Lekcja Tallina

Trudno oprzeć się wrażeniu, że słowa ministra Ujazdowskiego, zapowiadającego wydanie ustawy o likwidacji śladów komunizmu w polskiej przestrzeni publicznej (pomniki, tablice, nazwy ulic itp.), nie tylko przypadkiem zbiegły się w czasie z wydarzeniami w Estonii - przeniesieniem pomnika i mogił żołnierzy radzieckich z centrum Tallina na cmentarz. Ale lekcja Tallina, dotąd nie zakończona zresztą, jest bardzo złożona. Solidarność Polski z niezawisłością decyzji władz estońskich i oczekiwanie w tym względzie jednoznacznego poparcia całej Unii to tylko część zagadnienia. Złożoność dziejów drugiej wojny światowej i jej rzutowanie na historię półwiecza powojennego (aż do rozpadu ZSRR) wystąpiła w tych wydarzeniach w całej jaskrawości, której nie wolno nie doceniać. Jak ujął to w dyskusji telewizyjnej prof. Jerzy Pomianowski, żołnierze radzieccy ocalali spod okupacji niemieckiej, ale nie wyzwalali. I to ocalanie opłacone zostało śmiercią olbrzymiej ich liczby (sześćset tysięcy poległych w samej Polsce). Jakiekolwiek podejmiemy starania o rozprawienie się z przeszłością, tego jednego faktu nie wolno nam będzie nigdy ani zlekceważyć, ani pomniejszyć. Nie tylko ze względu na obowiązek odpowiedzialnego prowadzenia polityki wschodniej, ale także dla nas samych. Nietykalność mogił i cmentarzy poległych jest bowiem najwyraźniejszym symbolem postaw, które w odniesieniu do historii chciałoby się uznać za właściwe w naszej ojczyźnie.
Czyta się kilka minut

Dlatego także i tzw. "dekomunizację przestrzeni publicznej", rozpisaną na detale, odpowiedzialna władza centralna winna pozostawić obywatelskim wspólnotom lokalnym. Zasłużonymi dla swojego miasteczka czy wsi bywali ludzie o różnych orientacjach politycznych i partyjnych. Wydarzenia rozgrywające się w coraz dalszej przeszłości nie muszą koniecznie budzić dziś takich samych reakcji, jak wtedy, gdy były teraźniejszością. Niech mieszkańcy mają czas i możność rozstrzygać, co chcieliby wymazać, a co zostawić. Tym bardziej że droga "słusznego" oceniania przeszłości, zwłaszcza dekretowana odgórnie, grozi zawsze wynaturzeniem, bo może nie mieć końca. Kiedyś skutkowała wycofywaniem z półek bibliotecznych i programów szkolnych tytułów i nazwisk. Orwell przewidywał nieustanne przerabianie starych wydań dokumentalnych fotografii i tekstów, aby odpowiadały "prawdzie" danego momentu. O tym też nie wolno zapomnieć.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 19/2007