Reklama

Lektury pobożne

Lektury pobożne

22.05.2007
Czyta się kilka minut
Nieznany (prawie) wywiad z kardynałem Wojtyłą
"

"Nauka społeczna Kościoła? Nic takiego nie istnieje" - głosił w wydanej w 1977 r. we Włoszech książeczce ojciec Marie-Dominique Chenu. Włoski filozof i publicysta Vittorio Possenti postanowił wykazać, że nauka społeczna Kościoła jednak istnieje. Punktem centralnym pracy miał być głos wybitnego znawcy przedmiotu z Ameryki Łacińskiej. Tymczasem w maju 1977 r. w auli Katolickiego Uniwersytetu Sacro Cuore w Mediolanie Possenti wysłuchał konferencji do studentów, wygłoszonej przez kard. Wojtyłę na temat "Problem konstytuowania się kultury poprzez ludzką praxis". I postanowił przeprowadzić z nim wywiad. Środek ciężkości pomysłu przesunął się ku wschodowi Europy.

Possenti przygotował pierwszy zestaw pytań oraz list podpisany przez rektora Lazzariego. Na Wielkanoc '78 przesyłkę dostarczono przez okazję do Polski. Odpowiedź arcybiskupa Krakowa była pozytywna. Do pierwszego spotkania doszło 20 maja. "Pojechałem - opowiada Possenti - by odebrać kardynała i jego sekretarza ks. Stanisława Dziwisza z lotniska Linate. Przybywającym z Rzymu towarzyszyłem na lotnisko Malpensa, skąd mieli ruszyć w dalszą drogę do Warszawy. Rozmawialiśmy długo podczas jazdy oraz na samym lotnisku, wykorzystując słynne tutaj opóźnienia w lotach".

Miesiąc później, także w Mediolanie, dostarczył drugi zestaw, bardziej szczegółowy. Pisze o nim tak: "Usiłowałem zawrzeć możliwie wiele i sprowokować rozmówcę, jak tylko się dało, wątpliwościami i krytycznymi pytaniami - których osobiście nie podzielałem - aby osiągnąć odpowiedź dialektycznie odmienną. Arcybiskup obiecał, że odpowiedzi przygotuje w ciągu lata 1978 roku, co też się stało".

O tym jednak Possenti nie wiedział. Swój wywiad przeczytał dopiero po 13 latach, w wydawanym w Rzymie kwartalniku "Il nuovo Areopago" (nr 1/1991). Oczywiście, po wyborze na Stolicę Piotrową swego rozmówcy, napisał do Watykanu z prośbą o umożliwienie mu zapoznania się z odpowiedziami na postawione pytania. Prałat Józef Kowalczyk z Sekretariatu Stanu poinformował go, że w obecnej sytuacji przygotowane przez kard. Wojtyłę notatki nie mogą być opublikowane. Possenti wspomina to bez żalu, a nawet z pewną satysfakcją, że wylansowanie społecznej nauki Kościoła przez przemówienie Jana Pawła II w Puebla i jego trzy społeczne encykliki "odzwierciedlało ugruntowane przekonanie dojrzewające w duszy polskiego profesora katolickiej etyki społecznej".

Odpowiedzi kardynała Wojtyły to nie tylko wykład doktryny, ale - w stylu właściwym dla Autora - także prezentacja własnych poglądów. Warto sięgnąć do tego tekstu, analizując np. stosunek Jana Pawła II do teologii wyzwolenia. Wojtyła stwierdza jasno, że zaangażowanie Kościoła także w całkiem ziemskie wyzwolenie człowieka jest dla niego oczywiste. Czytamy: "Te »procesy wyzwolenia«, o których mowa w ostatnim pytaniu - jest ich wiele - odnoszą się do dziedziny ekonomiczno-społecznej, ale także np. do dziedziny narodowo-politycznej i innych dziedzin - wszystkie one należą bezpośrednio i wprost do historii świata (pozostając przy optyce Konstytucji pastoralnej i mówiąc jej językiem). Kościół nie ustala »treści« tych procesów, nie czuje sie być do tego powołany. Nie jest również powołany do określenia [dla nich] »porządku dnia« (...). Czy to znaczy, że Kościół ogłasza w tej sprawie swoje désintéressement, że umieszcza się poza całą sferą tych historycznych procesów, sferą nabrzmiałą nie tylko zmaganiem się ludzkich namiętności, grą trojakiej pożądliwości, o której pisze św. Jan w swym pierwszym liście (1 J 2, 16), ale także przecież nabrzmiałą zmaganiem się ludzkich sumień sferą tylu cierpień duszy i ciała, sferą tak często ociekającą ludzkimi łzami i ludzką krwią? Kościół, który wyrasta z Krzyża Jezusa Chrystusa, nie może umieszczać siebie poza tym wszystkim, w czym zawiera się droga krzyżowa tylu ludzi, społeczeństw, narodów, ludów, kontynentów, epok".

Kardynał wielokrotnie odwołuje się do doświadczeń Polski. Wspomina np. o wyzwoleńczej roli wiary w okresie rozbiorów. System marksistowski, sytuację społeczną w Polsce i krajach reżimu komunistycznego - bez wymieniania ich po imieniu - ocenia surowo. Ale rzecz znamienna, ocena ludzi zaangażowanych w społeczną rewolucję jest o wiele bardziej zniuansowana: "Nie chciałbym »przywłaszczać« Ewangelii tego, co od niej, a w każdym razie od Kościoła i chrześcijaństwa zdecydowanie się odżegnuje. Ale pytam, muszę pytać: czy w jakiejś warstwie, czy na jakimś poziomie świadomości tych ludzi, którzy kierowali się samą słusznością sprawy, czystą wolą wyzwolenia wyzyskiwanego świata pracy - ludzie ci nie napotykali (i nie napotykają) tego szczególnego Człowieka Pracy, którym był Jezus z Nazaretu - z kolei nauczyciel sprawiedliwości i miłości społecznej?".

I jeszcze jeden ciekawy szczegół: Kardynał odnotowuje narastający proces wewnętrznej krytyki i kontestacji wewnątrz systemu komunistycznego. Nie odrzuca hipotezy, że jest to proces marginalny, podkreśla jednak z nacis­kiem: "Trudno nie stwierdzić, że na przestrzeni trzydziestu z górą lat - mimo nienaruszalności doktryny i struktury - ten sam ustrój nie jest już we wszystkich szczegółach całkiem taki sam. I to ma swoje znaczenie".

Książka poza rozmową z kard. Wojtyłą zawiera jeszcze dwa eseje: "Nauczanie społeczne a teologia społeczna" i "Aspekt kościelny, kulturalny i naukowy" pióra profesora Sergio Lanza.

  • Vittorio Possenti, "Rewolucja Ducha. Doktryna społeczna Kościoła widziana oczyma kard. Karola Wojtyły". Nieznany wywiad-rzeka przeprowadzony w roku 1978. Warszawa 2007, Wydawnictwo Fronda;

Jeszcze jedna książka o Jezusie

Autor jest autorem "Traktatu o Jezusie" w tomie pierwszym "Dogmatyki" wydawanej w Bibliotece "Więzi". O swojej pracy nad tamtym dziełem tak pisze: "Podręcznik akademicki powinien przecież prezentować pewien uśredniony stan rozwoju danej dyscypliny, stosunkowo niewiele w nim miejsca na osobisty punkt widzenia autora czy na otwarte, wciąż podlegające dyskusji kwestie - musiałem zatem dokonywać dość bolesnej dla mnie selekcji materiału. Ilekroć rezygnowałem z prezentacji jakiegoś wątku, z rozwinięcia jakiejś intuicji czy wyrażenia własnej opinii, czułem, że będę musiał do tych kwestii jeszcze powrócić, aby wyrazić to, co narastało w głowie i rosło w sercu. Tak rodziła się ta książka".

Nie będę pisał, że autor jest zafascynowany osobą Chrystusa. Nawet jeśli jest, w co nie wątpię, książka wychodzi daleko poza osobę Jezusa. Raczej prowadzi do Niego drogami różnych chrystologii, różnych sposobów traktowania wiedzy o Nim. Ukazanie wagi i ograniczeń metody czysto historycznej, znaczenia Starego Testamentu dla zrozumienia Ewangelii (dla Apostołów to on był jedynym "Pismem Świętym", a dziś traktujemy go jak starą pralkę po kupieniu nowej; przez sentyment nie wyrzucamy jej na śmietnik, lecz znosimy do piwnicy, gdzie stopniowo znika pod innymi rupieciami), zderzenie prawdy o wcieleniu Boga ze współczesnym sposobem myślenia ("Kto się wcielił, czyli o prywatnym człowieczeństwie Syna Bożego") - wszystko prowadzi do spotkania z "Jezusem z Nazaretu bez liftingu", ukazanym w Ewangeliach, spełniającym obietnice Starego Przymierza, odkupicielu (co to znaczy?), ale i gwałtownie reagującym na zło sędzią ("zuchwałością jest założenie, że Jezus i tak znajdzie w nas coś godnego ocalenia"). Książka jest napisana z pasją, używane w niej porównania czasem zaskakują, jak np. Pana Jezusa do hydraulika, ale zaskakując - przyciągają uwagę i pomagają zrozumieć zasadniczy wywód.

Autor pisze dla ludzi. Nie ukrywa duszpasterskich celów książki, bo wewnętrzny przymus jej napisania niewątpliwie wzrastał w spotkaniach z ludźmi, którzy z najbardziej istotnych spraw wiary chrześcijańskiej nie zrozumieli nic albo, co gorsza, wszystko zrozumieli opacznie.

"Zbyt często w Kościele polskim doświadczamy martwej liturgii sprawowanej przez duchownych, którzy wydają się należeć do innego, feudalnego jeszcze świata, liturgii, w której uczestniczą wierni niewykazujący najmniejszej ochoty na zaangażowanie się w to, co dzieje się przed ich oczyma. Gdyby był to tylko problem praktyczny, już dawno duchowni znaleźliby jakąś metodę pozwalającą wyrwać wiernych z trybu stand by, na który automatycznie przełączają się przekroczywszy próg kościoła. A wierni znaleźliby jakiś sposób, by duchowni żyli bardziej ewangelicznym życiem, w rzeczywistym świecie. To się jednak ciągle nie udaje, mimo wysiłku pastoralistów (i - ufam - pasterzy), homiletów (i - ufam - kaznodziejów), katechetyków (i - ufam - katechetów). Nie udaje się, bo błąd nie leży moim zdaniem po ich stronie, lecz bardziej po stronie teologów. Czas więc uderzyć się we własną pierś, z całą siłą, na jaką mnie stać".

Co Autor chce nam przekazać? Oprócz bardzo konkretnej wiedzy - pewność, że "jeśli Zbawiciel rzeczywiście jest z nami, to zbawienie jest przede wszystkim kwestią teraźniejszości. O tym teo­logii zdarza się zapominać: uległa ona pokusie odsuwania spotkania z Chrystusem w przyszłość - tę zaraz po śmierci lub dopiero przy paruzji, zmieniając życie chrześcijanina w czas trwożnego oczekiwania wypełnionego różnego rodzaju testami i egzaminami w postaci pokus".

Tak więc nie tylko Ojciec Święty dał nam książkę o Jezusie, ale także ks. Grzegorz Strzelczyk. Sądzę, że książka ks. Strzelczyka może się okazać dobrym przygotowaniem do lektury książki Papieża Ratzingera.

  • Ks. Grzegorz Strzelczyk, "Teraz Jezus", Warszawa 2007, Biblioteka "Więzi";

Reformacja

Wiele wskazuje na to, że Marcin Luter nigdy swych 95 tez do drzwi zamkowego kościoła w Wittenberdze nie przybił. Wiadomość pochodzi z jednego tylko źródła, od Filipa Melanchtona, którego w 1517 r. z pewnością w Wittenberdze nie było, a o przybiciu tez napisał już po śmierci Lutra. Jedno jest pewne: przybił czy nie przybił, Marcin Luter nie chciał wówczas dokonać żadnego rewolucyjnego kroku. Niemniej owe tezy słusznie uznaje się za początek reformacji.

Książka Rolfa Decota na niespełna 140 stronach klarownie pokazuje istotę reformacji. Skupiając uwagę na osobach Marcina Lutra oraz innych reformatorów, oraz na ich dziele, pozwala zrozumieć genezę wydarzenia, które przemieniło Europę. Bo reformacja sprawiła, że "rozkład średniowiecznej christianitas, w sferze państwowej znaczn ie już w powstających państwach narodowych zaawansowany, w okresie reformacji objął również Kościół. Wskutek charakterystycznego dla średniowiecza i wczesnej nowożytności ścisłego związku Kościoła i państwa nastąpiło wprawdzie w późnym średniowieczu rozparcelowanie Kościoła w sensie odrębnych jednostek prawnych, ale trwała jeszcze jedność wspólnej wiary. Reformacja doprowadziła teraz do parcelacji Kościoła na zasadzie różniących się od siebie wyznań".

Zastanawia, jakim cudem reformacja mogła mieć tak ogromną skuteczność i tak szeroki zasięg. Jedną z przyczyn było ukazywanie przez Kościół drogi do zbawienia jako drogi straszliwych zagrożeń. W odpowiedzi na lęk o własne zbawienie Kościół proponował korzystanie z oferowanych przez siebie środków, wśród których - w oczach niewykształconych teologicznie ludzi - odpust uchodził za główny środek zbawczy, ważniejszy nawet od sakramentów. "Luter natomiast widział możliwość przezwyciężenia lęku i pewność zbawienia jedynie w wierze w obietnice Boga, zawartą w jego słowie, które przychodzi do ludzi poprzez słowo głoszone w Kościele. (...) Stary system począł się chwiać, kiedy wskutek przezwyciężenia lęku przed karą za grzechy usunięta została jego podstawa, a pewność zbawienia została oparta na wierze w zawarte w Piśmie Świętym Boże słowo. To było jedną z przyczyn ogromnej siły oddziaływania tez Lutra, ale także teologicznym powodem uniemożliwiającym - przynajmniej w owym czasie - porozumienie, ponieważ zakładałoby ono całkowitą odnowę systemu". Rozwój swój reformacja zawdzięcza także okolicznościom politycznym. Dopiero ich poznanie daje pełny obraz tamtych niezwykłych wydarzeń.

Fascynujące są rozdziały poświęcone reakcjom Kościoła katolickiego na reformację. Jako reakcja na degrengoladę Kościoła, wywołała kolejną reakcję, mianowicie dążenie do usunięcia przyczyn, które do reformacji doprowadziły. Dążenia do odnowy Kościoła, które inny charakter miały we Włoszech (wysiłek poszczególnych środowisk, powstawanie zakonów, bractw itp.), inny w Hiszpanii, w której ruch odnowy potraktowano jako obowiązek narodowy. Punktem kulminacyjnym było zwołanie Soboru Trydenckiego. Rozpoczęty w 1545 r., obradował do 1563 r., z dwiema kilkuletnimi przerwami. Nie doprowadził do jedności wiary, raczej pogłębił istniejący rozłam, ale w sferze wewnątrzkościelnej dał impuls do reformy, której realizacja miała się dokonywać przez długie jeszcze lata. Dopiero kontekst historyczny pozwala docenić właściwie jego rolę.

Tytuł książki Decota mówi o historii reformacji w Niemczech. Siłą rzeczy te dzieje poznajemy w ścis­łym powiązaniu z historią ówczesnego papiestwa i całego Kościoła. I co może najciekawsze, problemy Kościoła naszej epoki w stadium początkowym odnajdujemy w starciu Kościoła z wyzwaniem, którym było dlań pojawienie się wielkiego ruchu reformacji.

  • Rolf Decot, "Mała historia reformacji w Niemczech", przeł. Juliusz Zychowicz, Kraków 2007, Wydawnictwo WAM, "Biblioteka Historii Kościoła"

Po 300 latach błogosławiony

Już tytułowy "żywot" może zniechęcić. Żywoty świętych to zwykle lektura konstruowana "ku zbudowaniu"; niby biografie, ale wygładzone i upiększone cudownościami, w których dane historyczne mieszają się z legendą. Styl książki ks. Rogalewskiego ma w sobie wiele z "żywotów", mimo to ją polecam. Jest bowiem opowieścią o żyjącym w XVII w.­ niezwykłym Polaku, który 15 września 2007 r. zostanie wyniesiony na ołtarze. Był pierwszym polskim założycielem męskiego zakonu (marianów), który do dziś istnieje.

"Żywot" opiera się na dokumentach, niekiedy z trudem odnalezionych. Życie o. Stanisława Papczyńskiego, syna kowala z Podegrodzia koło Nowego Sącza, jest niezwykłe. Droga do realizacji zamiaru założenia zakonu, jego powstawanie, klęski i sukcesy - to wszystko ma w sobie coś z niezwykłej powieści, w której silna osobowość zakonodawcy na tle trudnej epoki intryguje i fascynuje. Życie Papczyńskiego pełne jest dramatycznych konfliktów, on sam jednak tchnie pokojem płynącym z wiary. Znalazło to oczywiście odbicie w trudnym procesie beatyfikacyjnym, który ciągnął się, z długimi przerwami, trzysta lat. Opisał to wszystko ks. Wacław Makoś w pracy "O. Stanisław Papczyński. Badania i refleksje" (Wydawnictwo Księży Marianów 1998). Jego książka, choć nie jest biografią, jeszcze pełniej niż żywot ukazuje postać przyszłego błogosławionego.

O. Papczyński był znanym warszawskim kaznodzieją. Niech więc on sam na koniec tej notki przemówi. Oto fragment kazania "patriotycznego", który pokazuje, jak bardzo ten asceta i mistyk był zaangażowany w sprawy publiczne.

"Wielu rzecze: W szlacheckim domu zrodzony, z wolności korzystam. Kto mi więzy narzuci? kto pod sąd pociągnie? kto popełniającego przestępstwo ukarze? kto zbuntowanego poskromi? Wolnym jest. Nie znam pana, wyjąwszy tego, którego sobie sam w najbardziej wolnym wybiorę głosowaniu, takiego przy tym, który się przysięgą zwiąże, że nie będzie nas karał, choćby nawet dojrzał zuchwalstwa. O niezwykła wolności, jeśli nie słuszniej powiedzieć: swawolo!".

I fragment o liberum veto: "Któż zaiste uwierzy, aby cechą wolności polskiej było to, że Rzeczpospolita, uważając siebie za najbardziej wolną, w największej pozostaje niewoli. Zbierają się często dla narad nad dobrem pospolitym przednie stany; wysyła też posłów swych do Izby stan rycerski. I co się okazuje: przy zgodzie Senatu, przy przychylnym usposobieniu szlachty wyrywa się spośród niej jeden tylko, »wolny« oto człowiek; huczy dwa, trzy razy samo owo »Nie pozwalam« i już raptem całe obrady do tego stopnia burzy, że choćby miało być uchwalone coś najzbawienniejszego, wszystkie czynności stają się natychmiast nieważne wskutek zupełnie nierozważnego oporu jednego, zazwyczaj nieuczciwego, wrogiego Ojczyźnie obywatela. Mam że więc nazwać wolną, Polsko, ciebie, której jeden człowiek rozkazuje, kiedy zechce?".

  • Ks. Tadeusz Rogalewski MIC, "Żywot Stanisława Papczyńskiego". Warszawa 2007, Wydawnictwo Księży Marianów.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]