Reklama

Lek i list

Lek i list

01.06.2020
Czyta się kilka minut
N

Najnowsza historia hydroksychlorochiny (HCQ), przed pandemią jednego z leków na malarię, obfituje w zwroty akcji. W marcu opublikowano obiecujące, choć niewielkie badanie kliniczne sprawdzające skuteczność tego leku u pacjentów z COVID-19. Pomimo braku silnych dowodów kilka dni później prezydent USA Donald Trump zachwalał HCQ jako remedium na pandemię. Wciąż napływały kolejne wyniki badań, ale nie można było jednoznacznie potwierdzić skuteczności i bezpieczeństwa leku.

Aż wreszcie 22 maja w czasopiśmie „Lancet” pojawił się artykuł, w którym naukowcy przeanalizowali bazę danych zawierającą 96 tys. chorych na COVID-19. Wynikało z niego, że w grupie pacjentów otrzymujących HCQ śmiertelność jest wyższa. Lek nie pomaga, a może nawet szkodzić. Już trzy dni później WHO i kilka państw wstrzymało badania nad HCQ. Jednak zaraz po tym 120 specjalistów w otwartym liście do redakcji „Lancetu” podważyło metodologię badania i wskazało na nieścisłości w wykorzystanych danych.

Nic nie zapowiada, że to koniec trasy tego naukowego rollercoastera. ©


CZYTAJ WIĘCEJ: AKTUALIZOWANY SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"120 specjalistów w otwartym liście do redakcji „Lancetu” podważyło metodologię badania i wskazało na nieścisłości w wykorzystanych danych". Jakie nieścisłości? W jakich danych? I co kogo obchodzi głos specjalistów przestrzegających przed rozlaniem mleka, kiedy już z dzbanka zostały skorupy? Sprawę opisuje od 27 maja "The Guardian", a za nim inne gazety, więc trudno wytłumaczyć red. Kabałę, który sprawia wrażenie, że zaledwie wczoraj coś usłyszał, ale nie zdążył dowiedzieć się dokładnie, o co chodzi. Po pierwsze: nie danych, tylko śmieci. W bazie rzekomo zawierającej dane z 1200 szpitali z całego świata, w tym 671, które aplikowały hydroksychlorochinę 96 tys. pacjentów, roiło się od błędów, tak rażących, że oczywistych bynajmniej nie dla specjalistów, lecz dziennikarzy. To właśnie australijscy reporterzy Guardiana zauważyli, że podana w badaniu liczba zmarłych pacjentów w Australii po terapii HCQ przekraczała ogólną liczbę zmarłych w tym kraju. Z owych 1200 szpitali jeden po drugim zaprzecza, jakoby miał coś wspólnego z bazą chicagowskiej firmy Surgisphere. Sama firma to zespół 11 osób (m.in. autor sci-fi i była pornomodelka) pod kierownictwem niejakiego Sapana Desaia, notorycznego blagiera, którego biogram w Wikipedii ("encyklopedii, którą może redagować każdy") usunięto w 2010 roku z powodu podawania lipnych osiągnięć i referencji (można powiedzieć, że wrócił do grona osób godnych opisywania w encyklopediach, ale w trochę innej roli). Prawdziwy skandal polega na tym, że bzdura bijąca po oczach dziennikarzy i encyklopedystów-amatorów została przepuszczona w procesie wzajemnej weryfikacji, stosowanym przez dwa najbardziej prestiżowe w świecie pisma medyczne - The Lancet i New England Journal of Medicine. W zasadzie trudno dziwić się urzędnikom z WHO i ministerstw zdrowia, że w panice nakazali zarzucić badania nad jednym z leków jako nie tyle nieskutecznym (to będzie można zapewne powiedzieć o większości badanych preparatów), co śmiertelnie niebezpiecznym. Na koniec refleksja: czy gdyby nie skojarzenie HCQ z osobą Donalda Trumpa jako "promotora" tej substancji w walce z koronawirusem, świat instytucjonalnej nauki okazałby tak zdumiewający brak krytycyzmu wobec jawnej blagi? Czy jedno badanie, choćby nawet opublikowane w Lancecie, wywołałoby tak błyskawiczną reakcję decydentów. Przecież urzędnicy nie śledzą naukowych artykułów, tylko ktoś im na bieżąco sporządza "executive summaries" z najważniejszych wiadomości. Ktoś przynosi im na biurka pozakreślane markerem naukowe "żurnale", może nawet postukując palcem w najważniejsze informacje. Jak napisano w jednym z artykułów, wszystko to każe zastanowić się nad mechanizmami podejmowania decyzji, mających wpływ na to, jak jesteśmy leczeni i jak umieramy.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]