Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Lampedusa: koniec ery Giusi Nicolini

Lampedusa: koniec ery Giusi Nicolini

13.06.2017
Czyta się kilka minut
Charyzmatyczna burmistrzyni, znana z otwartego stosunku do uchodźców i migrantów, przegrała w niedzielę wybory lokalne.
Giusi Nicolini podczas gali wręczenia Medali św. Jerzego. Kraków, 17.12.2016 r. / Fot. Jacek Taran dla „TP”
U

U siebie nigdy nie miała łatwo. Kiedy na Lampedusę – włoską wyspę na Morzu Śródziemnym, która geograficznie należy już do Afryki – zaczęły dobijać łodzie z migrantami i uchodźcami z Południa, trudno było jej opanować początkowy lęk hotelarzy i rybaków. Nie mogła się schować za doradcami od piaru, wygłaszać gładkich telewizyjnych orędzi czy w inny sposób odwracać uwagi wyborców – gdyż na wyspie o długości 12 kilometrów wszyscy oni byli jej sąsiadami.

Jednak zamiast, co ostatnio w Europie jest częste, wykorzystać strach przed uchodźcami do zwiększenia własnej popularności, tuż po tym, gdy została burmistrzynią Giusi Nicolini ruszyła na dwie polityczne wojny. Pierwszą, z lokalnymi politykami opowiadającymi się za twardą polityką wobec migrantów, wygrała dzięki dziesiątkom spotkań z mieszkańcami, cierpliwemu tłumaczeniu, wyjaśnianiu, że odtąd wszyscy lampedusanie i wszyscy trafiający na wyspę cudzoziemcy dzielą przez chwilę tę samą ziemię. Ona zaś musi reprezentować i jednych, i drugich.

Potem trymfowała też w drugiej wojnie – z włoską administracją państwową, wcześniej skłonną do zrzucania odpowiedzialności za los uchodźców na miejscowy samorząd i władze sycylijskiej prowincji Agrygent. Za jej kadencji wybudowano na wyspie większy ośrodek recepcyjny dla uchodźców, ulepszono infrastrukturę, a via Roma, główną ulicę miasteczka zapełnili wolontariusze prowadzący programy integracyjne dla uchodźców. 

Nicolini apelowała o europejską solidarność w kwestii uchodźców, chciała, aby wszyscy na kontynencie uznali wreszcie, że na południowych wodach Morza Środziemnego, kolebki naszej cywilizacji, „rozgrywa się tragedia o rozmiarach wojny”. Po wizycie na Lampedusie papieża Franciszka burmistrzyni znał już cały świat.

Ale era Nicolini właśnie się skończyła. Burmistrzyni przegrała niedzielne wybory lokalne i wkrótce odejdzie. Po dwóch kadencjach Nicolini do gabinetu burmistrza wprowadzi się ponownie Totò Martello, który stał na czele gminy do 2012 r. (krytyka jego polityki pomogła wtedy wygrać wybory Nicolini; dziś Martello opowiada się za twardą polityką wobec migrantów) i wyraźnie, uzyskując 40 proc. głosów, wygrał niedzielne głosowanie. Drugi był Filippo Mannino (29 proc.). Nicolini, z wynikiem 24 proc., zajęła dopiero trzecie miejsce. Wynik tych wyborów nie zmieni losu uchodźców i migrantów przewijących się przez wyspę, gdyż akcje ratunkowe, prowadzenie ośrodka recepcyjnego oraz transport nowo przybyłych na Sycylię i tak leżą w gestii władz państwowych. Ale na Lampedusę, po pięciu latach budowania polityki porozumienia w trójkącie władze państwowe-społeczność lokalna-uchodźcy, może teraz wrócić język strachu i uprzedzeń.

W grudniu 2016 r. gościliśmy ją w Krakowie – „Tygodnik Powszechny” przyznał Giusi Nicolini Medal św. Jerzego (laureatem ostatniej edycji nagrody był też prof. Karol Modzelewski). Mówiła wtedy: „Nikt z nas nie powinien bezczynnie czekać, aż rządy europejskie przekonają się w końcu, że prowadzona przez nie polityka zamkniętych granic prowadzi do śmierci, bólu i desperacji. Nie możemy czekać, aż rządzący zrozumieją, że podsycanie strachu – tylko po to, aby wyglądać na silnych w oczach swoich współobywateli – nie rozwiązuje problemu bezpieczeństwa.” 

Giusi Nicolini z Medalem św. Jerzego, Kraków, 17.12.2016 r. / Fot. Jacek Taran dla „TP”
Giusi Nicolini z Medalem św. Jerzego, Kraków, 17.12.2016 r. / Fot. Jacek Taran dla „TP”

Zaprzyjaźnieni z Nicolini politycy z Rzymu (m.in. były premier Włoch Matteo Renzi) od dłuższego czasu namawiali ją do kandydowania np. do Parlamentu Europejskiego. Pracę w Brukseli miałaby właściwie zapewnioną. Lampedusa traci więc Giusi Nicolini. Może jednak tę jedną z niewielu w polityce osób, która odwołuje się do argumentów moralnych i która jest przekonana, że prawdziwy koniec naszej cywilizacji nie nastąpi za sprawą domniemanych „muzułmańskich najeźdźców”, lecz wtedy, gdy sami stracimy swój etyczny kręgosłup – zyska teraz cała Europa?


CZYTAJ TAKŻE:

Lampedusa, granica Polski. Tekst Marcina Żyły >>>

Giusi Nicolini pisze list do świata: skoro już śmierć na morzu uznał on za problem mieszkańców wyspy, niech przynajmniej wysyła im kondolencje. Zawsze, gdy chowają czyjeś ciało.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

...w trójkącie władze państwowe-społeczność lokalna-uchodźcy, może teraz wrócić język strachu i uprzedzeń". W 2012 mieszkańcy Lampedusy byli wystarczająco wolni od strachu i uprzedzeń, żeby wybrać Giuseppinę Nicoli. Pięć lat polityki porozumienia nie wystarczyło, żeby ostatecznie przekonać ich, że mieli rację?

Porozumienie trzeba nieprzerwanie pielęgnować, bronić go - to nigdy nie jest stan dany raz na zawsze, jak demokracja, jak wolność. To więc wymaga ciągłej ciężkiej pracy. Śmiem się domyślać, że nie ułatwiali tej pracy polityczni konkurenci pani Burmistrzyni, politycy inaczej. Może w końcu zabrakło Jej już sił... Nie zmienia to faktu, że chętnie podpisuję się pod życzeniem Autora, wyraźnym w ostatnim akapicie artykułu. Ona dała świadectwo, z którego wszyscy powinniśmy czerpać.

Prosze o odrobine uczciwości intelektualnej i moralnej...Bo nie sądze żeby pan był tak nierozgarnięty. Czy to tak trudno zauwazyc że mieszkancy wyspy mieli juz DOŚC tego co tam sie dzieje...Zwalanie winy na polityków opozycji jest smieszne...Ta pani zrobiła kariere na uchodzcach, inni pewnie duzo stracili i mają dośc życia w getcie jakie im ona zafundowała.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]