie krótkie, bo bardzo brytyjska pani prowadząca pogawędkę po meczu z radosną Igą Świątek nie miała dość czasu, by rozwinąć pawi ogon wyższości na wieść o tym, co tenisistka ma ochotę zjeść. Makaron z truskawkami? How strange. Nie wiem, jak to jest z angielskim trawnikiem, te rzekomo 400 lat koszenia wydaje mi się mitem, byle szejk na swojej pustyni za dużą górę złota może sobie taki w parę miesięcy kupić i utrzymać w dobrej formie. Ale na pewno trzeba wielu pokoleń nasączanych jak biszkopt rumem bezbrzeżną imperialną dumą, by móc osiągnąć niepodrabialną krzywiznę ust, wygiętych w uśmiech z lekka tylko (wyrazistość jest zbyt plebejska) ironiczny. Trochę życzliwy, a zarazem bezwzględnie dystansujący. Twardszy od pałki, jaką kolonialny policjant ma w gotowości, gdyby dzikus przekroczył granice uprzejmej konwersacji.

A przecież osoba pełniąca rolę dzikuski w tym dialogu dopiero co wykazała niebotyczną zręczność w szalenie cywilizowanym sporcie. Tak cywilizowanym, że nadal na kort wolno wyjść tylko na biało, z wyjątkiem kolorowego paseczka wzdłuż szwu, nie szerszego jednak niż 10 milimetrów. Przy czym przepisy Wimbledonu są niezłomne: „biały nie obejmuje kremowego”. Cream to sobie możecie, drogie Polki, polać na te truskawki z makaronem, choć na wtrącone pytanie łaskawej pani, czy ten makaron to właśnie jada ze śmietaną (tu należy docenić jej przytomność w skojarzeniu, jak mianowicie takie barbarzyńskie jadło mogłoby wyglądać) Iga Świątek odrzekła coś, czego moja polska połowa duszy nie może do dzisiaj zaakceptować: z jogurtem.

Rozumiem, że wybitna sportowczyni (no bo nie „sportsmenka”, men w tym feminatywie zaiste upokarza) dba o każdą kalorię i chce dawać dobry, chudy przykład. No ale jednak to musi być uczciwa polska kwaśna śmietana osiemnastka, jej kwaskowość dobrze równoważy się z cukrem, którego przecież też nie może w tym sosie zabraknąć. No i twarogu. To wspaniałe zastosowanie naszego najprawdziwiej narodowego sera. Pokruszone widelcem grudki dają potrawie odrobinę struktury, przez co nie jest tak całkowicie gładką na podniebieniu breją. Ale breją w dużym stopniu musi jednak pozostać, zazwyczaj „smaki dzieciństwa” nie kojarzą się z wyrafinowanymi fakturami i molekularną pentatoniką.

Iga Świątek cieszy się po wygranej w Wimbledonie. Londyn, 12 lipca 2025 r. Fot. Robert Prange / Getty Images

Z własnego dzieciństwa nie pamiętam tego dania, tylko zupy owocowe, których żadna terapia nie wymaże. Ale że to ma być breja, zrozumiałem, kiedy dowcipny niewątpliwie los zetknął mnie z nieodżałowanym Piotrem Bikontem, który akurat kompletował grupę desperatów mających na potrzeby jego gazetowej rubryki zrecenzować warszawskie bary mleczne. A były to głębokie lata 90., faza smuty w tym segmencie gastronomii, hipsterzy, którzy wylansowali potem nowe oblicze barów, ze stołecznym Prasowym na czele, dopiero się rodzili.

Nastroje w ekipie były trochę wisielcze, trochę wręcz wywrotowe, ot grupa śródlądowych piratów, dżentelmeneli gotowych na wszystko, byleby zasłużyć na obiecany potem obiad w jakiejś prestiżowej restauracji. I taż grupa wesołków, skoro trafił się wśród nich makaroniarz, zdecydowała w ramach podziału zadań, że będę testował w każdej placówce właśnie makaron z truskawkami. Mieli niezły ubaw z mojej miny zbitego psa, bo wówczas tkwiłem w młodzieńczym przekonaniu, że każdej substancji w porządku świata przypada jeden tylko zestaw akcydensów. Byłem zatem fanatycznie przekonany, że godny swego miana makaron musi być sprężysty (nikt jeszcze nie mówił al dente), gorący i, broń Boże, nie słodki. Grzebałem więc widelcem w różowawych glutach, błagając kolegów, żeby się zamienili choć raz i dali mi przetestować talerz leniwych.

Wstyd mi teraz trochę za tę ciasnotę umysłu. W ostentacyjnym grymaszeniu nie mogłem się skupić na niuansach i kiepski był ze mnie sędzia. Co prawda owe barowe wykonania były zapewne marne, ale struktura potrawy miała swoją rację bytu w horyzoncie tutejszego jedzenia. Nieraz już pisałem, że pomimo całego otwarcia na świat lubimy jadać miękko, kremowo, zawiesiście, zupiasto. Syntetycznie raczej niż analitycznie.

A kiedy się uważniej przyjrzymy, to w różnych kanonicznych kuchniach włoskich znajdziemy trochę wersji makaronu na słodko. Wiele ma charakter świąteczny i bywa teraz ciekawostką, ale nawet przecież sławnetne timballo księcia Saliny w „Gepardzie” zawierało w sobie, oprócz podrobów duszonych w sosie z pieczeni, krem cukierniczy i było, jak wiemy z powieści, szczodrze posypane cynamonem i cukrem. Cynamon zwłaszcza, spośród różnych przypraw, dopiero w epoce nowoczesnej stał się „deserowy”, ciastkarski.

Brytyjczycy swoje „narodowe” potrawy, te bez domieszek indyjskich, trzymają pochowane przed światem jeszcze wstydliwiej niż my. Może wspaniała wygrana Igi Świątek na chwilę wyzwoli nas z kompleksów. Jeśli nie trenujecie przed kolejnym Wielkim Szlemem, to jednak dodajcie śmietany, dobrze? I nie żałujcie twarogu.

Postny makaron z Romanii

Dla tożsamości stołowej nowoczesnych Włoch po zjednoczeniu rolę założycielską pełniła, i do dziś jest traktowana jak Biblia, książka Pellegrino Artusiego, przetłumaczona u nas pod tytułem „Włoska sztuka dobrego gotowania” (choć oryginał mówi o „dobrym jedzeniu”). Tamże znajdziemy m.in. przepis na postny makaron z Romanii. Autor pisze, że wielu czytelników uzna go za śmieszny, ale sam wyraża zadowolenie i zapewnia, że dzieciom na pewno posmakuje. 

  • 320 g spaghetti
  • 200 g wyłuskanych orzechów włoskich
  • 200 g bułki tartej
  • 100 g cukru pudru
  • mieszanka sproszkowanego cynamonu i gałki muszkatołowej plus ewentualnie inne przyprawy korzenne, wedle własnego smaku (np. anyż gwiaździsty, ziele angielskie, goździk)
  • oliwa

Siekamy drobno orzechy, mieszamy z cukrem oraz bułką tartą, uprzednio krótko uprażoną na suchej patelni, i z przyprawami. Gotujemy makaron w solidnie osolonej wodzie (sól jest konieczna, by dobrze poczuć słodycz), odcedzamy na patelnię, na której podgrzaliśmy nieco oliwy z mielonym pieprzem, mieszamy, żeby omaścić kluski, wyłączamy ogień, wsypujemy miks orzechowy. 

Spróbujcie też wariantu, który podpatrzyłem w przepisie na inny, podobny słodki makaron z Lacjum (gdzie dodaje się też kakao): otóż w trakcie prażenia bułki dodajemy do niej sporą ilość świeżo utartej skórki pomarańczowej. Można też po prostu posypać całość skórką na wydaniu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Ale żeby z jogurtem?