Laureaci NAGRODY BONUS 2025. Arjun Talwar: „Najwięcej o świecie uczą outsiderzy”

Samotność starszych ludzi w Europie widać od razu – w przeciwieństwie do Indii, gdzie rodzina zawsze jest blisko. Na warszawskiej Wilczej to doświadczenie staje się codziennością – reżyser, Arjun Talwar.
Czyta się kilka minut
Arjun Talwar, laureat nagrody „Tygodnika Powszechnego” Bonus. Kraków, 28 listopada 2025 r. // Fot. Marek Bednarz
Arjun Talwar, laureat nagrody „Tygodnika Powszechnego” Bonus. Kraków, 28 listopada 2025 r. // Fot. Marek Bednarz

MICHAŁ SOWIŃSKI: Nagroda, którą dziś odebrałeś, ma w nazwie słowo „dobro”. Jak Ty rozumiesz to pojęcie?

Arjun Talwar: To dla mnie duży zaszczyt, bo wśród nominowanych znalazło się wielu bardzo utalentowanych ludzi. Nie znam jeszcze dokładnie całego kontekstu „Tygodnika Powszechnego”, ale bardzo doceniam wartości, które stoją za tą nagrodą – i to, co ona wyróżnia.

To Twój pierwszy raz w Krakowie? Jak widzisz różnicę między Warszawą a Krakowem?

W Krakowie bywałem wiele razy, ale zawsze na krótko. Podoba mi się tu klimat – jest trochę spokojniej, bliżej temu miejscu do miasteczek, w których kiedyś mieszkałem. Różnica między Warszawą a Krakowem jest duża. Warszawa jest bardziej dynamiczna, a Kraków ma w sobie coś bardziej osadzonego, historycznego.

W podziękowaniu mówiłeś, że „Listy z Wilczej” to film warszawski. A jak widzisz Polskę poza Warszawą?

Poza Warszawą Polska jest inna, to prawda. Jest spokojniejsza, bliższa temu, co znam z miejsc, w których dorastałem. Wydaje mi się też bardziej różnorodna, może bardziej otwarta. Tak przynajmniej słyszałem i takie mam pierwsze wrażenia.

W filmie mówiłeś, że chciałbyś poczuć się w Polsce naprawdę „u siebie”. Czy taka nagroda jak Bonus choć trochę wzmacnia to poczucie?

Myślę, że tak. Już sam fakt, że mój film jest teraz w kinach w całej Polsce, dużo dla mnie znaczy.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Widzę, że ludzie go oglądają, reagują – to naprawdę daje poczucie bycia częścią tego miejsca. Nagroda tylko to wzmacnia.

A moment, gdy dowiedziałeś się, że nagroda trafia właśnie do Ciebie, był zaskoczeniem?

Ogromnym. W ogóle się tego nie spodziewałem. Nie zgłaszałem się nigdzie, nikt mnie wcześniej nie uprzedził. Po prostu przyszła wiadomość. Byłem naprawdę poruszony.

W Twoim filmie dobro jest pokazane jako siła cicha, niekonfrontacyjna. W jednej ze scen mówisz, że wolisz obserwować, niż wchodzić w konflikt. Jak rozumiesz to w kontekście filmu?

Nie jestem pewien, czy to dokładnie miałem na myśli. Myślę, że cały film jest w pewnym sensie konfrontacją z Polską. Z moją próbą zrozumienia tego miejsca. A jeśli wracamy do tematu dobra – ono w filmie nie jest deklaracją, tylko czymś, co próbuję znaleźć w codzienności.

Jak według Ciebie można szerzyć dobro poprzez film, zwłaszcza dokumentalny?

Dla mnie dokument to przede wszystkim sposób odkrywania świata i poznawania ludzi. Czasami to ważniejsze niż sam film. Bohaterowie tego filmu są dziś częścią mojego życia, bo spędziliśmy razem mnóstwo czasu.

W „Listach z Wilczej” chciałem znaleźć piękno w czymś bardzo zwykłym – w ponurych czasach i w banalności jednej ulicy. Większość dokumentów kręci się w miejscach ładnych, egzotycznych. A tu miałem ulicę, której nikt nie uważa za wyjątkową. To było wyzwanie: znaleźć w niej coś większego. I to jest też, w pewnym sensie, rozmowa o dobru.

Dlaczego właśnie jedna ulica? To bardzo wąska perspektywa jak na dokument.

Historia i tak jest szeroka, ale ulica porządkuje ją i ogranicza. Gdybym chciał opowiadać wszystko naraz, powstałby chaos. A ulica uspokaja narrację. Poza tym – w obrębie tak małej przestrzeni możesz pokazać problemy, które są znacznie większe. Nie rozwiążesz ich na poziomie kraju, ale możesz je zobaczyć i zrozumieć na poziomie sąsiedztwa.

Arjun Talwar, laureat nagrody „Tygodnika Powszechnego” Bonus. Kraków, 28 listopada 2025 r. // Fot. Marek Bednarz

Jednym z głównych tematów filmu jest samotność osób starszych – temat, który w Polsce wciąż rzadko pojawia się w debacie publicznej.

Kiedy przyjeżdżasz do Europy z Indii czy z Azji, od razu to widzisz. W Indiach starsi ludzie zawsze mają wokół siebie rodzinę. A tutaj widać procesy, które powodują ogromną samotność. Nie tylko w Polsce – w Niemczech też. Na Wilczej to widać codziennie. 

Dlatego musiało się to pojawić w filmie. Listonosz – który jest jednym z najważniejszych bohaterów – mówi o tym jeszcze mocniej, bo ogląda to na co dzień.

Jest w filmie scena, w której mówisz, że dla niektórych osób listonosz jest jedyną osobą, z którą rozmawiają przez cały miesiąc.

Tak. To bardzo poruszające. Ale film jest też o wyobcowaniu – takim szerokim. O byciu „obcym” nie tylko jako obcokrajowiec. Czasem ktoś urodzony tutaj też nie czuje się u siebie. Z różnych powodów.

Mówisz też o historii Romów mieszkających na Wilczej. Ludzi, którzy są tu od pokoleń, a mimo to wciąż żyją na marginesie.

Dokładnie. I zrobiłem ten film również dlatego, że jest w Polsce wiele grup – jak Romowie, jak obcokrajowcy – których nie widać w kulturze. W muzyce jest trochę więcej różnorodności, ale w kinematografii – prawie wcale.

Nie wiem, dlaczego tak jest, ale ta bariera istnieje od dawna. Chciałem ją choć trochę przełamać. I bardzo się cieszę, że ludzie oglądają ten film.

W Twoich wcześniejszych dokumentach często pojawiają się outsiderzy – samotni ludzie, nomadzi, osoby żyjące na obrzeżach. Dlaczego akurat oni? Czy to także opowieść o Tobie?

Tak, to temat, który naprawdę mnie interesuje. 

Uważam, że patrząc na świat z perspektywy outsiderów, można się bardzo dużo nauczyć o tak zwanym „normalnym życiu”. 

To dla mnie cecha dobrej literatury i dobrego kina: spojrzenie z boku, z zewnątrz. Bohater, który stoi trochę obok, zawsze był dla mnie najbardziej fascynującą figurą. Z takiej perspektywy świat wygląda inaczej, wyraźniej.

W filmie czuć, że masz też tęsknotę za przynależnością – niekoniecznie narodową, ale wspólnotową. Za tym, żeby być częścią czegoś.

To prawda. Każdy outsider chyba trochę o tym marzy. W filmie przeżywam trudny moment, jestem bardzo samotny, ale w trakcie kręcenia spotykam ludzi, którzy tworzą ze mną jakąś małą wspólnotę. To było dla mnie bardzo ważne.

Do Polski przyjechałeś razem z przyjacielem. Zdecydowaliście się na to m.in. dlatego, że zainteresowało Was polskie kino?

Najpierw odkryliśmy Szkołę Filmową w Łodzi, a potem zaczęliśmy oglądać polskie filmy. I bardzo nam się spodobały. Oglądaliśmy wszystko, co znaleźliśmy w bibliotece: Wajda, Polański, Munk.

Co Was w nich ujęło?

Zainteresowało nas to, że polskie kino jest bardzo inne od zachodniego. Tematy, które tam się pojawiają, są inne, bardziej poważne, bardziej egzystencjalne. Czuliśmy, że ten kraj ma ogromną kulturę filmową i że świat z tych filmów jest fascynujący – choć pewnie patrzyliśmy na to trochę romantycznie.

No i okazało się, że ten świat już w dużej mierze nie istnieje. Jednak filmy nie przygotowały nas na Polskę, trzeba było wszystko przeżyć samemu.

A jednak w „Listach z Wilczej” mówisz, że Twoja ulica i kamienica wyglądają trochę jak z dawnego filmu.

Tak, to prawda. Chyba dlatego przyciągają mnie takie miejsca. Te starsze przestrzenie, te podwórka – mają coś w sobie.

Na początku filmu mówisz, że Polska była dla Ciebie zagadką. Czy po tylu latach nadal nią jest?

Emigracja to ogromna zmiana i inna kultura zawsze jest w pewnym sensie zagadką. Myślę, że część rzeczy zostanie dla mnie tajemnicą na zawsze. Ale samo to, że mogę opowiadać o ludziach, których spotkałem, i dzielić się ich historiami – oraz moją historią – daje mi poczucie większej bliskości. Czuję się tu coraz bardziej u siebie.

A w związku z Nagrodą Bonus – czy to też wzmacnia to poczucie?

Najważniejsze jest to, że ludzie oglądają film. To daje największą satysfakcję. I bardzo zachęcam, póki jest w kinach.

W filmie żartujesz, że polska kuchnia jest mdła. Nadal tak uważasz?

(śmiech) To był żart. Lubię polskie zupy, lubię bary mleczne. To była trochę prowokacja, ale taka sympatyczna.


Arjun Talwar – indyjski reżyser i operator filmowy mieszkający w Polsce, absolwent Wydziału Operatorskiego Łódzkiej Szkoły Filmowej. Znany z dokumentów, m.in. „Listów z Wilczej”, pokazujących życie ulicy w Warszawie oraz portretujących relacje międzykulturowe w Polsce. Jego filmy poruszają tematy tożsamości, integracji i codziennego życia na styku różnych kultur. Zdobył uznanie na festiwalach, m.in. Berlinale i Nowe Horyzonty.

Arjun Talwar // Fot. Archiwum prywatne

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 51-52/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Polska to zagadka

Artykuł pochodzi z dodatku Bonus 2025