Łuck i co dalej?

Nieznani sprawcy zaatakowali w ubiegłym tygodniu polski konsulat w Łucku na Ukrainie.
Czyta się kilka minut

Budynek został trafiony w nocy z granatnika i tylko szczęśliwy przypadek sprawił, że nie ucierpiał znajdujący się w środku pracownik placówki. Zdarzenie to wpisuje się w obserwowaną od stycznia serię profanacji polskich miejsc pamięci na Ukrainie, w wyniku których ucierpiały pomniki w Hucie Pieniackiej (dwukrotnie), podkijowskiej Bykowni, Podkamieniu i we Lwowie. Bez wątpienia komuś bardzo zależy, aby doprowadzić do pogorszenia stosunków polsko-ukraińskich.

Akcja niszczenia pomników nie przyniosła jednak oczekiwanych efektów, więc sięgnięto po znacznie większy kaliber. Nietrudno jest odpowiedzieć na pytanie, kto ma interes w tym, aby poróżnić Kijów i Warszawę. Nie jest zbiegiem okoliczności, że tego samego dnia, gdy ostrzelano konsulat, grupa opłaconych osób – podszywających się pod rzekomo ciemiężonych ukraińskich Polaków – zablokowała trasę ze Lwowa do granicy z Polską. Już po kilku godzinach kadry z „protestu” opublikowała telewizja rosyjska.

Ukryci w cieniu reżyserzy tych prowokacji liczą, że część polskiego społeczeństwa, nie wdając się w żadne niuanse, obwini za zdarzenie Ukrainę. Już zresztą widoczne są w Polsce komentarze, iż „zbyt łatwo” sugerowany jest tu rosyjski ślad.

Niestety wszystko wskazuje na to, że Łuck nie był ostatnim takim przypadkiem. Tym istotniejsze jest, aby strona ukraińska podjęła działania wychodzące poza twitterowe deklaracje o tym, że sprawcy zostaną pojmani. Najgorszym scenariuszem byłoby okazanie – po obu stronach polsko-ukraińskiej granicy – bezsilności i oddanie pola tym, którzy pociągają tutaj za sznurki.

Wówczas w zaciszu swoich gabinetów będą oni mogli ogłosić sukces. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 15/2017