Łódzkie uniwersum

Karl Dedecius: EUROPEJCZYK Z ŁODZI - Kochanowski tłumaczony przez nastolatka z łaciny na niemiecki. Wiersze Tuwima czytane pod ławką polskiego gimnazjum, a polecone przez nauczyciela-endeka ("To wprawdzie Żyd, ale nikt nie pisze u nas dzisiaj bardziej naturalnie i z większą siłą niż on").
Czyta się kilka minut

Tomik Lermontowa ofiarowany niemieckiemu jeńcowi przez rosyjską lekarkę i studiowany podczas bezsennych nocy w obozowym lazarecie. Poemat Rilkego o kornecie Krzysztofie Rilke wyuczony na pamięć w... karcerze dzięki współwięźniowi, profesorowi gimnazjalnemu z Wiednia. Wiersze Władysława Sebyły, recytowane w niemieckim przekładzie w Warszawie, w obecności wdowy po zamordowanym w Katyniu poecie...

Biografia Karla Dedeciusa stanowić może ilustrację burzliwych dziejów dwudziestowiecznej Europy, dla niego samego jednak najważniejsze nie są wielkie wydarzenia historyczne, lecz konkretne ludzkie losy i ich "tajemnicza natura", przede wszystkim zaś - literatura, która pomaga znaleźć do nich klucz, daje sposobność do dialogu z samym sobą, z innymi, z historią właśnie. Szlak tej biografii biegnie pod prąd, wbrew stereotypom, odkrywa nieznane nam światy, każe inaczej spojrzeć na wiele spraw. Symboliczna łódź, znajdująca się w herbie rodzinnego miasta Karla Dedeciusa, pozwala pokonać nurt rzeki, przeprawić się na jej drugi brzeg, połączyć to, co rozdzielone. Praca Dedeciusa, "Übersetzera" - to słowo oznacza nie tylko tłumacza, także tego, kto przenosi coś na drugą stronę, przewoźnika - daje mu szczególną perspektywę.

Kiedy "Europejczyk z Łodzi" ukazał się przed dwoma laty po niemiecku u Suhrkampa, Joachim Trenkner przypomniał na tych łamach dorobek autora: ogromna liczba przekładów, w znacznej części powstałych zresztą wtedy, gdy zasadniczym zajęciem ich twórcy była absorbująca praca w towarzystwie ubezpieczeniowym Allianz; edycja pięćdziesięciu tomów Biblioteki Polskiej; stworzenie Deutsches Polen-Institut w Darmstadt... Zasługi Dedeciusa doceniono na rozmaite sposoby, włącznie z nazwaniem jednego z łódzkich gimnazjów jego imieniem i odznaczeniem go orderem Orła Białego. Książka warta jest jednak lektury nie z powodu zasług autora, ale po prostu dla samej siebie.

Trzy najciekawsze wątki to, po pierwsze - dzieje czesko-szwabskiej rodziny Dedeciusa i jego dorastanie w wielokulturowej Łodzi czasów II Rzeczypospolitej, po drugie - jego wojenne losy i powściągliwy opis lat spędzonych w sowieckiej niewoli, po trzecie - portrety najwybitniejszych postaci powojennej kultury polskiej, z którymi autorowi dane się było zaprzyjaźnić. Są wśród nich Stanisław Jerzy Lec - jego aforyzmy, do których Dedecius długo przekonywał wydawcę, odniosły potem w Niemczech olbrzymi sukces - Czesław Miłosz, Julian Przyboś, Tadeusz Różewicz, Zbigniew Herbert, Wisława Szymborska, Kornel Filipowicz, Stanisław Barańczak. Przewija się postać Jerzego Kwiatkowskiego, znakomitego znawcy literatury współczesnej ("nie wszyscy krytycy nimi są" - zaznacza z humorem autor), jest też - o czym pisał Trenkner - Jerzy Turowicz i redakcja na Wiślnej.

Wiele tu paradoksów: niemiecki chłopiec, który kończy polskie gimnazjum im. Żeromskiego i którego polszczyzna staje się w pewnej chwili bogatsza niż język rodzinnego domu; Dedecius-senior, urzędnik polskiej policji, antyfaszysta, który w 1945 roku decyduje się pozostać w Łodzi i przypłaca to życiem; młody rekrut walczący pod Stalingradem za niemiecką ojczyznę, w której nigdy nie był; jeniec, który rezygnuje z próby wcześniejszego wydostania się z obozu na podstawie polskiego obywatelstwa. Przekonują go do tego polscy współwięźniowie, on jednak odmawia. "Próbowałem im wyjaśnić, że można zmienić obywatelstwo, ale niepodobna wyrzec się rodziców, przynależności narodowej, wychowania ani wiary. Zamierzałem ze wszystkimi konsekwencjami wziąć na swoje barki przeznaczenie nałożone mi przez wojnę. Tak jak wszyscy inni Niemcy". Zwłaszcza polski czytelnik powinien tę książkę koniecznie przeczytać! (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008, ss. 422. Przełożyła Sława Lisiecka. W tekście ilustracje, na końcu indeks osób.)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 51-52/2008

 /
Obraz tygodnia
"Toczy się wojna podjazdowa o zmianę reguł debaty politycznej - mówi "Gazecie Wyborczej" Zygmunt Bauman. - Jeśli nie przyhamujemy jej w porę, doprowadzi ona do wyeliminowania dyskusji merytorycznej z polskiego życia politycznego. Aby uzmysłowić sobie, o jaką stawkę tu idzie, przypomnijmy epizod z kampanii prezydenckiej. By zdyskwalifikować prezydenckiego kontrkandydata Prawa i Sprawiedliwości, Jacek Kurski posłużył się argumentem służby jego dziadka w Wehrmachcie. Zamiast wyśmiać autora i spytać go publicznie, jakim sposobem to, co robił jego dziadek przed narodzeniem się wnuka, może rzutować na ocenę jednego z kandydatów do fotela prezydenckiego, politycy i dziennikarze pomknęli do archiwów, by wyszperać, jak długo straszny dziadunio służył w Wehrmachcie i jak się do koszar dostał. Rewolucyjna zmiana w regułach prowadzenia debaty politycznej została w ten sposób zalegalizowana i wyniesiona do rangi reguły. Polityka - zdają się mówić nowi włodarze Polski - to tyle, co tropienie nikczemników, którzy się kryją za odmiennymi poglądami, a pręgierz, dyby, gąsior i pal to główne narzędzia naprawy Rzeczypospolitej".
W wieku 90 lat zmarła w Schruns (Austria) Elisabeth Schwarzkopf, jedna z największych sopranistek zeszłego wieku. Urodziła się w Jarocinie, debiutowała w operze berlińskiej w 1938 r., po czterech latach przeniosła się do Wiednia. Po ślubie z producentem muzycznym Walterem Legge (1953) przyjęła obywatelstwo brytyjskie. Zasłynęła rolami mozartowskimi oraz wykonaniami pieśni Hugo Wolfa i Richarda Straussa. Po raz ostatni wystąpiła na scenie operowej w 1971 r. w Brukseli jako Marszałkowa w "Kawalerze Srebrnej Róży" Straussa, później dawała już tylko recitale pieśni i zajmowała się działalnością dydaktyczną.
Minęła 10. rocznica śmierci Juliana Stryjkowskiego.