Reklama

Licencja na dopisywanie

Licencja na dopisywanie

08.05.2017
Czyta się kilka minut
Fascynujące są bebeszki materiałów opublikowanych przez WikiLeaks, a wykradzionych z serwera sztabu wyborczego kandydata na prezydenta Francji Emmanuela Macrona – pisze na blogu „17 mgnień Rosji” Anna Łabuszewska.
Anna Łabuszewska / Fot. Grażyna Makara
N

Niewidzialna ręka Kremla, hacker na jego usługach, podrabianie dokumentów, mające w zamyśle prowadzić do dyskredytacji niepożądanego kandydata, a wokół cisza wyborcza. Operacja specjalna żołnierzy niewidzialnego frontu na rzecz francuskiego Frontu Narodowego? Może. Udoskonalona powtórka z podobnych zabiegów w czasie kampanii wyborczej w USA, gdy to ujawniono materiały Partii Demokratycznej i korespondencję członków sztabu wyborczego Hillary Clinton? Może.

Popatrzmy. W piątek wieczorem, w ostatniej chwili przed ogłoszeniem ciszy wyborczej, za pomocą aplikacji Pastebin tajemniczy Don Pedro z Krainy Deszczowców, ukrywający się pod pseudonimem EMLEAKS ujawnił konfidencjalną korespondencję sztabu Macrona. Było już za późno, aby sprawę zbadać, a nawet zareagować – sztaby kandydatów nie mogą w okresie ciszy wyborczej wydawać komunikatów, które mogłyby w jakikolwiek sposób wpłynąć na wynik wyborów. Ograniczono się jedynie do stwierdzenia, że sztab padł ofiarą ataku hackerskiego i że w opublikowanym „masywie dokumentów” znajdują się zarówno autentyczne, jak i zmanipulowane (podrobione) materiały. Poczta sztabu Macrona, wykradziona najprawdopodobniej jeszcze w lutym br., sprawnie wylądowała na portalu WikiLeaks.

Rosyjski portal Insider rozpracował dostępne dane. W kilku miejscach w metadanych opublikowanych dokumentów wykryto ślad działalności niejakiego Gieorgija Piotrowicza Roski (zapis w cyrylicy: Георгий Петрович Рошка). Jak pisze Insider, to programista pracujący w firmie Eureka (Эврика), której klientelę stanowią rosyjskie instytucje rządowe, w tym ministerstwo obrony i służby specjalne. Rosca nie odpowiedział na zapytania autorów z portalu Insider. Agencja Interfax ostrożnie zastrzega, powołując się na WikiLeaks: „Firma Eureka, w której jakoby zatrudniony jest wspominany w metadanych Gieorgij Piotrowicz Rosca, posiada licencję Federalnej Służby Bezpieczeństwa na działalność w dziedzinie ochrony tajemnicy państwowej”.

We wspomnianym wyżej włamie na serwer sztabu Macrona uczestniczyła najprawdopodobniej znana już rosyjska grupa hackerska Pawn Storm (inne pseudonimy artystyczne Fancy Bear i APT28), podejrzewana o niedyskretne zaglądanie pod kołdrę i do kiesy uczestnikom amerykańskich zeszłorocznych wyborów prezydenckich, a także ataki na stronki internetowe rosyjskiej opozycji. Rezultaty włamów też przekazywano wtedy portalowi WikiLeaks. Metodę mieszania autentyków z podróbkami przetrenowano już wcześniej, np. na Aleksieju Nawalnym – wykradzione z fundacji Sorosa dane zmodyfikowano tak, aby miały wskazywać na finansowanie fundacji Nawalnego przez George’a Sorosa.

W rosyjskich mediach, zwłaszcza w telewizji, podczas całej kampanii wyborczej we Francji mocno wspierano Marine Le Pen, i to na różne sposoby, nie tylko poprzez przychylne komentarze występujących w politycznych talk show speców: np. po pierwszej turze wyborów korespondentka rosyjskiej telewizji państwowej nadawała ze sztabu wyborczego liderki Frontu Narodowego. Ważnym sygnałem poparcia dla tej kandydatki ze strony władz Rosji było jej spotkanie na Kremlu z Władimirem Władimirowiczem Putinem. Emmanuel Macron natomiast był poddawany ostrej krytyce. Żadnych włamów na strony sztabu Mariny Żanowny Le Pen nie stwierdzono, WikiLeaks nie wylała żadnych pozyskanych nielegalnie materiałów. David Frum z The Atlantic zażartował na Twitterze, że w chwili obecnej taką mamy sytuację, że nie bardzo można ufać kandydatowi, którego korespondencji nie zhakowałaby WikiLeaks.

Tymczasem twórca WikiLeaks Julian Assange bryluje na srebrnym ekranie: prowadzi autorskie show w kremlowskiej tubie propagandowej dla zagranicy – telewizji RT.


Wpis pochodzi z tygodnikowego bloga Anny Łabuszewskiej „17 mgnień Rosji” >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Od 1992 r. związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

wobec poczynań rosyjskich hakerów? Przecież komputerów nie wymyślono w ZSRR i wciąż Krzemowa Dolina a nie Rostow nad Donem pozostaje światowym centrum informatycznych technologii. Czyż nie w Kaliforni mamy największą liczbę geniuszy na hektar? Czy to nie amerykańskie uniwersytety okupują szczyty wszystkich możliwych rankingów? Ten Rosca/Roszka prawdopodobnie posługuje się jakimś makiem czy pecetem, a nie ruską samoróbką. Po tylko nauczkach nie można zabezpieczyć się przed atakami albo i samemu zastosować manewr wyprzedzający? A jeśli przyjąć tę spiskową teorię (czemu tylko tę?), to czym wytłumaczyć dziwną strategię walki pośredniej, poprzez manipulowanie wyborami w innych krajach. I czego niby się spodziewają? Że życzliwy im polityk na pewno nie wywinie numeru i nie zmieni frontu? Że będzie w stanie rozbroić swój kraj i poddać go wpływom Rosji nie natrafiając na opór materii? Stosując te same środki mogliby przecież uderzyć bezpośrednio i natychmiastowo skutecznie - w system obrony przeciwnika, jego satelity, elektrownie jądrowe, cokolwiek właściwie. Tymczasem zachowują się jak bohater starej polskiej kreskówki, swoim Zaczarowanym Ołówkiem rysujący cudownie materializujące się młotek, gwoździe i deski zamiast po prostu narysować karmnik dla ptaszków, o który mu ostatecznie chodziło. W kwestii prawdy się nie wypowiadam, bo tyle o niej wiem, co i Pani (czyli nic pewnego), ale z prawdopodobieństwem tej teorii władzy absolutnej Kremla nad cyberprzestrzenią coś krucho.

A jak się ma produkcja komputerów do hakowania sieci? Podpowiem: tak samo jak produkcja samochodów do włamywania się do nich. Rozumiem, że producenci samochodów powinni wykonać atak uprzedzający na włamywaczy. Michał Smogorzewski

wypisując głupstwa z jej konta.

Proszę się nie krępować. Chętnie przeczytam odpowiedź jak dolina krzemowa miałaby uprzedzająco uderzać w hakerów. Myślę, że właściele wielu girm chętnie skorzystają z porady.

Trochę mnie krępuje łopatologiczne wyjaśnianie swoich racji, bo to tak, jakbym wątpił w inteligencję rozmówcy. Ale - niech tam! Ta idiotyczna analogia "producenci kontra złodzieje samochodów" jest wyłącznie Pana (umówmy się, że pana a nie Pani) pomysłem, a wmawianie jej mnie nazywa się w retoryce sofizmatem. Tu byłaby chybiona nawet analogia "policja kontra terroryści", gdzie obie strony nie posługują się tymi samymi środkami. Policja nie może "symbolicznie" uderzyć w islamistów, posyłając posterunkowego-samobójcę z bombą do meczetu, żeby potem dla postrachu pochwalić się tym czynem w Internecie. Jednak w przypadku dziwnie ostatnio częstych ingerencji Rosji w wybory na Zachodzie mamy do czynienia z wojną służb przeciw służbom, prowadzoną identycznymi środkami i zmierzającą do celów wprawdzie między sobą sprzecznych, ale tego samego rodzaju. Jak dwie bramki po dwóch stronach boiska. Pyta Pan, jak uderzyć w Rosjan? Proszę bardzo: paraliżując hakerską sieć w Rosji (to nie samotne wilki; pracują na etatach i są koordynowani przez szefów z GRU, nieprawdaż?), powodując anonimowo wyciek maili rosyjskich dyplomatów, mieszając w systemie wyborczym... Niech im wyjdzie, że Putin dostał 0,1%. Albo 105%. Niech się ruska machina propagandowa zajmie własnymi problemami. Niemożliwe? A dlaczego - pytam - skoro potrafią to służby kraju skądinąd zapóźnionego, bogatego wyłącznie surowcami i mięsem armatnim oraz zarządzanego przez niekompetentnych a chciwych oligarchów? To przecież dogmaty w "post-sowietologii" uprawianej m.in. przez panią Annę. Druga wątpliwość dotyczyła wewnętrznej logiki zarzutów, jakie pojawiają się w każdym przypadku, kiedy należy propagandowo zneutralizować "niesłuszną" opcję polityczną. Jeśli Kreml mógł osadzić w Waszyngtonie Trumpa (może nie pisano w tym tonie w tzw. poważnych gazetach?), to skąd pewność, że zostawił w spokoju Niemcy i że Angela Merkel nie jest marionetką Putina? Tym groźniejszą, że jeszcze nie zdemaskowaną. To trochę przypomina dyskusję z antysemitą. Zawsze powie, że cokolwiek zrobi Żyd, to z definicji musi być złe, nawet jeśli nie wiadomo, na czym to zło polega, a cokolwiek złego się dzieje, to również z definicji musi stać za tym Żyd, nawet jeśli pozory na to nie wskazują. Trudno polemizować z argumentem podanym jako aksjomat. Pozdrawiam.

Bla bla bla jakby służby chciały to by coś zrobiły bla bla Żydzi bla bla bla. Przekonał mnie Pan! Czułem, że zmieniam zdanie już jak mnie pan zaczął obrażać ale sięgając po słownik ostatecznie mnie pan pokonał. Elokwencja i logika jak zwykle wygrały. Oddalam się ze wstydem.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]