Kumulacja opinii

Śledząc prace komisji hazardowej - niczym w grze losowej - można było obstawić wynik jej prac z dużą pewnością trafienia, bo przedstawiciele każdej z partii mieli swoje zdania i przy nich zostali.
Czyta się kilka minut

Przyjęty w ubiegłym tygodniu na zakończenie prac komisji raport nie dość, że okazał się sprzeczny w wyniku nanoszonych poprawek (w liczbie 45), to jeszcze załączono doń zdania odrębne. Kto obstawiał winę PO - trafił, podobnie jak ten, kto obwiniał CBA (czyli PiS). Lewica sprawiedliwie wysunęła zarzuty wobec prawie wszystkich uczestników afery. Prawdziwa kumulacja, tyle tylko że wygrana mała. Efekt wielomiesięcznej pracy grupy posłów jest niewielki. Nie tylko nie udało im się zbliżyć do prawdy, ale nawet do wspólnego stanowiska. Posłowie PiS zachowywali się jak myśliwi polujący na premiera, przewodniczący komisji zaś usilnie starał się potwierdzić zarzuty, że jest tam po to, aby ukręcić łeb sprawie. Choćby wyznaczenie nierealnego, bo zbyt krótkiego czasu na dostarczenie odrębnych stanowisk do raportu było - w gruncie rzeczy - powtórką gestu Kozakiewicza.

Od czasu "afery Rywina" wiele napisano o sejmowych komisjach śledczych: że od początku były traktowane jak automat do wygrywania polityki, że się dewaluują, że służą poszczególnym posłom do medialnego "lansu" (tym razem miałoby to dotyczyć posła Arłukowicza), że jest ułudą, iż posłowie, a więc uczestnicy gry politycznej, będą - i to przed kamerami - potrafili dotrzeć do prawdy lepiej niż prokuratorzy podczas żmudnego śledztwa. Te opinie można przytaczać bez końca, robią to zresztą sami politycy, udając zniesmaczonych tymi "medialnymi spektaklami". Tak będzie i teraz - zapewne do następnego razu, gdy znów pojawi się szansa rozegrania partyjki przy stole w Sali Kolumnowej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 33/2010