Lektura istnienia

30.03.2003

Czyta się kilka minut

Ewa Lipska: JA - w noworocznym numerze „TP” opublikowaliśmy dziewięć nowych wierszy Ewy Lipskiej. Wraz z czternastoma innymi znalazły się one teraz w kolejnym zbiorze autorki „Przechowalni ciemności”. Podaję dokładne liczby, bo łączą się one dla mnie z matematyczną wręcz precyzją, z jaką Lipska układa swoje językowe paradoksy, z oszczędnością dokładnie odmierzanego słowa. Nie jest to „precyzyjna biżuteria katastrofy”, wedle ironicznego określenia z wiersza „11 września 2001”; kryształy tych wierszy żarzą się wewnętrznym światłem. Rygor konstrukcji, powściągliwość w wyrażaniu uczuć, sarkazm podszyty humorem pozwalają tym mocniej wyrazić naszą potrzebę miłości, świadomość przemijania („Gasną prawa autorskie / do biegnącego czasu”), żal, że nasze życie jest tylko „biegiem na najkrótszym dystansie”, i tym dobitniej oddać niepokój, że „świat się spruł”, jak mówi krawiec w cytowanym już wierszu.

„Ludzie dla początkujących”, „1999”, „Sklepy zoologiczne”, teraz „Ja” - w ciągu kilku zaledwie lat cztery znakomite książki poetyckie. Powtórzę, co tu niedawno napisałem, odnotowując wybór wierszy Lipskiej „Uwaga: stopień”: jej poezja to jeden z najważniejszych głosów naszej literatury ostatnich dziesięcioleci i jedna z najprzenikliwszych diagnoz naszego zdumiewającego świata. Świata i ludzkiej kondycji. Oto na koniec krótki wiersz, zatytułowany „Ruch”:

Droga do Eleusis

■ Wiesław Juszczak: PANI NA ŻURAWIACH. Cz. I: REALNOŚĆ BOGÓW - najpierw cytat, dosyć długi. Pochodzi z otwierającego tę niezwykłą książkę „Dziennika ”. „Dziennik” powstał w oparciu o notatki z rzeczywistej podróży, odbytej przez autora w październiku 1995 roku do Eleusis, miejsca odprawiania starożytnych misteriów, których tajemnicy nigdy nie odsłonięto.

„W kręgu europejskim, od pewnego momentu, teologia jako jedna z nauk, a zatem jako dyscyplina zakorzeniona przede wszystkim w tym, co racjonalne, ograniczyła pole i znaczenie mistycznego przeżycia, czyniąc je nieraz czymś wątpliwym. W takim uwikłaniu w religię zinstytucjonalizowaną, i zdominowaną nadto przez teologiczny obraz Absolutu czy Boga, doświadczenie mistyczne poddane zostaje zawsze testowi opartemu na rozumowych przesłankach. Przez to traci uznanie szersze, staje się czymś podejrzanym, a jeśli w wyjątkowych przypadkach uzyskuje pieczęć autentyczności, pozostaje wyjątkiem tylko.

W obrębie eleuzyjskiego sanktuarium te fakty narzucają się myśleniu. Wyrażenie Parandowskiego »droga mistyczna* na określenie szlaku, który wiódł tu z Aten, można sytuować poza wszelką metaforycznością. Ludzie, przez stulecia ciągnący tędy w miesiącu Boedromion, szli po to, by doznać właśnie doświadczenia zwanego mistycznym. Z pewnością nie każdy osiągał ten cel. Ale cel był bez wątpienia taki, taka była powszechna nadzieja pielgrzymów i, wnioskując z tak bezwzględnie zachowanego milczenia, z tak ściśle strzeżonej tajemnicy, wzniosłość i głębia doznań sięgaj ących co najmniej progu tak przez nas określanego przeżycia musiały być czymś powszechnym. Nasze spojrzenie, ograniczone przez laicyzację kultury, czyni ten fakt niemal nieprawdopodobnym. Są z pewnością tacy, i na pewno reprezentują większość, którzy skłaniają się do wyjaśniania tego wszelkimi możliwymi przesłankami, jakie daje psychologia i inne jej pokrewne dziedziny. W tym trybie rzecz sprowadzić można nawet do fenomenu zbiorowej histerii. A zatem w naszych czasach wytyczanie »drogi do Eleusis* musi się zaczynać od negowania takich trywialnych argumentacji i niszczenia gęstego splotu wątpliwości i podejrzeń”.

Nazwisko Jana Parandowskiego zjawia się tu nie przypadkiem. U prapoczątków podjętej przez narratora podróży była bowiem młodzieńcza fascynacja postacią Maxa von Trotta, tytułowego bohatera jednego z opowiadań Parandowskiego. Max von Trott, genialny badacz antycznej Grecji, który popełnił samobójstwo zrozumiawszy, że nigdy nie uda mu się rozwiązać zagadki misteriów, mówi w pewnej chwili: nie można być historykiem religii, nie zachowując w sercu wiary w dawnych bogów. To zdanie naprowadza na trop nie literacki już, a rzeczywisty: na osobę i dzieło pewnego niemieckiego uczonego.

Wiesław Juszczak tłumaczy, że książka obecnie wydana stanowi jedynie fragment szerszego zamysłu - jest swoistą rozprawą o metodzie. „Dotyczy pewnego sposobu traktowania i pojmowania archaicznej religii greckiej, który - dzisiaj niemal zapomniany nawet w wąskim gronie specjalistów - był kiedyś żywym tematem dyskusji i sporów. (...) Autorem prac, rozwijających w dwudziestych i trzydziestych latach »wizjonerską* interpretację religii Homera, był wielki niemiecki filolog klasyczny, Walter Friedrich Otto”.

Właśnie rekonstrukcji myśli Otta poświęcona jest druga, obszerniejsza część książki. Świat początków religii greckiej pojawiał się jako przedmiot fascynacji i refleksji już w niektórych szkicach z poprzedniej książki Wiesława Juszczaka, „Fragmentów”. Teraz przewodnikiem po tym świecie został Otto. Niemiecki uczony pokazuje, „do jakiego stopnia pragnąc tylko zbliżyć się do granic niepoznawalnego, musimy wzbudzić w sobie wiarę w sens błąkania się i błądzenia, co znaczy: poddać się zasadzie »nieobiektywności*... Wyraz »nauka* nie ma w takiej sytuacji większego zastosowania. Jeśli jest to jakieś »badanie*, bardziej angażuje ono nasze własne doświadczenie egzystencjalne niż siły potrzebne do penetrowania nagromadzonych przez wieki złoży erudycji, które nam utrudniają lub uniemożliwiają postrzeganie samych nawet zarysów celu. Nie trzeba się zarzekać, jeśli cel ten podsuwa nieuchwytna nawet emocja”...

A więc: podróż ku źródłom, która jest przede wszystkim duchową przygodą, idącą wbrew tendencjom do racjonalizacji i psychologizacji wewnętrznego doświadczenia. Zdystansowaną wobec szczegółowych ustaleń tych dyscyplin humanistyki, które biorą za cel wyłącznie „obiektywny” ogląd i prezentację faktów. Zdystansowaną, nie zaś ignorującą owe ustalenia: jak pisze prof. Włodzimierz Lengauer, „zupełnie wyjątkowe przygotowanie Juszczaka w zakresie historii kultury, filologii klasycznej i myśli filozoficznej antyku czyni z niego kompetentnego badacza także gdy idzie o religię grecką”. Idzie jednak, wedle słów autora, o przyjęcie takiej postawy, która „sytuuje się w pobliżu filozofii wolnej od wciąż obecnych pozytywistycznych ograniczeń, a razem z tym zbliża się raczej do poezji i sztuki w ogólności niż do »nauki* pojmowanej na modłę nauk ścisłych”. (Wydawnictwo Aureus, Kraków 2003, s. 160. Na okładce metopa ze świątyni C w Selinunte, przedstawiająca „Demeter i Kore na rydwanie”; w tekście fotografie z Eleusis.) Lektor

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
Tomasz Fiałkowski, ur. 1955 w Krakowie, absolwent prawa i historii sztuki na UJ, w latach 1980-89 w redakcji miesięcznika „Znak”, od 1990 r. w redakcji „TP”, na którego łamach prowadzi od 1987 r. jako Lektor rubrykę recenzyjną. Publikował również m.in. w… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2003