Reklama

Kwestia wiarygodności

Kwestia wiarygodności

29.01.2010
Czyta się kilka minut
KRISZTIÁN UNGVÁRY, historyk węgierski: Partia Socjalistyczna aspiruje, aby być "dziedzicem" idei Imre Nagya, przywódcy powstania z 1956 r. Równocześnie socjaliści pielęgnują polityczną spuściznę Jánosa Kádára, mordercy Nagya. Rozmawiał Wojciech Pięciak
W

Wojciech Pięciak: Co stało się z partią komunistyczną rządzącą Węgrami?

Krisztián Ungváry: W przeciwieństwie do innych partii komunistycznych w krajach "bloku wschodniego", na Węgrzech "partia państwowa" sama dokonała własnej transformacji w partię demokratyczną i przeprowadziła demontaż dyktatury. Proces ten rozpoczął się już w połowie lat 80. Węgierscy komuniści doszli do wniosku, że bez takiej transformacji dotychczasowa elita polityczna, czyli oni sami, prędzej czy później straci definitywnie szansę na pozostanie u władzy. Z moralnością czy wewnętrznym przekonaniem do demokracji i praworządności miało to niewiele wspólnego. Za to bardzo wiele z pragmatyzmem.

Korzenie obecnej Partii Socjalistycznej mają jakieś znaczenie dla jej odbioru w społeczeństwie? Czy dochodzi do tak emocjonalnych debat, jak np. w Polsce spór o postać Jaruzelskiego?

Przeszłość komunistyczna nie jest dziś na Węgrzech tematem krytycznej debaty, niestety. Jedynie okres między rokiem 1945 a 1962 postrzegany jest jednoznacznie jako czas zbrodniczej dyktatury [na początku lat 60. na Węgrzech zakończył się okres represji po powstaniu z 1956 r. i władze zaczęły wprowadzać zmiany w systemie gospodarczym, które doprowadziły do tego, że poziom życia na Węgrzech był aż do lat 80. wysoki w porównaniu z innymi krajami "bloku" - red.]. Ponieważ znaczna część społeczeństwa postrzega okres po roku 1989 jako gorszy, patrząc z osobistego, materialnego punktu widzenia, efekt jest taki, że postać Jánosa Kádára - tego, który odpowiadał za krwawe represje po powstaniu z 1956 r., a potem wprowadzał tzw. gulaszowy socjalizm - jest dość popularna. A socjaliści uważają się za prekursorów demokracji.

Na Węgrzech, o ile mi wiadomo, ludzie rządzący przed 1989 r. nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności. Czy jakąś rolę odgrywał tu przebieg węgierskiej transformacji, gdzie nie było oddolnej "pokojowej rewolucji", jak np. w NRD?

Rezultatem węgierskiej transformacji był rodzaj konsensusu, zakładający, że nikt nie będzie pociągnięty do odpowiedzialności. Zmierzające w tym kierunku projekty ustaw zawsze były odrzucane przez parlament. Próby ukarania sprawców przestępstw i zbrodni sprzed 1989 r. miały miejsce tylko w tych przypadkach, gdy jakiś czyn był przestępstwem w myśl prawa obowiązującego przed rokiem 1989 i przestępstwo takie się nie przedawniło. W praktyce dotyczy to jedynie masowych egzekucji niewinnych cywilów w roku 1956. Ale również i te procesy stały się farsą: oskarżeni twierdzili, że musieli wykonywać rozkazy albo wychodzili obronną ręką z uwagi na zły stan zdrowia.

Poza tym, osądzenie komunistycznych elit okazało się niezwykle trudne również dlatego, gdyż wszystkie nowe partie, powstałe po 1989 r., zintegrowały w swych szeregach jakąś część tych elit. A socjaliści mogli chwalić się tym, że to przecież oni sami wprowadzili demokrację. Ludzie rządzący przed rokiem 1989 nie mają w ogóle świadomości winy. Gyula Horn, minister spraw zagranicznych w latach 1989-90, a potem premier w latach 1994-98 oraz Miklós Németh, premier z lat 1988-90, a w latach 90. wiceprezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, byli i są na Zachodzie gośćmi chętnie widzianymi i cenionymi. W ogóle jest tak, że "Zachód" postrzega postkomunistyczne elity jako swojego partnera, co również nie ułatwia osądzenia działalności tych ludzi przed rokiem 1989.

W 1989 r. na Węgrzech ogromną rolę w kształtowaniu się nowej tożsamości odgrywało przypomnienie powstania z 1956 r. Traf chciał, że niemal równocześnie, bo w lipcu 1989 umarł János Kádár, a kilkanaście dni wcześniej, w czerwcu, w Budapeszcie odbył się z udziałem kilkuset tysięcy ludzi powtórny pogrzeb przywódców powstania z 1956 r., straconych po jego upadku. Niektórzy historycy twierdzą, że dla Węgrów był to zarazem swego rodzaju symboliczny pogrzeb poprzedniego systemu. Czy przynajmniej "rok 1956" był przedmiotem jakiegoś osądu, także formalno-prawnego?

Jak już wspomniałem, nie udało się osądzić nawet ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie popełniane podczas tłumienia powstania z 1956 r. i podczas popowstaniowych represji. Jeśli na Węgrzech można mówić o jakimś rozliczeniu z komunizmem, to jedynie o tym mającym charakter badań historycznych. Bo jeśli idzie o węgierską rewolucję z 1956 r., to ukazało się na ten temat bardzo wiele prac.

Znamienne, że Partia Socjalistyczna ma dość szczególny stosunek do 1956 r., nie wahałbym się powiedzieć: komiczny. Z jednej strony socjaliści aspirują do tego, aby być "dziedzicami" idei Imre Nagya, przywódcy komunistycznego, który w 1956 r. stanął na czele powstania i został stracony po jego upadku. A z drugiej strony, ci sami socjaliści pielęgnują polityczną spuściznę Jánosa Kádára: człowieka, który był ni mniej, ni więcej tylko mordercą Nagya.

A jak węgierscy socjaliści oceniają w ogóle okres przed rokiem 1989? Wracając jeszcze do roku 1956: Gyula Horn powiedział kiedyś, że była to "wojna domowa", mimo że wtedy walczyli węgierscy powstańcy z Armią Radziecką, a walk węgiersko-węgierskich praktycznie nie było. Jak taką narrację historyczną ocenia społeczeństwo?

Słowa Horna wpisują się w tę absurdalną interpretację roku 1956, o której mówiłem. Gyula Horn, rocznik 1932, użył takiego sformułowania po to, aby legitymizować swoją własną biografię i własne wybory życiowe. W rzeczywistości powstanie z 1956 r. na żadnym etapie nie było wojną domową. Z jednej strony mieliśmy garstkę kolaborantów, współpracujących z armią sowiecką i z władzami na Kremlu, a po drugiej stronie 99 proc. społeczeństwa. W tamtym czasie Gyula Horn służył jako ochotnik w zbrodniczej organizacji pomocniczej, utworzonej przy komunistycznej policji państwowej; jej członków zwano popularnie "kufajkami", od tego sowieckiego ubioru. Horn nigdy nie okazał jakiegokolwiek poczucia winy z tego powodu. To polityczno-historyczna schizofrenia, gdy ktoś taki jak Horn mówi o "wojnie domowej" w 1956 r., aby potem chwalić Imre Nagya jako jedną z postaci tworzących rzekomo tradycję Partii Socjalistycznej, a na koniec sam siebie określa mianem przekonanego demokraty.

Największa partia opozycyjna, Fidesz, też nie jest lepsza. W jej najwyższych gremiach jest wielu zidentyfikowanych już konfidentów służby bezpieczeństwa sprzed 1989 r. Konfrontowani z faktami, zaprzeczają i próbują się wybielać, czasem w sposób niebywały. Nic dziwnego, że na Węgrzech zarówno socjaliści, jak też ich najwięksi przeciwnicy polityczni stają się coraz mniej wiarygodni i nowa ultraprawicowa partia Jobbik jest coraz bardziej popularna.

KRISZTIÁN UNGVÁRY (ur. 1969) jest historykiem, autorem szeregu książek o dziejach Europy Środkowej XX w., z których "Bitwa o Budapeszt" (w latach 1944-1945) stała się bestsellerem nie tylko na Węgrzech, ale także na Zachodzie. Jest też uznanym winiarzem: ma dwuhektarową winnicę pod Tokajem, a jego wina zdobywały liczne nagrody.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]