Książka zmartwychwstała

Chaim Nachman Bialik: PIEŚNI
Czyta się kilka minut

Książka-widmo, która trafia do czytelników po przeszło siedemdziesięciu latach. Polski przekład poezji klasyka nowoczesnej literatury hebrajskiej, dokonany w ostatnich latach przed wybuchem II wojny, złożony został u wydawcy i wydrukowany, jednak zarówno rękopis, jak i cały niemal nakład, spłonął we wrześniu 1939 r.

Chaim Nachman Bialik (1873–1934) urodził się w Radach na Wołyniu. Odebrał tradycyjne wykształcenie religijne (w Żytomierzu i Wołożynie), wcześnie jednak zaczął interesować się literaturą europejską. Zamieszkał w Odessie, po rewolucji w 1921 r. przeniósł się do Berlina, a trzy lata później wyjechał na stałe do Palestyny. Był odnowicielem języka hebrajskiego, choć pisał także w jidysz; pierwszy tom wierszy ogłosił w 1901 r. w Warszawie. Publikował również prozę, był redaktorem czasopism literackich i wydawcą, tłumaczył na hebrajski dzieła Shakespeare’a, Cervantesa, Schillera, Heinego i – z jidysz – „Dybuka” An-skiego. Uważany jest za narodowego poetę Izraela, a jego dom w Tel Awiwie przekształcono w muzeum.

Urodzony w Warszawie Salomon Dykman (1917–1965) bardzo wcześnie zadebiutował jako tłumacz na łamach prasy. Gdy w 1939 r. złożył do druku w Wydawnictwie Wzajemnej Pomocy Studentów Żydów Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego obszerny tom poezji Bialika, miał zaledwie 22 lata. W sierpniu ’39 odebrał od introligatora pierwsze egzemplarze. Jeden zdążył przesłać do Jerozolimy Dovowi Schtokowi (Sadanowi), w przyszłości profesorowi judaistyki i hebraistyki, drugi ofiarował z dedykacją swojej kuzynce. Ten pierwszy przekazany został potem do Muzeum Bialika, losy drugiego były znacznie bardziej dramatyczne. Wraz z właścicielką znalazł się w getcie warszawskim, a następnie, porzucony przez nią podczas akcji deportacyjnej, trafił do rąk pewnej Polki. Dykman wojnę spędził w głębi ZSRR, a w 1944 r., skazany za „działalność syjonistyczną”, osadzony został w łagrze w Workucie. Do Polski wrócił dopiero w 1957 r., by wkrótce wyjechać do Izraela – z cudownie odzyskanym egzemplarzem, który jednak później znów zaginął...

„Pomysł opublikowania wierszy Bialika w przekładzie Dykmana – piszą w przedmowie edytorzy, Marzena Zawanowska i Maciej Tomal – narodził się podczas jednej z takich chwili, kiedy między zajęciami na uczelni snuliśmy smętne rozważania o nieprzekładalności poezji hebrajskiej... Nam również trudno było uwierzyć, że ktoś już kiedyś podjął się karkołomnego zadania poetyckiego przekładu niemal całej twórczości hebrajskiej Bialika. Tym większe było nasze zaskoczenie i wzruszenie, kiedy w muzeum poety na własne oczy zobaczyliśmy jedyny ocalały przekład dzieła Dykmana – w szklanej gablocie, lekko zakurzony, zagubiony pośród wielu innych przekładów »narodowego wieszcza« na najrozmaitsze języki”. Księga została wskrzeszona niezwykle pieczołowicie – w postaci dwujęzycznej, z odtworzeniem układu i szaty graficznej (drzeworyty Józefa Budki), jubileuszowego berlińskiego wydania poezji Bialika z 1923 r. Poprawiono błędy, znacznie poszerzono objaśnienia, a noty o wierszach opracowano na podstawie najnowszej hebrajskiej edycji krytycznej. Dwa wiersze, których brak u Dykmana, przełożyła z hebrajskiego Zawanowska, a opracował poetycko Jacek Dehnel.

Przekład Dykmana jest pomnikiem, ale i zabytkiem sztuki translatorskiej. W języku poetyckim, do którego odwołuje się młody tłumacz, pobrzmiewają echa młodopolszczyzny, stąd „kruże”, „chramy”, „świątnice” czy leśmianowskie niemal neologizmy, jak ciemnurza i omroki. Miał on jednak zadanie niesłychanie trudne; ta poezja sięga po wiele rejestrów i wzorców, od ludowej pieśni po biblijny patos, od lirycznego wyznania po głos proroka, od sielanki po tragedię, jak w poemacie, którego tematem jest pogrom w Kiszyniowie. Trudno komuś, kto hebrajskiego nie zna, ocenić przyjęte przez Dykmana rozwiązania – na pewno zaś wzruszają pełne emfazy słowa, w jakich wyznaje on we wstępie swój podziw dla uwielbianego poety i zarazem duchowego przewodnika odradzającego się narodu. (Wydawnictwo Austeria, Kraków-Budapeszt 2013, ss. 704).

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17-18/2013