Łukaszenka stchórzył

Ostatni dyktator w Europie okazał się także największym tchórzem Starego Kontynentu. Nie odważył się stanąć do równej walki z politycznym rywalem. Ani nawet do walki, w której państwowa propaganda i prawne regulacje od razu stawiały go w roli faworyta. Widząc rosnące poparcie opozycyjnego kandydata Aleksandra Milinkiewicza i niewątpliwe przebudzenie Białorusinów w ostatnich tygodniach, uciekł się do "sprawdzonych metod": w aresztach wylądowało kilkuset działaczy opozycji. Są wśród nich oficjalni przedstawiciele sztabu Milinkiewicza. Są wśród nich także dwudziestolatkowie piszący na murach antyłukaszenkowskie hasła. To miara odwagi prezydenta Białorusi: wsadzi do więzienia studenta z puszką farby.
Czyta się kilka minut

Łukaszenka "wygrał" te wybory, gdy tylko postanowił zawalczyć o trzecią kadencję. Ale przegrał o wiele więcej. Jego 12 lat rządzenia było czasem dla Białorusi trudnym i niejednoznacznym, bo pewnych zasług nie odmawia mu nawet opozycja. Z jednej strony mapa Białorusi utrwaliła się w świadomości jej mieszkańców i nikt nie podważa już sensu niepodległości państwa. Z drugiej, historyczne symbole Białorusi, jak jej język, są tępione. Rozporządzeniem prezydenta do szkół wróciły sowieckie podręczniki do historii, a on sam skonfliktował swój kraj ze wszystkimi sąsiadami (poza Rosją). Z jednej strony, Łukaszenka nie dopuścił do "złodziejskiej prywatyzacji", jaka stała się symbolem Rosji i Ukrainy, a sytuacja ekonomiczna przeciętnego Białorusina jest lepsza niż w tych krajach. Z drugiej, Białoruś uzależniona jest od rosyjskich surowców, a jej ekonomia coraz bardziej przypomina dmuchany balon. Z jednej strony polityczne mordy i prześladowania opozycji oraz dziennikarzy zdarzały się prawie na całym postsowieckim obszarze. Z drugiej, brutalność i skala tego zjawiska na Białorusi to rzecz unikatowa.

Możliwe, że gdyby Łukaszenka potrafił odejść po skończonej drugiej kadencji, zyskałby nie tyle sympatię, co choćby odrobinę uznania Białorusinów. Nie budowano by mu z pewnością pomników, ale też nie przeklinano by go. Wybrał inną drogę. Powinien jednak mieć świadomość, że im brutalniej rozprawia się teraz z opozycją, tym brutalniejszy będzie jego nieuchronny przecież koniec. Mógł odejść jak Leonid Kuczma - który też sobie zagwarantował "prawo" do trzeciej kadencji, ale z niego nie skorzystał - lecz jeśli będzie miał szczęście, skończy jak Slobodan Milošević.

O tym powinien pamiętać, wydając jakikolwiek kolejny rozkaz w swej walce o władzę.

Od redakcji: białoruskie ministerstwo spraw zagranicznych odmówiło przedłużenia akredytacji dziennikarzom "TP", Małgorzacie Nocuń i Andrzejowi Brzezieckiemu, którzy mieli relacjonować wybory 19 marca. Odmówiło też podania przyczyn tej decyzji.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2006