Paweł Sołtys? Dwie osoby w jednej, ale tworzące spójną całość. Najpierw był – i nadal jest – Pablopavo, muzyk i autor tekstów. „To jest piosenka o różnych rzeczach”, napisana po zamordowaniu Jolanty Brzeskiej, stanowi mocne oskarżenie zła wykorzystującego luki w prawie i bezsilności (obojętności?) państwa wobec krzywdy, a nawet zbrodni.
A w 2017 roku tomem opowiadań „Mikrotyki” zadebiutował prozaik Paweł Sołtys. Nagroda im. Marka Nowakowskiego, Gdynia, nominacja do Nike – trudno o lepszy debiut. Potem była „Nieradość” i „Sierpień”. Teraz „Monolok”, czyli monolog pewnego fryzjera z Grochowa.
„Monolok” to wzruszająca elegia na odejście
Kiedy słucham i czytam Sołtysa z krakowskiej perspektywy, mam poczucie, że trudno o twórcę bardziej warszawskiego. W najlepszym sensie – takim, w jakim pisarzem warszawskim był właśnie Marek Nowakowski (który, przypomnijmy, w trudnych czasach publikował w „Tygodniku”). Dotyczy to także, a może zwłaszcza nowej książki.
Zakład fryzjerski (trochę jak bar) to miejsce, w którym zatrzymuje się czas, by mogły wybrzmieć opowieści. Śluza, w której osadzają się strzępy rzeczywistości. I pamięć o ludziach, wracających dzięki temu na chwilę do życia. Któż więc mógłby być lepszym świadkiem przeszłej codzienności niż fryzjer, sam obdarzony dramatycznym życiorysem i pilny słuchacz rozmów swoich klientów? Kreacja narratora tej „ballady miejskiej”, jak ją słusznie nazwała Justyna Sobolewska, jest znakomita.
Jakże to w ogóle jest świetnie opowiedziane i mocne językowo, jak zazębiają się i wartko toczą kolejne historie! Korowód zmarłych zaczyna się już na pierwszej stronie, śmierć goni śmierć, samobójstwa, morderstwa, choroby – ale przecież oni wciąż tutaj są. Na nowo przeżywają swoje wzloty i upadki, żałosne czasem triumfy i zawsze bolesne klęski.
I co za galeria postaci – choćby pani Marta od pioruna, co od wypadku gada jak zepsuta lalka, i jej sąsiad, „inżynier Sankoski bez w”, zwykle sztywny i spięty, który w pijackim amoku próbuje zestrzelić księżyc. Choćby stara komunistka „Halina”, opiekunka kotów, samobójczyni, i Grzegorz Diabeł, który przejmie jej rolę. Choćby trzy siostry-wróżki i ta scena, w której narrator spełnia prośbę ostatniej z nich – dwie już nie żyją – i, choć jest fryzjerem męskim, robi jej w domu fryzurę. Ostatnią, bo ona trafi zaraz do domu opieki. Cały „Monolok” to piękna i, co tu kryć, wzruszająca elegia na odejście.
Paweł Sołtys, MONOLOK, Czarne 2025, s. 120.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















