Reklama

Prześniona transformacja

Prześniona transformacja

z Budapesztu
04.11.2019
Czyta się kilka minut
Węgrzy unikają dyskusji o tym, czym był „gulaszowy komunizm”. Tymczasem od odpowiedzi na pytanie, czy w imię względnego dobrobytu warto rezygnować z wolności, zależy dziś także przyszłość węgierskiej demokracji.
23 października, w rocznicę rewolucji 1956 r., Węgrzy kładą kwiaty pod pomnikiem Imre Nagya.
N

Na Węgrzech rok 1989 jest cezurą nieoczywistą. Owszem, doszło wówczas do historycznego przełomu – inspirując się wydarzeniami w Polsce, władza i opozycja uzgodniły w toku rozmów, przy tutejszym okrągłym stole, zmianę ustroju i przeprowadzenie wolnych wyborów. Symbolicznym odcięciem się od przeszłości był wtedy uroczysty pogrzeb – i pośmiertna rehabilitacja – Imre Nagya, premiera rewolucyjnego rządu z 1956 r., straconego, pochowanego anonimowo i obłożonego klątwą niepamięci przez komunistyczne władze. Tego dnia, 16 czerwca 1989 r., Nagya żegnało w Budapeszcie – na placu Bohaterów, gdzie urządzono uroczyste pożegnanie – ćwierć miliona ludzi (potem na cmentarz trumnę odprowadzała już tylko rodzina i przyjaciele).

Węgry wniosły też swój wkład w rozpad bloku wschodniego, przepuszczając latem 1989 r. tysiące obywateli NRD na Zachód – i przyczyniając się tym do uruchomienia dynamiki, która doprowadziła do upadku muru berlińskiego.

Jednak dość łagodny charakter reżimu w dekadach poprzedzających zmianę ustroju, ewolucyjna natura zmian i rozbieżne oceny dorobku ostatniego 30-lecia sprawiły, że rok 1989 rzadko jest postrzegany na Węgrzech jako data przełomowa – i daleko jest do jego jednoznacznej oceny.

Oswojona dyktatura

Bodaj żadna z dyktatur bloku wschodniego nie osiągnęła takiego poziomu społecznej akceptacji – czy wręcz popularności – co reżim Jánosa Kádára, pierwszego sekretarza Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej w latach 1956-88. Choć Kádár zaczął od krwawej rozprawy z przywódcami i uczestnikami rewolucji z jesieni 1956 r., to od lat 60. jego władza skupiła się na podnoszeniu poziomu życia – pozostawiając pewne swobody w sferze prywatnej, ale oczekując w zamian rezygnacji z kwestionowania reżimu. Nostalgia do tej epoki widoczna jest do dziś. W badaniu ośrodka Závecz z 2017 r. najwięcej, bo 42 proc. pytanych uznało rządy Kádára za okres, gdy Węgrom żyło się najlepiej w ostatnich 100 latach. Wśród osób w wieku powyżej 60 lat takiej odpowiedzi udzieliło aż 63 proc. respondentów.

Na Węgrzech nie było masowej mobilizacji społecznej przeciw reżimowi. Zniechęcała do tego pamięć o stłumionej przez wojska sowieckie rewolucji 1956 r., a z drugiej strony względny dobrobyt, nazwany „gulaszowym komunizmem”.

Wprawdzie od końca lat 70. zaczęły organizować się środowiska niezależne i powstały wydawnictwa drugiego obiegu, ale na niewielką skalę. Nie doszło do strajków, a największe demonstracje pod koniec lat 80. nie były wymierzone bezpośrednio w socjalistyczną władzę, lecz dotyczyły takich problemów, jak sprzeciw wobec budowy zapory wodnej na Dunaju czy prześladowania mniejszości węgierskiej przez reżim Ceaușescu w sąsiedniej Rumunii.

Partia porzuca dogmaty

Takiej pozycji jak na Węgrzech nie zdobyło reformatorskie skrzydło partii w żadnym z państw bloku wschodniego (być może za wyjątkiem Czechosłowacji w okresie Praskiej Wiosny). Problemy gospodarcze – kiedy to kádárowskie państwo (względnego) dobrobytu wpadło w zadyszkę, m.in. za sprawą kryzysów naftowych lat 70., i kiedy pojawiły się kłopoty z obsługą zadłużenia – skłoniły wręcz partię do większego otwarcia na Zachód. Już w 1981 r. Węgry przystąpiły do Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Dojście do władzy Michaiła Gorbaczowa w Związku Sowieckim było kolejnym impulsem dla reformatorów, którzy w maju 1988 r. odsunęli Kádára z funkcji pierwszego sekretarza.

Zarówno reformatorzy partyjni, jak i umiarkowana opozycja demokratyczna szukały ze sobą porozumienia. Na zjeździe intelektualistów opozycyjnych w 1987 r., który dał początek Węgierskiemu Forum Demokratycznemu (później zwycięzcy pierwszych wolnych wyborów), do wygłoszenia referatu zaproszony został Imre Pozsgay – ówczesny członek komitetu centralnego partii komunistycznej, lider jej frakcji reformatorskiej i jeden z późniejszych architektów transformacji ustrojowej.

Już na początku 1989 r. partia odchodzi od jednego ze swych dogmatów: wydarzenia z jesieni 1956 r. przestają być z dnia na dzień „kontrrewolucją” zagrażającą zdobyczom socjalizmu, a stają się „ludowym powstaniem” przeciw oligarchicznej władzy. Toruje to drogę do rozmów okrągłostołowych, które po trzymiesięcznych obradach (czerwiec-wrzesień 1989 r.) kończą się porozumieniem. W październiku przyjęty zostaje pakiet ustaw wprowadzających ustrój demokratyczny, a wiosną 1990 r. odbywają się wolne wybory, które wygrywa opozycja.

Przekreślona obietnica

Tak przeprowadzona transformacja od początku wywoływała gorące dyskusje. Kompromisowy i odgórny tryb zmiany ustroju rodził podejrzenia o spisek elit. Pierwszemu demokratycznemu rządowi zarzucano wolne tempo reform i brak rozliczenia dyktatury, na co premier József Antall z przekąsem odpowiadał: „To trzeba było zrobić rewolucję!”.

Dyskusja o przemianach roku 1989 zaostrzyła się w połowie pierwszej dekady XXI stulecia. W bezpardonowej walce z rządzącą w latach 2002-10 lewicą, narodowo-konserwatywny Fidesz coraz bardziej kwestionował posttransformacyjny ład. Partia Viktora Orbána starała się delegitymizować władzę postkomunistycznej Węgierskiej Partii Socjalistycznej poprzez wytykanie jej ciągłości z autorytarnymi protoplastami.

W tego rodzaju hasłach Fidesz prześcigał się z rosnącym wówczas w siłę skrajnie prawicowym Jobbikiem – partią anty­systemową, radykalnie podważającą cały porządek polityczny po 1989 r. Lewica, pogrążana przez kolejne afery, nie potrafiła już na to przekonująco i wiarygodnie odpowiedzieć. 50-lecie rewolucji 1956 roku stało się demonstracją sprzeciwu wobec władzy socjalistów, a 20. rocznica transformacji przeszła bez echa.

Zbiegło się to z rosnącymi problemami gospodarczymi kraju. Ponownie zmagające się z zadłużeniem Węgry stały się w 2008 r. pierwszą europejską ofiarą międzynarodowego kryzysu finansowego – i państwo o mało co nie zbankrutowało. Przekreślona została tym samym główna obietnica transformacji, czyli zaspokojenie rozbudzonych jeszcze za Kádára aspiracji konsumpcyjnych społeczeństwa – i zapowiadane po 1989 r. doścignięcie poziomu życia sąsiedniej Austrii, z którą – jeszcze od czasów wspólnej monarchii habsburskiej – Węgrzy tradycyjnie się porównują.

Hasła o niedokończonej transformacji i potrzebie głębokich zmian utorowały drogę do miażdżącego zwycięstwa Fideszu w wyborach w 2010 r., które partia Orbána określiła mianem „rewolucji przy urnach”. W powyborczej deklaracji ogłosiła, że „po 46 latach okupacji i dyktatury oraz chaotycznych dwóch dekadach przejściowych Węgry odzyskały prawo i zdolność do samostanowienia”. Kontrowersyjne zmiany w państwie, które wprowadzano w kolejnych latach, premier Orbán uzasadniał koniecznością dokończenia transformacji.

Przebudowa polityki pamięci

Obok głębokich zmian dotyczących instytucji państwowych, mediów czy prawa wyborczego, w 2010 r. rozpoczęła się także przebudowa polityki pamięci. Prawicowa narracja o przeszłości została utrwalona w oficjalnych dokumentach, pomnikach czy programach nauczania. Postaci i wydarzenia tradycyjnie istotne dla tożsamości środowisk liberalnych czy lewicowych zostały albo usunięte z narodowego kanonu, albo zredefiniowane.

Dotyczy to także pamięci o transformacji. Rok 1989 stał się datą niewygodną. Z jednej strony to właśnie wtedy Fidesz – założony rok wcześniej jako organizacja młodzieżowa – wszedł do polityki, jego działacze wzięli udział w okrągłym stole, a 26-letni Viktor Orbán zadebiutował słynnym przemówieniem na powtórnym pogrzebie Nagya.

Z drugiej jednak strony wiodącą rolę w tamtych przemianach odegrali komuniści reformatorzy, a ustawy wprowadzające ustrój demokratyczny – choć ustalone przy okrągłym stole z udziałem opozycji – wprowadził jesienią 1989 r. jeszcze stary parlament, niepochodzący z wolnych wyborów. I to w końcu ostatni rząd Węgierskiej Republiki Ludowej otworzył granicę przed uciekinierami z NRD, czego symbolem stało się zdjęcie ówczesnego ministra spraw zagranicznych ­Gyuli Horna, przecinającego wspólnie ze swoim austriackim odpowiednikiem graniczne zasieki.

Jedną z odpowiedzi Fideszu na ten dylemat jest próba ustawienia „czasomierza demokracji” od 1990 r., kiedy odbyły się pierwsze demokratyczne wybory. Tak ujęto to w preambule do konstytucji, uchwalonej w 2011 r.: „Przywrócenie państwowej suwerenności (...) datujemy od 2 maja 1990 r., od ukształtowania się pierwszego wyłonionego w wolnych wyborach przedstawicielstwa narodu. Dzień ten uważamy za początek nowej demokracji i nowego ładu konstytucyjnego”. W ten sposób próbuje się uciec od kłopotliwego roku 1989.

Nagy trafia na skwerek

W preambule zadeklarowano też, że korzenie wolnego państwa węgierskiego sięgają rewolucji 1956 roku. Sama rewolucja i jej symbol, czyli Imre Nagy, odczytywane są jednak przez Fidesz na nowo. Historycy i publicyści związani z prawicą argumentują, że dla Nagya nie ma miejsca w poczcie narodowych bohaterów, gdyż zajmował wysokie stanowiska w okresie stalinizmu i do końca pozostał zdeklarowanym komunistą.

Co ciekawe, w tej kwestii Nagya bierze w obronę sam Orbán, który powtarza to, co mówił w 1989 r. na jego pogrzebie: że wprawdzie był on komunistą, ale w chwili próby stanął po stronie narodu i zapłacił za to najwyższą cenę.

Mimo to jego pomnik w stolicy – przedstawiający Nagya stojącego na mostku i melancholijnie spoglądającego na majestatyczny parlament – pod koniec 2018 r. przeniesiono na naddunajski skwerek, w sąsiedztwo dawnej siedziby komunistycznego MSW, a następnie Komitetu Centralnego Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej. Na zwolnione miejsce koło parlamentu wrócił pomnik ofiar rewolucji bolszewickiej z 1919 r. (przez kilka miesięcy istniała wtedy Węgierska Republika Rad), który stał tam do 1945 r. i został usunięty po zajęciu Węgier przez Armię Czerwoną.

Podczas obchodzonej trzy lata temu 60. rocznicy węgierskiej rewolucji postać Nagya została praktycznie pominięta.

Hasła i uniki

W tegoroczną, 30. rocznicę pogrzebu ­Nagya – wydarzenia, które w 1989 r. zgromadziło tłumy na placu Bohaterów, a miliony przed telewizorami – dzisiejsze władze zorganizowały bezpłatny „koncert wolności”. W spocie reklamującym to wydarzenie pokazany został fragment ówczesnego przemówienia młodego Orbána, a o Nagyu nawet nie wspomniano.

Jedynym wydarzeniem z 1989 r., które doczekało się po trzech dekadach oficjalnego upamiętnienia, był tzw. Piknik Pan­europejski, podczas którego przebywający na Węgrzech obywatele NRD mogli przedostać się na Zachód. Jest ono fundamentem bliskich stosunków węgiersko-niemieckich. Kanclerz Helmut Kohl określił kiedyś działania Węgier jako pierwszą cegiełkę wybitą w murze berlińskim.

W tegorocznych obchodach wzięła udział Angela Merkel, co pozwoliło Orbánowi na bezpośrednią rozmowę z panią kanclerz, z którą od kilku lat łączą go napięte relacje. Przywódcy ostatniego komunistycznego rządu, którzy po konsultacjach z Gorbaczowem i tajnych rozmowach z Kohlem doprowadzili do tamtego wyłomu w żelaznej kurtynie, nie zostali zaproszeni na obchody.

Krytycy wytykają rządowi Orbána, że chętnie szermuje hasłami antykomunistycznymi w debacie publicznej, ale unika realnego rozliczenia dyktatury. ­Fidesz jest bowiem partią niechętną lustracji. Wynika to m.in. z tego, że z założonej przez młodych antykomunistów partii stał się ugrupowaniem masowym i przyciągnął wiele osób o niejasnej przeszłości.

Mimo wyjątkowych – na tle pozostałych państw postkomunistycznych – restrykcji w dostępie do archiwów bezpieki, co jakiś czas prasa ujawnia agenturalną przeszłość wysokich urzędników rządowych, polityków Fideszu czy publicystów obozu prawicy. Temat ten podchwytuje opozycja, choć oczywiście nie ta postkomunistyczna. Aż osiemnaście razy w ostatnich kilku latach partia Lehet Más a Politika (Polityka Może Być Inna)składała projekt ustawy lustracyjnej, jednak dysponujący większością Fidesz za każdym razem ją odrzucał.

W dyskusjach w parlamencie opozycja często przywołuje przy tym Polskę jako wzór rozliczenia komunizmu i skutecznej lustracji oraz apeluje o powołanie instytucji na kształt polskiego Instytutu Pamięci Narodowej.

Pytania powiązane

Pytanie tylko: czy lustracja i rozliczenie epoki „gulaszowego komunizmu” – gdyby do nich realnie doszło – mogłyby liczyć dzisiaj na szerokie poparcie społeczeństwa? Wymagałoby to wszak zmierzenia się z moralnymi kompromisami epoki Kádára, gdy miliony Węgrów wyrzekły się wolności politycznej i „zapomniały” o rewolucji 1956 roku, w zamian za podnoszenie stopy życiowej i możliwość spełnienia w sferze prywatnej. Czego kosztem była także de facto akceptacja dla rozrośniętego aparatu inwigilacji, dla kontroli wszystkich instytucji państwowych i społecznych przez partię oraz dla obecności w kraju wojsk sowieckich.

Jednak bez dyskusji o tym, czym w istocie był reżim obalony w 1989 r., trudno o ocenę samej transformacji. A od odpowiedzi na pytanie, czy w imię stabilizacji i względnego dobrobytu warto rezygnować z wolności, zależeć dziś będzie także przyszłość węgierskiej demokracji. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dziękuję za ten artykuł. Wyjaśnił kilka trapiących mnie spraw. Kocham TP <3
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]